wtorek, 21 października 2014

Rozdział 5 "Moje życie jest jak moje włosy, trudne do ułożenia..!"

~*~


-Neymar..! Nie ma go, już nigdy go nie znajdę!- opadłam na łóżko, chowając twarz w dłoniach.
-Ej.. nie przejmuj się musi gdzieś tu być.- objął mnie ramieniem i pocałował delikatnie w głowę.
-To nie prawda, sam już nawet w to nie wierzysz! Szukaliśmy go wczoraj i dziś, a łańcuszka jak nie było tak nie ma!- wydarłam się zalewając łzami.
-Może gdzieś wpadł za szafę czy komodę?- próbował mnie pocieszyć, ale nie za dobrze mu to szło.
-A czy ja nim rzucałam?! No chyba nie! Ja w nim chodziłam..!- wyżywałam się na nim jakby to była jego wina.
W pewnej chwili kompletnie nie mógł już patrzeć jak coraz więcej kropelek słonej cieczy, zatacza mokre ślady na moich policzkach i wziął mnie w swoje objęcia, chowając twarz w moich włosach.
Tak, bardzo go potrzebowałam, z każdym dniem jakby coraz bardziej i bardziej..
Mogłam szczerze już powiedzieć że jeżeli by chciał, mógłby zastąpić mi powietrze.
    Jego miętowy stabilny oddech w dość przyjemny sposób drażnił skórę mojej szyi, uspokajając przy tym moje serce które biło jak oszalałe.
Powoli uspokajał mnie kołysząc delikatnie to w prawo, to w lewo.
Czułam że zaraz zasnę w jego ciepłych objęciach.
W końcu pół nocy jak i cały wcześniejszy dzień szukaliśmy mojego skarbu, w tym momencie najcenniejszej dla mnie rzeczy na świecie.
Oddałabym wszystko co mam żeby tylko znów znalazł się na mojej szyi.
-Cii.. już dobrze? - oderwał się ode mnie i chwycił za ramiona, patrząc głęboko w oczy.
-Mhm..- pokiwałam znacząco głową.
-Połóż się na chwile przyniosę ci coś do picia, odpoczniesz..- puścił mi oczko i wyszedł.
Usiadłam na materacu i podsuwając sobie poduszkę pod głowę, skuliłam się w kłębek i położyłam.
Ostatnie strugi łez zlatywały po mojej twarzy, powoli przestawałam drżeć i się opanowywałam.
Moje oczy robiły się coraz cięższe i bardziej spuchnięte od łkania.
Powoli zaczynałam je zamykać..
~*~
Biegłam po zimnej ziemi na boso, dookoła nie było nikogo.
Jedynie drzewa lekko falujące na wietrze.
Była noc, niebo rozświetlały miliony gwiazd.
Było mi zimno, tak cholernie było mi zimno, ale nie zatrzymywałam się.
Ktoś mnie gonił krzycząc że i tak mu daleko nie ucieknę.
Byłam silna, może raczej chciałam taka być..
Las ciągnął się jakby nie miał końca, powoli traciłam siłę i wiarę że zwieje temu typowi z tyłu.
Postanowiłam że teraz albo nigdy, wskoczyłam w bardziej zagajoną część lasu i biegłam ile sił w nogach.
Gdy już nie słyszałam żeby ktoś za mną biegł stanęłam.
Rozejrzałam się jeszcze raz i skuliłam przy drzewie które zasłaniało kilka większych krzaków.
Podciągnęłam nogi pod samą brodę i oplotłam je rękoma, dopiero teraz się zorientowałam że moje ubranie jest zniszczone, podarte, poszarpane, brudne od błota..
Zwiesiłam głowę w dół i myślałam.
W oddali było słychać kroki, stawały się one coraz głośniejsze i głośniejsze.
Przede mną stanęła osoba w czarnych adidasach o białych sznurówkach, uważnie przeciągałam wzrok po całym jej ciele aż doszłam do szyi.
-To moje!- wydarłam się jak mała dziewczynka której ktoś zabrał lalkę.
Miała założoną moją pamiątkę od rodziców.
Wszystko we mnie się gotowało, pierwszy raz byłam chyba tak na kogoś wściekła.
Podniosłam się z mchu otrzepując, po czym mój rozmówca wbił mnie w drzewo..
-Łapy z daleka- wysyczał mi cieniutki głosik.
Tsa.. to była dziewczyna.
-Ostatni raz cię tu widzę zrozumiano! 
