~*~
"Chcę być Twoim małym planem na przyszłość. Drobną kobietą, którą wielbiłbyś nad życie. Oczkiem w głowie, któremu zawsze zapewniałbyś bezpieczeństwo. Głodnym człowiekiem, któremu co chwilę musiałbyś przynosić jedzenie. Czasem wściekłą osobą, którą potrząsnąłbyś mocno za ramiona i szepnął wyluzuj, i tak Cię kocham."
~*~
-Sergio nie, nie mogę..- odsunęłam się od niego zakłopotana, pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji i nie miałam pojęcia jak z niej wybrnąć.
-Rozumiem, przepraszam.- wymamrotał ledwo słyszalnie drapiąc się po karku.
-Jak to rozumiesz?- spytałam patrząc się na niego jak na debila, albo co najmniej człowieka któremu chwile temu cegła spadła na łeb!
-Normalnie, wiem że jestem dziwny i kompletnie nie potrafię grać, a Neymar to ósmy cud świata. Nie dziwię się że wolisz go.- jego słowa kompletnie zbiły mnie z tropu.
Zamurowało mnie.. myślałam że ma bardzo wysoką samoocenę jak każdy piłkarz, a jednak..
-Czemu tak sądzisz? Według mnie jesteś pełnowartościowym mężczyzną i nie jedna kobieta wzdycha za tobą, gdy idziesz chociażby ulicą. I nie porównuj się do Neya jesteście kompletnie różni, i z przez to wyjątkowi, każdy na swój sposób.- powiedziałam na jednym tchu bawiąc się palcami. Które w tamtej chwili stały się bardzo fascynujące.
Wolałam nie patrzeć się w jego oczy, żeby przypadkiem nie zrobić jakiejś głupoty.
-To czemu wolisz go niż mnie?- nie musiałam podnosić głowy żeby wiedzieć jak lustruje mnie od góry do dołu.
-Czy ja coś takiego powiedziałam? On jest moim bratem, a ty kumplem.- walnęłam go w bok z pięści próbując rozluźnić atmosferę.
-Jest twoim przyszywanym bratem, i nie kłam że między wami nic nie jest, widzę jak na siebie patrzycie. Każdy głupi to widzi.- odparł spokojnie, a ja już miałam zamiar wybuchnąć śmiechem, ale stwierdziłam że to nie zbyt odpowiedni moment.
-Mnie z nim nic nie łączy i raczej nie będzie. Jesteśmy rodziną, a on na dodatek ma dziewczynę.- wzięłam głęboki oddech spoglądając w jego tęczówki.
-Poczekamy zobaczymy, Bruna to fałszywa osoba i on się w końcu zorientuje i zerwie z nią.- stwierdził chwytając mnie za obie ręce.
-Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy dzwoń, jeżeli coś się stanie nie myśl czyj numer wybrać. Jesteś śliczna, mądra, wysportowana, jesteś moim ideałem..- wyciągnął telefon z kieszeni pokazując mi go.
-I nie usunę tego zdjęcia na tapecie, bo jest śliczne, uzależniłem się od ciebie błyskawicznie.- westchnął pod nosem. Do moich oczu zaczęła napływać słona ciecz, mrugałam przez to w kółko oczami żeby zapobiec wydostaniu się jej na światło dzienne.
Nie wiem czy byłam wzruszona, czy aż tak zdziwiona, ale zakuło mnie w sercu.
Widząc swoje zdjęcie na ekranie jego telefonu, w białej sukience przed kolano z dni gdy byłam jeszcze w domu dziecka.
-Skąd je masz?- zwiesiłam głowę żeby nie widział mojej twarzy.
-Z facebook'a, na każdym wyglądałaś pięknie, ale to najbardziej mi się spodobało.- dotykając mojego podbródka podniósł moją głowę do góry, tak że teraz patrzyłam centralnie na jego twarz.
-Chyba mogłem?- uniósł brew do góry.
-Nie, przecież sama je wrzuciłam i każdy tak naprawdę może je sobie przegrać.- podciągnęłam nosem żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
Lecz i tak po chwili na moich policzkach zataczały mokre ślady pojedyncze łzy.
-Nie płacz, proszę.- powiedział z lekką chrypką, co dodało mu męskości.
-Nie potrafię, ty jesteś taki..taki..a ja jestem..- głos mi się załamywał, motałam się w słowach jak moje myśli w głowie.
Nie panowałam nad sobą ani już nad słowami jakie wychodziły z moich ust.
