~*~
-Neymar..! Nie ma go, już nigdy go nie znajdę!- opadłam na łóżko, chowając twarz w dłoniach.
-Ej.. nie przejmuj się musi gdzieś tu być.- objął mnie ramieniem i pocałował delikatnie w głowę.
-To nie prawda, sam już nawet w to nie wierzysz! Szukaliśmy go wczoraj i dziś, a łańcuszka jak nie było tak nie ma!- wydarłam się zalewając łzami.
-Może gdzieś wpadł za szafę czy komodę?- próbował mnie pocieszyć, ale nie za dobrze mu to szło.
-A czy ja nim rzucałam?! No chyba nie! Ja w nim chodziłam..!- wyżywałam się na nim jakby to była jego wina.
W pewnej chwili kompletnie nie mógł już patrzeć jak coraz więcej kropelek słonej cieczy, zatacza mokre ślady na moich policzkach i wziął mnie w swoje objęcia, chowając twarz w moich włosach.
Tak, bardzo go potrzebowałam, z każdym dniem jakby coraz bardziej i bardziej..
Mogłam szczerze już powiedzieć że jeżeli by chciał, mógłby zastąpić mi powietrze.
Jego miętowy stabilny oddech w dość przyjemny sposób drażnił skórę mojej szyi, uspokajając przy tym moje serce które biło jak oszalałe.
Powoli uspokajał mnie kołysząc delikatnie to w prawo, to w lewo.
Czułam że zaraz zasnę w jego ciepłych objęciach.
W końcu pół nocy jak i cały wcześniejszy dzień szukaliśmy mojego skarbu, w tym momencie najcenniejszej dla mnie rzeczy na świecie.
Oddałabym wszystko co mam żeby tylko znów znalazł się na mojej szyi.
-Cii.. już dobrze? - oderwał się ode mnie i chwycił za ramiona, patrząc głęboko w oczy.
-Mhm..- pokiwałam znacząco głową.
-Połóż się na chwile przyniosę ci coś do picia, odpoczniesz..- puścił mi oczko i wyszedł.
Usiadłam na materacu i podsuwając sobie poduszkę pod głowę, skuliłam się w kłębek i położyłam.
Ostatnie strugi łez zlatywały po mojej twarzy, powoli przestawałam drżeć i się opanowywałam.
Moje oczy robiły się coraz cięższe i bardziej spuchnięte od łkania.
Powoli zaczynałam je zamykać..
-Może gdzieś wpadł za szafę czy komodę?- próbował mnie pocieszyć, ale nie za dobrze mu to szło.
-A czy ja nim rzucałam?! No chyba nie! Ja w nim chodziłam..!- wyżywałam się na nim jakby to była jego wina.
W pewnej chwili kompletnie nie mógł już patrzeć jak coraz więcej kropelek słonej cieczy, zatacza mokre ślady na moich policzkach i wziął mnie w swoje objęcia, chowając twarz w moich włosach.
Tak, bardzo go potrzebowałam, z każdym dniem jakby coraz bardziej i bardziej..
Mogłam szczerze już powiedzieć że jeżeli by chciał, mógłby zastąpić mi powietrze.
Jego miętowy stabilny oddech w dość przyjemny sposób drażnił skórę mojej szyi, uspokajając przy tym moje serce które biło jak oszalałe.
Powoli uspokajał mnie kołysząc delikatnie to w prawo, to w lewo.
Czułam że zaraz zasnę w jego ciepłych objęciach.
W końcu pół nocy jak i cały wcześniejszy dzień szukaliśmy mojego skarbu, w tym momencie najcenniejszej dla mnie rzeczy na świecie.
Oddałabym wszystko co mam żeby tylko znów znalazł się na mojej szyi.
-Cii.. już dobrze? - oderwał się ode mnie i chwycił za ramiona, patrząc głęboko w oczy.
-Mhm..- pokiwałam znacząco głową.
-Połóż się na chwile przyniosę ci coś do picia, odpoczniesz..- puścił mi oczko i wyszedł.
Usiadłam na materacu i podsuwając sobie poduszkę pod głowę, skuliłam się w kłębek i położyłam.
Ostatnie strugi łez zlatywały po mojej twarzy, powoli przestawałam drżeć i się opanowywałam.
Moje oczy robiły się coraz cięższe i bardziej spuchnięte od łkania.
Powoli zaczynałam je zamykać..
~*~
Biegłam po zimnej ziemi na boso, dookoła nie było nikogo.
Jedynie drzewa lekko falujące na wietrze.
Była noc, niebo rozświetlały miliony gwiazd.
Było mi zimno, tak cholernie było mi zimno, ale nie zatrzymywałam się.
Ktoś mnie gonił krzycząc że i tak mu daleko nie ucieknę.