~*~
Przebudziłam się błyskawicznie otwierając oczy.
Pfuu.. jestem nadal w pokoju piłkarza.
Przetarłam piąstkami oczy i przeciągnęłam.
Do moich uszu dotarł czyjś cichutki chichot.
Automatycznie odwróciłam głowę.
-Mogę wiedzieć co cie tak bawi- uniosłam jedną brew do góry, zakładając ręce na piersi.
-Nic, nic. Trzymaj- podał mi herbatę i odłożył laptopa w którym czegoś szukał na bok.
-Dzięki- uśmiechnęłam się szeroko i oparłam o chłodną ścianę.
-Długo spałam?- spytałam biorąc duży łyk napoju z kubka.
-Nie, zaledwie dwie godziny- machnął ręką.
-Ile? Od jutra muszę to zmienić, bo zaśpię na każdy trening- walnęłam się w czoło.
-I tak za każdym razem ja pierwszy wyjeżdżam więc jak wrócę to cie obudzę.- skierował wzrok na ekran monitora, a następnie znów na mnie.
-No pewnie, a ja w 10 minut na pewno zdążę się uszykować dojechać na Camp Nou i przebrać.- ironizowałam.
-No czemu nie, zawsze warto spróbować- zaśmiał się za co dostał kuksańca w bok.
-Auć..- prychnął śmiechem, przewróciłam załamana oczami i zabrałam mu komputer leżący niedaleko mnie.
-Czego szukasz?- zgryzłam wargę, widząc jakąś stronę z zakupami przez internet.
-A tak sobie- zamknął mi go przed nosem, o mało co nie przymykając mi również palca.
-A tak na serio?
-No szukam jakiś perfum dla Raf.
-Dla Rafaelli ? Ona ma setki perfumów?!- po jego oczach szło wyczytać że kłamie, ale cóż nie to nie, łaski bez nie pomogę mu.
Wstałam z łóżka i twierdząc że idę pod prysznic, wyszłam z pomieszczenia.
Powoli kierując się w stronę swojego pokoju, usłyszałam jak Ney umawia się z kimś po treningu w naszym domu, a po chwili już tylko głośną muzykę.
Stanęłam przed ogromną szafą i wybrałam z niej świerzę pachnące ubrania, chwyciłam ręcznik z szafki i ruszyłam do łazienki.
Nalałam całą wannę wody, ściągnęłam z siebie dotychczasowe ubranie, patrząc w lustro.
Nigdy, ale to nigdy nie byłam zakochana i nie mam pojęcia jakie to uczucie.
Nie interesowało mnie to nawet nigdy, wszyscy chodzili za ręce, całowali się i przytulali, a ja? 
Stałam zawsze z boku, nie kręciły mnie takie rzeczy.
Może dlatego że nic do nikogo nie czułam? 
A może byłam i jestem za brzydka żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę? 
Po moim policzku stoczyła się samotna łza, którą szybko starłam.
-Koniec rozczulania się nad sobą! Alice bierzemy się w garść i już nie płaczemy!- mówiłam sama do siebie wchodząc do gorącej wody.
Wygięłam się w łuk i wykrzywiłam buzie w wielkim grymasie.
Woda była za gorąca i mnie poparzyła.. nie za mocno, ale na tyle że ślady zostaną z dobry tydzień na skórze.
      Szybko wyszłam z wanny i podlatując do zlewu, przekręciłam kurek na zimną wodę.
Syczałam z bólu nie mogąc się opanować, strasznie piekło.
Moja skóra zaczęła przybierać coraz bardziej czerwony kolor.
Obserwowałam każdy centymetr mojego ciała, schładzając go.
Wyciągnęłam z szafeczki pod umywalką, bandaże i lekko owinęłam nimi brzuch, uda, oraz ręce.
Założyłam na siebie szary sweter, długie dżinsy i zaczęłam się malować.
Kilka machnięć tuszem do rzęs plus kredka do oczu i

byłam gotowa.
Wbiegłam do swojego pokoju i zwinnym ruchem zabierając z tapczanu telefon, portfel i klucze, zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?- usłyszałam za sobą cichy głos.
Nic nie odpowiedziałam tylko wiązałam adidasy.
-Pytam się?- oparł się o ścianę na przeciwko mnie Brazylijczyk.
-A ja nie mam ochoty odpowiadać.- minęłam go pakując wszystkie potrzebne rzeczy do torebki.
-Musisz się ze mną droczyć?- chwycił mnie za rękę.