-Spokojnie.- przejechał po moich włosach otwartą dłonią, by za chwilę dotknąć ją moich rozgrzanych policzków.
-Ja..ja.. nie chce cie ranić.- wybełkotałam żałośnie wtulając się w niego.
-Nie ranisz mnie, to ja znów źle wybrałem. I nie płacz przeze mnie nie warto. Dobrze?- odsunął mnie na odległość swoich dłoni.
-Mhm..- przytaknęłam potulnie.
Pocałował mnie przelotnie w policzek i ostatni raz patrząc na mnie przy drzwiach wyszedł, zostawiając mnie samą.
Moja głowa miałam wrażenie że zaraz eksploduje, a całe moje ciało pójdzie w jej ślady.
Zraniłam tak fajnego chłopaka, on mnie kochał, a ja go spławiłam, w ogóle nie dając mu szansy.
A przecież do cholery jestem singielką!?
Wstałam z łóżka przecierając opuchnięte oczy piąstkami.
Spojrzałam na siebie w lustrze, które wisiało obok szafy naprzeciwko mnie.
-Jesteś beznadziejna!- wrzasnęłam pokazując na swoje odbicie.
-Umiesz tylko ranić.- mówiłam sama do siebie jakby to miało w czymś pomóc.
Brzydziłam się swojego odbicia.
Byłam paskudna i dalej jestem!
W tej kwestii nic się nie zmienia.
Mama może wychowała mnie inaczej, lecz to życie przerobiło anioła na chama, zapatrzonego w siebie i czubek własnego nosa!
Skierowałam wzrok w stronę drzwi do łazienki.
Bądź co bądź trzeba coś ze sobą zrobić i iść na dół, zanim ktoś zapragnie mnie tu odwiedzić.
Lepiej żeby nie zastał mnie w takim stanie, mogło by to się fatalnie skończyć, sto pytań do, albo jeszcze lepiej.
Wchodząc do pomieszczenia, puściłam wodę do wanny.
Wyciągnęłam świeży ręcznik z szafki, cofając się do pokoju po nowe ubrania na zmianę.
Bo co wieczorem mi chodzić w spódniczce?!
O niebo lepiej założyć dresy i czarną boxerke.
Tak też zrobiłam, następnie wysuszyłam włosy.
Spięłam je w koka, chwytając kredkę i tusz do rzęs zrobiłam sobie delikatny makijaż i do całości dorzuciłam biały zegarek i kilka branzoletek.
-Oby o nic nie pytali- pomyślałam w duchu schodząc na dół.
Weszłam do salonu, ale tam o dziwo nie było nikogo.
Poszłam do kuchni też pusto...
Zdezorientowana założyłam bluzę, wychodząc na ogród.
-Nie będę z tobą na ten temat dyskutował!- usłyszałam głos Neymara na werandzie.
Rozmawiał z kimś przez telefon, a dookoła nie było nikogo więcej.
-Yghm..- chrząknęłam żeby nie było że podsłuchuje.
Na ten 'dźwięk' piłkarz na pięcie odwrócił się w moją stronę.
-Porozmawiamy o tym jutro.- powiedział do słuchawki, rozłączając się.
-Coś się stało?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Mogłabym zapytać o to samo.- podparłam się na łokciach.
-Heh..- pokręcił głową.
-Gdzie wszyscy?- spytałam zmieniając temat.
-Mama z tatą u znajomych, a Raf u chłopaka, a co ja ci nie wystarczam?- poruszał zabawnie brwiami przez co zaczęłam brechać jak głupia.
-Nie no wystarczasz, tak tylko pytam.- machnęłam ręką wchodząc do domu.
-Gdzie idziesz?- zdziwił się brunet podążając za mną.
-Do środka bo zimno.- okryłam się ramionami.
-Ty zmarzluchu, w Polsce czy Niemczech teraz masz temperaturę gdzieś z +19°C czego chcesz, u nas jest z +25°C wieczorem.- pogroził mi palcem, a ja prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
Nie wiem jak to zrobił, ale rozbawił mnie i rozweselił, choć na tę małą chwilę.
-Robimy coś do zjedzenia?- zapytałam bo mój żołądek się już tego domagał.
-Pewnie, co chcesz?- uśmiechnął się szeroko.
-Pizza.- wyszczerzyłam się jak głupia.
-Mama gdzieś powinna mieć przepis.- chwycił mnie za rękę i pognał do kuchni..
Od autorki:
Kolejny rozdział, jak się podoba komentować.
Następny nie długo, ale nie powiem dokładnie kiedy.
