środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 8 "I nie usunę tego zdjęcia na tapecie bo jest śliczne..'

~*~

"Chcę być Twoim małym planem na przyszłość. Drobną kobietą, którą wielbiłbyś nad życie. Oczkiem w głowie, któremu zawsze zapewniałbyś bezpieczeństwo. Głodnym człowiekiem, któremu co chwilę musiałbyś przynosić jedzenie. Czasem wściekłą osobą, którą potrząsnąłbyś mocno za ramiona i szepnął wyluzuj, i tak Cię kocham."


~*~
-Sergio nie, nie mogę..- odsunęłam się od niego zakłopotana, pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji i nie miałam pojęcia jak z niej wybrnąć.
-Rozumiem, przepraszam.- wymamrotał ledwo słyszalnie drapiąc się po karku.
-Jak to rozumiesz?- spytałam patrząc się na niego jak na debila, albo co najmniej człowieka któremu chwile temu cegła spadła na łeb!
-Normalnie, wiem że jestem dziwny i kompletnie nie potrafię grać, a Neymar to ósmy cud świata. Nie dziwię się że wolisz go.- jego słowa kompletnie zbiły mnie z tropu.
Zamurowało mnie.. myślałam że ma bardzo wysoką samoocenę jak każdy piłkarz, a jednak..
-Czemu tak sądzisz? Według mnie jesteś pełnowartościowym mężczyzną i nie jedna kobieta wzdycha za tobą, gdy idziesz chociażby ulicą. I nie porównuj się do Neya jesteście kompletnie różni, i z przez to wyjątkowi, każdy na swój sposób.- powiedziałam na jednym tchu bawiąc się palcami. Które w tamtej chwili stały się bardzo fascynujące.
Wolałam nie patrzeć się w jego oczy, żeby przypadkiem nie zrobić jakiejś głupoty.
-To czemu wolisz go niż mnie?- nie musiałam podnosić głowy żeby wiedzieć jak lustruje mnie od góry do dołu.
-Czy ja coś takiego powiedziałam? On jest moim bratem, a ty kumplem.- walnęłam go w bok z pięści próbując rozluźnić atmosferę.
-Jest twoim przyszywanym bratem, i nie kłam że między wami nic nie jest, widzę jak na siebie patrzycie. Każdy głupi to widzi.- odparł spokojnie, a ja już miałam zamiar wybuchnąć śmiechem, ale stwierdziłam że to nie zbyt odpowiedni moment.
-Mnie z nim nic nie łączy i raczej nie będzie. Jesteśmy rodziną, a on na dodatek ma dziewczynę.- wzięłam głęboki oddech spoglądając w jego tęczówki.
-Poczekamy zobaczymy, Bruna to fałszywa osoba i on się w końcu zorientuje i zerwie z nią.- stwierdził chwytając mnie za obie ręce.
-Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy dzwoń, jeżeli coś się stanie nie myśl czyj numer wybrać. Jesteś śliczna, mądra, wysportowana, jesteś moim ideałem..- wyciągnął telefon z kieszeni pokazując mi go.
-I nie usunę tego zdjęcia na tapecie, bo jest śliczne, uzależniłem się od ciebie błyskawicznie.- westchnął pod nosem. Do moich oczu zaczęła napływać słona ciecz, mrugałam przez to w kółko oczami żeby zapobiec wydostaniu się jej na światło dzienne.
Nie wiem czy byłam wzruszona, czy aż tak zdziwiona, ale zakuło mnie w sercu.
Widząc swoje zdjęcie na ekranie jego telefonu, w białej sukience przed kolano z dni gdy byłam jeszcze w domu dziecka.
-Skąd je masz?- zwiesiłam głowę żeby nie widział mojej twarzy.
-Z facebook'a, na każdym wyglądałaś pięknie, ale to najbardziej mi się spodobało.- dotykając mojego podbródka podniósł moją głowę do góry, tak że teraz patrzyłam centralnie na jego twarz.
-Chyba mogłem?- uniósł brew do góry.
-Nie, przecież sama je wrzuciłam i każdy tak naprawdę może je sobie przegrać.- podciągnęłam nosem żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
Lecz i tak po chwili na moich policzkach zataczały mokre ślady pojedyncze łzy.
-Nie płacz, proszę.- powiedział z lekką chrypką, co dodało mu męskości.
-Nie potrafię, ty jesteś taki..taki..a ja jestem..- głos mi się załamywał, motałam się w słowach jak moje myśli w głowie.