-Nie muszę, ale mogę, to po pierwsze, a po drugie puszczaj bo to boli! Wrócę wieczorem przekaż rodzicom- wyrywając się mu trzasnęłam drzwiami i znalazłam się na powietrzu.
Ciepły przyjemy wiatr i szarość z braku słońca na niebie.
~*~
Spacerowałam po parku nie mogąc ogarnąć syfu w mojej głowie.
Wszystkie możliwe myśli jakie miałam krążyły na dwa główne tematy:
-Neymar i jego zmienne zachowanie.
-Brak inteligencji z mojej strony i wejście do wrzącej wody.
Chyba nigdy w życiu nie było mi lepiej! 
Usiadłam na mostku od małego jeziorka i patrząc się tępo w lustro wody oparłam się o jego drewnianą 'poręcz'.
Dużo ludzi mnie mijało, większa ich ilość wracała z pracy, a mniejsza wybierała się na zakupy czy też na spacer.
Jedynie ja chyba wśród tych ostatnich byłam sama. 
Reszta to były spacerujące pary, rodziny, przyjaciele..
Dziwiło mnie to, że rusza mnie takie coś.. SAMOTNOŚĆ.
 Zawsze byłam sama i mi to nie przeszkadzało, a dziś? 
Dałabym wszystko żeby był tu ze mną on..
-Ala..- ktoś powiedział chwytając moje "zranione" ramię..




~*~
Hey..*.*
Ostatnia liczba komentarzy mnie załamała :(
Piszcie je ja was proszę..;(
Jest 167 wejść pod postem, a komentarzy 4 :/ 
No nic następny dostaniecie po 10 komentarzach.
To nie kara czy coś, ale wiem że jesteście i to dlatego :)
Jestem wyczerpana, ale dla was pisałam.
Miałam 6 stron z Wos-a i mase nauki, ale proszę oto dla Was ;D
Mam nadzieje że nie zawiodłam, od następnego akcja..akcja panie :D 
Bajo i licze na was tam u dołu w białej kratce :* 
Papaśki..*.*

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 4 "Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni?"




-Ala..! Szybko bo zaraz muszę być u Oscara!- wrzeszczał na mnie z dołu lekko poirytowany Neymar.
-Chwila- wymamrotałam ledwo słyszalnie i pudełkiem które miałam w rękach z całej siły cisnęłam w ścianę.
Rzuciłam się na łóżko i chowając głowę w dłoniach zaczęłam cicho łkać.
-Co się dzie.. Alice wszystko okey?!- podleciał do mojego łóżka niczym błyskawica chłopak.
-Nic nie jest okey.- zacisnęłam zęby tłumiąc gniew jaki miałam w sobie.
-Czemu płaczesz. Ej..?- usiadł obok i odruchowo objął mnie, przyciskając do swojej piersi.
-Bo..bo..- zaczęłam się jąkać.
-Cii.. uspokój się mamy czas.- pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło.
Tsa.. teraz nagle masz czas, a przed chwilą darłeś ryja że się spóźnimy!
-Jestem spokojna- uniosłam głowę spoglądając w jego ciemne tęczówki.
-To w takim razie powiedz co cie tak rozzłościło?- zerknął na podłogę gdzie leżało rozwalone pudełko z moją biżuterią.
-Zgubiłam..- zaczęłam się trząść nie mogąc powiedzieć nawet jednego prostego zdania.
Brazylijczyk nie mógł na to patrzeć, wziął mnie od razu w swoje ramiona i swoim stabilnym miętowym oddechem, ustatkował bicie mojego serca.
Tak, bardzo się denerwowałam, nie mogłam opanować, a wystarczyło jego kilka ciepłych słów, a poczułam znów opanowanie i spokój w moim organizmie.
Wszystko prysło niczym bańka mydlana, tak bardzo byłam mu wdzięczna za obecność wtedy, gdy go najbardziej potrzebuje.
Za pomoc w trudnych chwilach.. był wszędzie po prostu.
Neymar da-Silva Santos Junior ten wielki pan świata, arogant, ma w sobie coś dobrego!
-Wytłumaczysz mi?- nosem drażnił mój policzek, zmysłowo jeżdżąc po nim.
-Ja zagubiłam łańcuszek który dostałam od rodziców na pierwsze urodziny, zawsze go ze sobą miałam, nigdy go nie ściągałam, a teraz?- pokazałam na swoją szyje.
-Zerwał mi się! Nie ma go!- krzyknęłam zrozpaczona.