Byłam silna, może raczej chciałam taka być..
Las ciągnął się jakby nie miał końca, powoli traciłam siłę i wiarę że zwieje temu typowi z tyłu.
Postanowiłam że teraz albo nigdy, wskoczyłam w bardziej zagajoną część lasu i biegłam ile sił w nogach.
Gdy już nie słyszałam żeby ktoś za mną biegł stanęłam.
Rozejrzałam się jeszcze raz i skuliłam przy drzewie które zasłaniało kilka większych krzaków.
Podciągnęłam nogi pod samą brodę i oplotłam je rękoma, dopiero teraz się zorientowałam że moje ubranie jest zniszczone, podarte, poszarpane, brudne od błota..
Zwiesiłam głowę w dół i myślałam.
W oddali było słychać kroki, stawały się one coraz głośniejsze i głośniejsze.
Przede mną stanęła osoba w czarnych adidasach o białych sznurówkach, uważnie przeciągałam wzrok po całym jej ciele aż doszłam do szyi.
-To moje!- wydarłam się jak mała dziewczynka której ktoś zabrał lalkę.
Miała założoną moją pamiątkę od rodziców.
Wszystko we mnie się gotowało, pierwszy raz byłam chyba tak na kogoś wściekła.
Podniosłam się z mchu otrzepując, po czym mój rozmówca wbił mnie w drzewo..
-Łapy z daleka- wysyczał mi cieniutki głosik.
Tsa.. to była dziewczyna.
-Ostatni raz cię tu widzę zrozumiano!
~*~
Przebudziłam się błyskawicznie otwierając oczy.
Pfuu.. jestem nadal w pokoju piłkarza.
Przetarłam piąstkami oczy i przeciągnęłam.
Do moich uszu dotarł czyjś cichutki chichot.
Automatycznie odwróciłam głowę.
-Mogę wiedzieć co cie tak bawi- uniosłam jedną brew do góry, zakładając ręce na piersi.
-Nic, nic. Trzymaj- podał mi herbatę i odłożył laptopa w którym czegoś szukał na bok.
-Dzięki- uśmiechnęłam się szeroko i oparłam o chłodną ścianę.
-Długo spałam?- spytałam biorąc duży łyk napoju z kubka.
-Nie, zaledwie dwie godziny- machnął ręką.
-Ile? Od jutra muszę to zmienić, bo zaśpię na każdy trening- walnęłam się w czoło.
-I tak za każdym razem ja pierwszy wyjeżdżam więc jak wrócę to cie obudzę.- skierował wzrok na ekran monitora, a następnie znów na mnie.
-No pewnie, a ja w 10 minut na pewno zdążę się uszykować dojechać na Camp Nou i przebrać.- ironizowałam.
-No czemu nie, zawsze warto spróbować- zaśmiał się za co dostał kuksańca w bok.
-Auć..- prychnął śmiechem, przewróciłam załamana oczami i zabrałam mu komputer leżący niedaleko mnie.
-Czego szukasz?- zgryzłam wargę, widząc jakąś stronę z zakupami przez internet.
-A tak sobie- zamknął mi go przed nosem, o mało co nie przymykając mi również palca.
-A tak na serio?
-No szukam jakiś perfum dla Raf.
-Dla Rafaelli ? Ona ma setki perfumów?!- po jego oczach szło wyczytać że kłamie, ale cóż nie to nie, łaski bez nie pomogę mu.
Wstałam z łóżka i twierdząc że idę pod prysznic, wyszłam z pomieszczenia.
Powoli kierując się w stronę swojego pokoju, usłyszałam jak Ney umawia się z kimś po treningu w naszym domu, a po chwili już tylko głośną muzykę.
Stanęłam przed ogromną szafą i wybrałam z niej świerzę pachnące ubrania, chwyciłam ręcznik z szafki i ruszyłam do łazienki.
Nalałam całą wannę wody, ściągnęłam z siebie dotychczasowe ubranie, patrząc w lustro.
Nigdy, ale to nigdy nie byłam zakochana i nie mam pojęcia jakie to uczucie.
Nie interesowało mnie to nawet nigdy, wszyscy chodzili za ręce, całowali się i przytulali, a ja?
Stałam zawsze z boku, nie kręciły mnie takie rzeczy.
Może dlatego że nic do nikogo nie czułam?
A może byłam i jestem za brzydka żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę?
Po moim policzku stoczyła się samotna łza, którą szybko starłam.
-Koniec rozczulania się nad sobą! Alice bierzemy się w garść i już nie płaczemy!- mówiłam sama do siebie wchodząc do gorącej wody.
Wygięłam się w łuk i wykrzywiłam buzie w wielkim grymasie.
Woda była za gorąca i mnie poparzyła.. nie za mocno, ale na tyle że ślady zostaną z dobry tydzień na skórze.