Nie panowałam nad sobą ani już nad słowami jakie wychodziły z moich ust.
-Spokojnie.- przejechał po moich włosach otwartą dłonią, by za chwilę dotknąć ją moich rozgrzanych policzków.
-Ja..ja.. nie chce cie ranić.- wybełkotałam żałośnie wtulając się w niego.
-Nie ranisz mnie, to ja znów źle wybrałem. I nie płacz przeze mnie nie warto. Dobrze?- odsunął mnie na odległość swoich dłoni.
-Mhm..- przytaknęłam potulnie.
Pocałował mnie przelotnie w policzek i ostatni raz patrząc na mnie przy drzwiach wyszedł, zostawiając mnie samą.
~*~
Przepłakałam dobrą godzinę nie mogąc się choć na chwilę opanować.
Moja głowa miałam wrażenie że zaraz eksploduje, a całe moje ciało pójdzie w jej ślady.
Zraniłam tak fajnego chłopaka, on mnie kochał, a ja go spławiłam, w ogóle nie dając mu szansy.
A przecież do cholery jestem singielką!?
Wstałam z łóżka przecierając opuchnięte oczy piąstkami.
Spojrzałam na siebie w lustrze, które wisiało obok szafy naprzeciwko mnie.
-Jesteś beznadziejna!- wrzasnęłam pokazując na swoje odbicie.
-Umiesz tylko ranić.- mówiłam sama do siebie jakby to miało w czymś pomóc.
Brzydziłam się swojego odbicia.
Byłam paskudna i dalej jestem!
W tej kwestii nic się nie zmienia.
Mama może wychowała mnie inaczej, lecz to życie przerobiło anioła na chama, zapatrzonego w siebie i czubek własnego nosa!
Skierowałam wzrok w stronę drzwi do łazienki.
Bądź co bądź trzeba coś ze sobą zrobić i iść na dół, zanim ktoś zapragnie mnie tu odwiedzić.
Lepiej żeby nie zastał mnie w takim stanie, mogło by to się fatalnie skończyć, sto pytań do, albo jeszcze lepiej.
Wchodząc do pomieszczenia, puściłam wodę do wanny.
Wyciągnęłam świeży ręcznik z szafki, cofając się do pokoju po nowe ubrania na zmianę.
Bo co wieczorem mi chodzić w spódniczce?!
O niebo lepiej założyć dresy i czarną boxerke.
Tak też zrobiłam, następnie wysuszyłam włosy.
Spięłam je w koka, chwytając kredkę i tusz do rzęs zrobiłam sobie delikatny makijaż i do całości dorzuciłam biały zegarek i kilka branzoletek.
-Oby o nic nie pytali- pomyślałam w duchu schodząc na dół.
Weszłam do salonu, ale tam o dziwo nie było nikogo.
Poszłam do kuchni też pusto...
Zdezorientowana założyłam bluzę, wychodząc na ogród.
-Nie będę z tobą na ten temat dyskutował!- usłyszałam głos Neymara na werandzie.
Rozmawiał z kimś przez telefon, a dookoła nie było nikogo więcej.
-Yghm..- chrząknęłam żeby nie było że podsłuchuje.
Na ten 'dźwięk' piłkarz na pięcie odwrócił się w moją stronę.
-Porozmawiamy o tym jutro.- powiedział do słuchawki, rozłączając się.
-Coś się stało?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Mogłabym zapytać o to samo.- podparłam się na łokciach.
-Heh..- pokręcił głową.
-Gdzie wszyscy?- spytałam zmieniając temat.
-Mama z tatą u znajomych, a Raf u chłopaka, a co ja ci nie wystarczam?- poruszał zabawnie brwiami przez co zaczęłam brechać jak głupia.
-Nie no wystarczasz, tak tylko pytam.- machnęłam ręką wchodząc do domu.
-Gdzie idziesz?- zdziwił się brunet podążając za mną.
-Do środka bo zimno.- okryłam się ramionami.
-Ty zmarzluchu, w Polsce czy Niemczech teraz masz temperaturę gdzieś z +19°C czego chcesz, u nas jest z +25°C wieczorem.- pogroził mi palcem, a ja prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
Nie wiem jak to zrobił, ale rozbawił mnie i rozweselił, choć na tę małą chwilę.
-Robimy coś do zjedzenia?- zapytałam bo mój żołądek się już tego domagał.
-Pewnie, co chcesz?- uśmiechnął się szeroko.
-Pizza.- wyszczerzyłam się jak głupia.
-Mama gdzieś powinna mieć przepis.- chwycił mnie za rękę i pognał do kuchni..