Pomimo wszystkiego co miałam od nich to było najważniejsze srebrny naszyjnik przy zapięciu z małym serduszkiem, a na nim data mojego urodzenia.
To było dla mnie okropne że teraz nagle go nie ma!
Nawet w bidulu nosiłam go zawsze na sobie, nikt mi nie mógł go zabrać bo był przy mnie.
Niestety od wczoraj gdzie spałam w pokoju bruneta,  nie pamiętam żebym miała go na sobie!
A co jeśli ..!
-Ney jak wczoraj u ciebie byłam, on musiał mi się tam zapodziać, bo nie miałam go z rana jak byłam na śniadaniu, a u ciebie pamiętam że leżałam z nim.- nadawałam tak szybko że brunet mógł załapać z ledwością co trzecie słowo.
-Jeżeli jest u mnie znajdziemy go jak wrócimy, bo teraz to ty jedziesz na trening jakiś, tak ?
-No tak- westchnęłam ciężko i chwytając torbę ruszyłam na dół.
~*~
-Zwolnij!- wrzasnęłam na bruneta, a ten prychnął śmiechem.
-Przestań przecież jadę wolno- uśmiechnął się do mnie, po czym zmieniając biegi lekko otarł się ręką o moje kolano.
-Co trenujesz?- zmienił szybko temat żebym nie patrzyła na trasę i licznik który wybijał coraz to większe liczby. 
-Dopóki mnie nie przyjmą to nic.- wyszczerzyłam się, a chłopak pokręcił niedowierzająco głową, ukazując szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-A tak na serio?- zerknął na mnie przelotnie, po czym znów skierował swój wzrok na jezdnie.
-Piłkę nożną.- przełknęłam głośno ślinę.
-Że co?- jego źrenice powiększyły się dwukrotnie, a ciało zamarło w bez ruchu.
Szczęście że w tym momencie wylądowaliśmy pod domem jego kumpla.
-Poczekaj tu na mnie- wysiadł z samochodu i skierował się w stronę drzwi.
-Nigdzie się nie wybieram, możesz być spokojny!- wymamrotałam naburmuszona na niego, zakładając ręce na piersi.
     -Hey- do auta wszedł średniego wzrostu brunet, z lekkim zarostem i obszerną torbą.
-Oscar- wyciągnął w moją stronę rękę.
-Alice- uścisnęłam ją, wysilając się na najszczerszy jaki w tamtej chwili potrafiłam uśmiech.
-A wy można wiedzieć gdzie jedziecie?- zadałam pytanie które zbiło dwóch Brazylijczyków z tropu.
-To ty nie wiesz?- zdziwił się przyjaciel Neya.
-No nie.- obróciłam się w jego kierunku.
-Jedziemy na trening, Neymar jest zawodowym piłkarzem Barcelony, a ja próbuje się tam dostać.- uśmiechnął się, a ja walnęłam da-Silve w ramię.
-Czemu mi nie powiedziałeś!- warknęłam na niego, a ten gwałtownie zahamował przez czerwone światło.
-Nie było okazji.- powiedział cicho.
-Aham..- wycedziłam ironicznie przez zęby.
-To w takim razie dziś się  zobaczymy.- puściłam oczko do bruneta siedzącego z tyłu.
-Jak to?
-Normalnie ja jadę na kwalifikacje do damskiej drużyny bordowo-granatowych.- powiedziałam na jednym tchu, dumna z siebie.
Ich miny..bezcenne.
~*~
Gdy dojechaliśmy pod Camp Nou wszyscy razem ruszyliśmy do środka, mój braciszek prosto na murawę do trenera, a my z Oscarem do swoich szatni.
O dziwo, gdy weszłam na stadion nic nie czułam.. zero.
Dopiero po przebraniu się w strój, zawiązaniu sznurówek u korków, coś mnie tknęło.
Poczułam ukłucie w sercu i przyjemne motyle w brzuchu.
W końcu wzięłam się za siebie, i dodałam sobie odrobinę  odwagi żeby pokazać światu kim jestem.
Nie szarą pospolitą myszką która nic nie umie i niczym nie wyróżnia się z tłumu, a pełnowartościową dziewczyną.
  Nadepnęłam nogą na zieloną trawę i stres wdarł się w moje serce i umysł.
-Masz 11 numer, nie przejmuj się to szczęśliwa liczba dasz radę.- uśmiechnął się Osc ciągle nadając mi do ucha.
- Nie truj jej niech się skupi- kopnął do z uśmiechem na ustach Ney.