Szybko wyszłam z wanny i podlatując do zlewu, przekręciłam kurek na zimną wodę.
Syczałam z bólu nie mogąc się opanować, strasznie piekło.
Moja skóra zaczęła przybierać coraz bardziej czerwony kolor.
Obserwowałam każdy centymetr mojego ciała, schładzając go.
Wyciągnęłam z szafeczki pod umywalką, bandaże i lekko owinęłam nimi brzuch, uda, oraz ręce.
Założyłam na siebie szary sweter, długie dżinsy i zaczęłam się malować.
Kilka machnięć tuszem do rzęs plus kredka do oczu i
byłam gotowa.
Wbiegłam do swojego pokoju i zwinnym ruchem zabierając z tapczanu telefon, portfel i klucze, zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?- usłyszałam za sobą cichy głos.
Nic nie odpowiedziałam tylko wiązałam adidasy.
-Pytam się?- oparł się o ścianę na przeciwko mnie Brazylijczyk.
-A ja nie mam ochoty odpowiadać.- minęłam go pakując wszystkie potrzebne rzeczy do torebki.
-Musisz się ze mną droczyć?- chwycił mnie za rękę.
-Nie muszę, ale mogę, to po pierwsze, a po drugie puszczaj bo to boli! Wrócę wieczorem przekaż rodzicom- wyrywając się mu trzasnęłam drzwiami i znalazłam się na powietrzu.
Ciepły przyjemy wiatr i szarość z braku słońca na niebie.
Szybko wyszłam z wanny i podlatując do zlewu, przekręciłam kurek na zimną wodę.
Syczałam z bólu nie mogąc się opanować, strasznie piekło.
Moja skóra zaczęła przybierać coraz bardziej czerwony kolor.
Obserwowałam każdy centymetr mojego ciała, schładzając go.
Wyciągnęłam z szafeczki pod umywalką, bandaże i lekko owinęłam nimi brzuch, uda, oraz ręce.
Założyłam na siebie szary sweter, długie dżinsy i zaczęłam się malować.
Kilka machnięć tuszem do rzęs plus kredka do oczu i
byłam gotowa.
Wbiegłam do swojego pokoju i zwinnym ruchem zabierając z tapczanu telefon, portfel i klucze, zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?- usłyszałam za sobą cichy głos.
Nic nie odpowiedziałam tylko wiązałam adidasy.
-Pytam się?- oparł się o ścianę na przeciwko mnie Brazylijczyk.
-A ja nie mam ochoty odpowiadać.- minęłam go pakując wszystkie potrzebne rzeczy do torebki.
-Musisz się ze mną droczyć?- chwycił mnie za rękę.
-Nie muszę, ale mogę, to po pierwsze, a po drugie puszczaj bo to boli! Wrócę wieczorem przekaż rodzicom- wyrywając się mu trzasnęłam drzwiami i znalazłam się na powietrzu.
Ciepły przyjemy wiatr i szarość z braku słońca na niebie.
~*~
Spacerowałam po parku nie mogąc ogarnąć syfu w mojej głowie.
Wszystkie możliwe myśli jakie miałam krążyły na dwa główne tematy:
-Neymar i jego zmienne zachowanie.
-Brak inteligencji z mojej strony i wejście do wrzącej wody.
Chyba nigdy w życiu nie było mi lepiej!
Usiadłam na mostku od małego jeziorka i patrząc się tępo w lustro wody oparłam się o jego drewnianą 'poręcz'.
Dużo ludzi mnie mijało, większa ich ilość wracała z pracy, a mniejsza wybierała się na zakupy czy też na spacer.
Jedynie ja chyba wśród tych ostatnich byłam sama.
Reszta to były spacerujące pary, rodziny, przyjaciele..
Dziwiło mnie to, że rusza mnie takie coś.. SAMOTNOŚĆ.
Zawsze byłam sama i mi to nie przeszkadzało, a dziś?
Dałabym wszystko żeby był tu ze mną on..
-Ala..- ktoś powiedział chwytając moje "zranione" ramię..
~*~
Hey..*.*
Ostatnia liczba komentarzy mnie załamała :(
Piszcie je ja was proszę..;(
Jest 167 wejść pod postem, a komentarzy 4 :/
No nic następny dostaniecie po 10 komentarzach.
To nie kara czy coś, ale wiem że jesteście i to dlatego :)
Jestem wyczerpana, ale dla was pisałam.
Miałam 6 stron z Wos-a i mase nauki, ale proszę oto dla Was ;D
Mam nadzieje że nie zawiodłam, od następnego akcja..akcja panie :D
Bajo i licze na was tam u dołu w białej kratce :*
Papaśki..*.*
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)

.jpeg)