Od autorki:
Kolejny rozdział, jak się podoba komentować.
Następny nie długo, ale nie powiem dokładnie kiedy.
W święta mam zamiar zrobić nowego krótkiego bloga i do końca ferii go zakończyć bo mam bardzo fajny pomysł, a teraz tyle wolnego.
Więc ze spokojem starczy mi czasu..
:D
Umówmy się tak. Nowy za 11 komentarzy okey?
I życzę wszystkim czytelnikom wszystkiego dobrego z okazji świąt Bożego Narodzenia.
Dużo prezentów pod choinką i wszystkiego po prostu co najlepsze ! ;*** <3 <3


sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 7 "Te oczy, ten uśmiech.. ten on!"


~*~



* Dwadzieścia minut później *

Stanęłam na murawie, poprawiając koka na głowię.
Rozejrzałam się dookoła spoglądając na wszystkie dziewczyny.
W szatni każda mierzyła mnie przenikliwym spojrzeniem, a teraz nagle wysyłała w moim kierunku słodkie uśmieszki.
Ciekawiło mnie co spowodowało u nich tak diametralną zmianę.
Jednak po chwili wszystko stało się jasne.
Za mną znajdował się Marc i Messi prowadzący bardzo zawziętą dyskusję na temat mojej skromnej osoby.
-Yghm..- chrząknęłam z uwagi na to że głupio mi się stało słuchając obydwojga słów, ale bez skutecznie gdyż nadal gadali jak najęci.
-No racja. numer jak Neymar na koszulce, korki, ale z tą seksi figurą i buźką powala na kolana bardziej niż on.- zabrał głos Bartra, co chwile się uśmiechając.
Jednak chyba nadal nie wiedział że stoję za nim i wszystko słyszę.
-Hahaha...-Leo wybuchnął śmiechem zerkając na mnie.
Wreszcie choć jeden mnie dostrzegł!
-Ale to prawda.- nie powiem schlebiało mi jak chłopak mówił o mnie w samych superlatywach, lecz patrząc na swojego kumpla był z lekka zdezorientowany, co go aż tak bardzo rozbawiło.
Wolałam mu oszczędzić już tych męczarni i odsunąć w stronę idącego trenera.
-To jak gotowa na pierwszy trening?- obdarował mnie firmowym uśmiechem, za nim jeszcze zdążyłam dorównać mu kroku.
-Tak jest panie trenerze!- zaśmiałam się, a mężczyzna pokręcił jedynie niedowierzająco głową.
-Poznałaś już wszystkich?- spytał po chwili ciszy.
-Nie wszystkich, ale większość.- spojrzałam na piłkę która akurat podlatywała pod moje nogi.
Bez zastanowienia od razu kopnęłam ją w stronę z której poturlała się i spojrzałam na Enerique.
-Tych tam na pewno.- westchnął ciężko wskazując palcem na Neymara i kilku jego przyjaciół.
-Uparli się że muszą zobaczyć jak grasz i wprosili się jak widać na trening.- dodał z dezaprobatą.
-Heh.. ale czemu akurat mnie?- założyłam ręce na piersi.
-Na to pytanie raczej sama znasz odpowiedź.- minął mnie dmuchając w gwizdek.
-Zbiórka!- krzyknął spoglądając na damską część murawy, a męską srogim wzrokiem prze teleportował na trybuny.
-Zaczynamy od krótkiej rozgrzewki.- oznajmił klaszcząc w dłonie.
-Raz, raz, Nie spać!..  
        Wyszłam z szatni z torbą i ruszyłam w kierunku wyjścia.
Wyciągnęłam z lewej przegródki telefon i obejrzałam się w nim jak w lusterku.
Hm.. nie jest aż tak tragicznie!
Trzymając go w dłoniach  podeszłam pod samochód brata.
Oparłam się o niego i czekałam aż łaskawie raczy się pojawić i odwieść mnie do domu.
Ja zdążyłam się wykąpać, przebrać i tu dojść, a on nadal siedzi na trybunach i pewnie pieprzy o jakiś głupotach z kolegami.
Nie mając najmniejszej ochoty iść go szukać postanowiłam obczaić co nowego dzieję się na Instagramie i Facebooku.
Tak jak się spodziewałam 50 zaproszeń do znajomych od miedzy innymi Oscara, Louisa nasz szanowny trener,  Gerarda, Camili (moja dzisiejsza partnerka podczas ćwiczeń) oraz BRUNY?!
Dziewczyna Neymara ?
To mnie zatkało..