-Dobra, dobra.- wystawił ręce w geście obrony i odszedł kawałek dalej.
-Uspokój się jak i swój oddech i się skup. Macie tylko mecz, a potem wolne i po naszym treningu wyniki.- powiedział szeptem i spojrzał na ludzi dookoła nas.
-Powodzenia.- klepnął mnie w ramię i zajął miejsce koło Lionela Messiego na trybunach.
Jezu.. bo tu zajdę na zawał. Tyle tu sław, a mój durnowaty braciszek jest jedną z nich!
Nadal nie mogę tego pojąć że nie domyśliłam się kim jest, że jest światowej sławy piłkarzem.
-Zapraszamy na podział- uśmiechnął się Louis Enerique.
Stanęłam bardzo blisko trenera i wsłuchiwałam się w to co mówi.
Wszyscy wciąż spoglądali na mnie jak na idiotkę.
Pewnie chodziło o to że wielka ich sława podeszła do mnie nie całe trzy minuty temu i poklepała po ramieniu.
Aaa... ! Szok! Pewnie będę teraz wielką divą, nareszcie zawsze o tym marzyłam!- litości wyczujcie ten sarkazm.
-No to tak, po pierwsze podzielimy  was na dwie drużyny. Jest was 22 więc akurat na jeden mecz. Wymieszany chłopaków i dziewczyn, jednak będzie trudniej potrzebujemy tylko 4 osób i musicie się wyróżnić. Niestety nie będę ja was oceniać, a oni- wskazał na trybuny.
-Przedstawiać wam ich?- spojrzał na nas.
-To tak.- wyszła z tłumu dość niska blondynka, strasznie cicha z tego co zdążyłam zauważyć. Tak jakby przestraszona..
-Dobrze, a więc Lionel Messi nasz pajacyk, Neymar da-Silva coś tam dalej zawsze zapominam nasz błazen, oraz dziewczyny. Camila nasz śmieszek, jak i Bella nasz pracuś.- zaśmiał się, a wszyscy rozluznili jeszcze bardziej.
      ~*~
Piłka i ja.. drybling podanie.. drybling podanie.. prosto..prosto i.. zjebałam! 
Nie patrzyłam na nikogo wiedziałam ze jak to zepsuje zniszczę samą siebie, nie będę miała już szansy i wyląduje na zmywaku w jakiejś taniej restauracji!
Biegałam starałam się i nic, wszyscy strzelali bramki z mojej jak i przeciwnej drużyny, a ja pomagałam im zabłysnąć.
Byłam jak pionek którym ruszali jak tylko mogli, myślałam że będzie inaczej.
A tu co !? Mijam wszystkich, biegnę, skaczę, mijam, wybijam, robię dużo, ale nic ponad przeciętną.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
4 minuty doliczone, sunę z piłką, bez spalonego mijam obrońców i zostaje sam na sam z bramkarzem.
Teraz albo nigdy, odwracam się, za mną blondynka z mojej grupy Anabel.
Ściska mnie coś w żołądku czuje że bramkarz wie co zrobię, nie mam po kombinować, chyba że..
Podaje do niej i ta wbija bramkę.
Luis krzyczy KONIEC MECZU, a ja 
rzucam się załamana na murawę.
-Ja pierdole!- wściekłam się i resztkami sił podnosząc się, na oślep trafiłam w piłkę, a ta podkręcona wleciała do siatki nie krytej już przez nikogo.
-A ostatnią panią jaką zabieramy ze sobą jest Alice da-Silva Santos- uśmiechnął się rzucając na bok tabele z wynikami.
-Co że ja?!- patrzyłam na trenera jak na głupka.
-Tak, zaczynasz od środy.- przytulił mnie uradowany.
-Hy.. ale środa jest już pojutrze!- krzyknęłam płacząc.
Nie mogłam tego pojąć. 
To zbyt cudowne żeby było prawdziwe.
   -Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni? - zaśmiał się Osc biorąc nas pod swoje ramiona, idąc w stronę samochodu. 




~*~
Hey :D 
Tak szczerze? Ta sielanka już mnie nudzi, wiec następny rozdział to będzie tykająca bomba.
Pomogła mi ją wybrać Kinga i za to jestem jej wdzięczna jak i wy będziecie w 5 <3 :*
Dziękuje także z. Ponad 1000 wyświetleń i 12 komentarzy.
Kocham was moje panie ! ;*
*.*
Buziaki i już was nie zanudzam..
Bajo..