-Co ci?- podszedł do mnie Pique przybierając smutną minę.
-Nic.- machnęłam ręką, uderzając go nią w łokieć.
-Szczęście że nie jestem niższy bo mogłem stracić oko.- zaśmiał się, a ja wystawiłam mu język.
-Shakira załamała by się. I co wtedy?
-Zupełnie nic.- wzruszyłam ramionami, ukazując szereg śnieżnobiałych ząbków.
Wiedziałam że jego wcześniejsze słowa miały dać mi do zrozumienia że jestem bardzo niska, więc miałam prawo go trochę po wkurzać.
-NIC?!- prychnął, a ja przekręciłam oczami znów zawieszając je na piłkarzu.
-Gdzie Ney?- zbyłam jego wcześniejszą wypowiedź.
-Musi załatwić coś z Oscarem i kazał zawieść mi ciebie do domu.
-Po moim trupie, idę na piechotę!- byłam rozjuszona że nie powiedział mi tego i jak małej dziewczynce załatwił powrót do domu.
-Aż taki zły jestem?- zdziwił się patrząc na mnie.
-A ja aż taka niska!- tupnęłam nogą co musiało wyglądać komicznie przy jego wzroście.
-Nie powiedziałem tego.
-Zasugerowałeś, a to mi wystarczy.- w tym momencie ze Stadionu wyszedł mój zbawiciel.
-Sergi..! Odwiózł byś mnie do domu?- podbiegłam do niego, a ten bez słowa podszedł do swojego samochodu i otwierając drzwi od strony pasażera gestem ręki zaprosił mnie do środka.
-Dziękuje.- dałam mu buziaka w policzek, wsiadając do pojazdu.
Szczerze znałam go tylko z okładek gazet, wywiadów, reklam, a od dwóch dni z widzenia.
Tyle co o nim wiedziałam to był jego wiek, wygląd, imię i nazwisko.
Nic poza tym, może dlatego to była również najlepsza okazja by się lepiej poznać?
Przebiegł przed maską auta i zasiadł na miejscu kierowcy.
Przekręcił kluczyki w stacyjce, po czym z piskiem opon wyjechaliśmy na drogę.
-Czyli jesteś siostrą Neymara?- puścił do mnie oczko.
-Mhm..- przytaknęłam automatycznie.
-Jest coś jeszcze co lubisz oprócz piłki?- stanął na czerwonym świetle, lustrując mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, rozbierał mnie wręcz nim!
-Może tak piłkę kocham i to moja pasja, a oprócz tego nic konkretnego nie ma w moim życiu.- położyłam torbę pomiędzy swoimi nogami.
-A ty?- uniosłam jedną brew do góry.
-W moim sercu jest miejsce tylko na piłkę, no i może dziewczynę.- przerzucił biegi ocierając swoją ręką się o moje kolano.
Poczułam się inaczej, ale w żadnym stopniu nie byłam skrępowana.
W domu dziecka miałam doczynienia czasem z dwa razy gorszymi chłopakami niż może to się niektórym wydawać.
    Gdy po piętnastu minutach znalazłam się pod swoim domem, zauważyłam że nie ma nikogo w domu.
Często właśnie wtedy zaczynałam fiksować, wszędzie widziałam matkę i ojca.v
Czułam się przez nich obserwowana i załamywałam.
A w tym momencie gdzie wszystko zaczynało wracać do normy nie mogłam na to pozwolić.
-Dziękuje za podwózkę, może wszedłbyś na kawę?- zwiesiłam głowę zaczynając bawić się palcami, które w tamtej chwili były bardzo interesujące.
-Z wielką chęcią.- dotknął mych dłoni i szeroko uśmiechnął.
Nim zdążyłam otworzyć drzwi domu, poczułam dziwny chłód w okolicy ramion.
A przecież były 32 stopnie!
Pomału weszłam do środka, za mną oczywiście Sergi z moją torbą z treningu.
Uparł się że ją zabierze, to proszę bardzo.
-Gdzie ją odłożyć?- wskazał na ciężki przedmiot wiszący na jego ramieniu.
-Może do mnie do pokoju, u góry drugie drzwi po lewej.- pokierowałam go, samemu podążając do kuchni.
-Aaa..!- przestraszyłam się wizerunku jakiegoś obcego faceta za oknem.
Zjechałam po ścianie siadając na płytkach i zakrywając twarz dłońmi.
-Co jest!?- wbiegł jak tornado do pomieszczenia Roberto. (W razie co Sergio Roberto to piłkarz i tak się nazywa xD)
-Yyy.. nic. Myślałam że to mysz.- wskazałam na małą szarą dziwnie ułożoną ścierkę.
Wiem że słabe wytłumaczenie, ale nic lepszego w tamtym momencie nie przyszło mi do głowy.
-Okey..- wydukał mało przekonany siadając przy wysepce na barowym krzesełku.
-Kawy, herbat?
-Kawy.
-Rozpuszczalna z dwóch łyżeczek.-mrugnął do mnie okiem.
     Nie zdążyła minąć godzina, a do domu wparował mój brat... jednak nie był sam.. blondynka nie odstępowała go na krok.
Choć w tamtej chwili mało mnie to interesowało.
Zdążyłam tak polubić Roberto że bez problemu i żadnego skrępowania zaprosiłam go do siebie do pokoju.
Powód był oczywiście najprostszy na świecie, nie mogłam znieść tej ropuchy i jej panoszenia się po domu.
Nie była u siebie, a uważała się za najważniejszą na świecie!
Wszystko po niej wynieś zrób, jak brunet chce jej usługiwać proszę bardzo ja nie będę ani mój gość.
-Wiesz co.. choć.- pociągnęłam go za rękę, szepcząc mu do ucha.
Bez większych scen posłuchał mnie i powędrował za mną.
-Fajny pokój!- walnął się na moje łóżko, rzucając mnie poduszką.
-Ej..ej.. zaraz sprawdzisz jak szybko spada się z drugiego piętra!- pogroziłam mu palcem i położyłam obok niego.
-Nie pasuje tu.- wydukałam ledwo słyszalnie.
-Jak to?- podniósł się, opierając na rękach.
-Normalnie.. widzisz te ściany; KREMOWE!? Szafki i wszystko takie jasne zadbane w tym samym kolorze! Zero mnie czerni, fioletu, szarości..- przykryłam się poduszką.
-No to zrób coś z tym, przemebluj, pomaluj.- zaproponował od razu.
-Przestań myślisz że się zgodzą, ja mam być tą idealną córką jak Raffaella, nie ponurą, niewychowaną.
-Ale ty jesteś wychowana.- ściągnął ją zemnie, spoglądając zdziwiony.
-No może i tak, ale ja gram pisze wiersze, tworze, jestem szczera do bólu i to się może niektórym nie podobać.- westchnęłam ciężko.
-Piszesz?- wstałam z łóżka krocząc do szafki z ubraniami.
Otworzyłam ją jak szeroko, spod sterty bluzek wyciągając duży zeszyt.
Na nim był białym flamastrem napis:
-Okey?
-Okey.
W dwóch chmurach, białej i czarnej.
-Łap!- zrobiłam z niego dysk i podałam prosto do rąk.
-Yghm..- otwarł na środkowej stronie i zaczął;
"myślałem, że bez Ciebie umrę kochanie i chyba właśnie umarłem
i sam się szwędam ulicami, tyle tu wspomnień o Tobie, że mógłbym z nich spokojnie stworzyć cały wszechświat."
-Ty zajebiste!- wydarł się że go pół domu słyszało.
-Na serio napisałaś to sama?- przewracał kolejne kartki nie dowierzając.
-Nom..- usiadłam na obrotowym krześle nucąc kawałek mojej ukochanej piosenki.
-A może tak nad łóżkiem byś to sobie sprejem napisała?- obrócił się spoglądając na nią.
-Bingo! Jeju kocham cię za to! Elegancko, ale ściana będzie idealna cała moja inna, taka od mojego serca!- pobiegłam do niego i zaczęłam ściskać.
-Nie ma za co, polecam się na przyszłość.
-Jutro po treningu idę do sklepu po spreje.- uśmiechałam się jak głupia.
-Dobra, oglądamy coś?- spojrzał na laptopa na biurku.
-Tak, ale co?- zmierzyłam go przenikliwym spojrzeniem.
-Horrorek, robi się ciemno?- zerknął na mnie pytająco.
-Ale ja wybieram.
-Oksy dropsy.- przybliżył się do mnie, dotykając ciepłego policzka.
Miał zimną dłoń, ale delikatny . subtelny dotyk że ledwo co go poczułam.
Dzieliły nas centymetry, serce podeszło mi do gardła, przez głowy przeszły mi tysiące myśli.
Dom dziecka, gwałty, śmierć rodziców, mój brat i jego pierwsza miłość, nowy dom, Neymar, Neymar, naszyjnik i znów on..


Od autorki: Wiem długo nie było rozdziału, dlatego teraz choć taki krótki i tajemniczy.
Nie długo next, nadrobię tylko na reszcie blogów.
Miałam dużo nauki, testów, kartkówek -.-