W święta mam zamiar zrobić nowego krótkiego bloga i do końca ferii go zakończyć bo mam bardzo fajny pomysł, a teraz tyle wolnego.
Więc ze spokojem starczy mi czasu..
:D
Umówmy się tak. Nowy za 11 komentarzy okey?
I życzę wszystkim czytelnikom wszystkiego dobrego z okazji świąt Bożego Narodzenia.
Dużo prezentów pod choinką i wszystkiego po prostu co najlepsze ! ;*** <3 <3
-Rozumiem, przepraszam.- wymamrotał ledwo słyszalnie drapiąc się po karku.
-Jak to rozumiesz?- spytałam patrząc się na niego jak na debila, albo co najmniej człowieka któremu chwile temu cegła spadła na łeb!
-Normalnie, wiem że jestem dziwny i kompletnie nie potrafię grać, a Neymar to ósmy cud świata. Nie dziwię się że wolisz go.- jego słowa kompletnie zbiły mnie z tropu.
Zamurowało mnie.. myślałam że ma bardzo wysoką samoocenę jak każdy piłkarz, a jednak..
-Czemu tak sądzisz? Według mnie jesteś pełnowartościowym mężczyzną i nie jedna kobieta wzdycha za tobą, gdy idziesz chociażby ulicą. I nie porównuj się do Neya jesteście kompletnie różni, i z przez to wyjątkowi, każdy na swój sposób.- powiedziałam na jednym tchu bawiąc się palcami. Które w tamtej chwili stały się bardzo fascynujące.
Wolałam nie patrzeć się w jego oczy, żeby przypadkiem nie zrobić jakiejś głupoty.
-To czemu wolisz go niż mnie?- nie musiałam podnosić głowy żeby wiedzieć jak lustruje mnie od góry do dołu.
-Czy ja coś takiego powiedziałam? On jest moim bratem, a ty kumplem.- walnęłam go w bok z pięści próbując rozluźnić atmosferę.
-Jest twoim przyszywanym bratem, i nie kłam że między wami nic nie jest, widzę jak na siebie patrzycie. Każdy głupi to widzi.- odparł spokojnie, a ja już miałam zamiar wybuchnąć śmiechem, ale stwierdziłam że to nie zbyt odpowiedni moment.
-Mnie z nim nic nie łączy i raczej nie będzie. Jesteśmy rodziną, a on na dodatek ma dziewczynę.- wzięłam głęboki oddech spoglądając w jego tęczówki.
-Poczekamy zobaczymy, Bruna to fałszywa osoba i on się w końcu zorientuje i zerwie z nią.- stwierdził chwytając mnie za obie ręce.
-Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy dzwoń, jeżeli coś się stanie nie myśl czyj numer wybrać. Jesteś śliczna, mądra, wysportowana, jesteś moim ideałem..- wyciągnął telefon z kieszeni pokazując mi go.
-I nie usunę tego zdjęcia na tapecie, bo jest śliczne, uzależniłem się od ciebie błyskawicznie.- westchnął pod nosem. Do moich oczu zaczęła napływać słona ciecz, mrugałam przez to w kółko oczami żeby zapobiec wydostaniu się jej na światło dzienne.
Nie wiem czy byłam wzruszona, czy aż tak zdziwiona, ale zakuło mnie w sercu.
Widząc swoje zdjęcie na ekranie jego telefonu, w białej sukience przed kolano z dni gdy byłam jeszcze w domu dziecka.
-Skąd je masz?- zwiesiłam głowę żeby nie widział mojej twarzy.
-Z facebook'a, na każdym wyglądałaś pięknie, ale to najbardziej mi się spodobało.- dotykając mojego podbródka podniósł moją głowę do góry, tak że teraz patrzyłam centralnie na jego twarz.
-Chyba mogłem?- uniósł brew do góry.
-Nie, przecież sama je wrzuciłam i każdy tak naprawdę może je sobie przegrać.- podciągnęłam nosem żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
Lecz i tak po chwili na moich policzkach zataczały mokre ślady pojedyncze łzy.
-Nie płacz, proszę.- powiedział z lekką chrypką, co dodało mu męskości.
-Nie potrafię, ty jesteś taki..taki..a ja jestem..- głos mi się załamywał, motałam się w słowach jak moje myśli w głowie.
Nie panowałam nad sobą ani już nad słowami jakie wychodziły z moich ust.
-Spokojnie.- przejechał po moich włosach otwartą dłonią, by za chwilę dotknąć ją moich rozgrzanych policzków.
-Ja..ja.. nie chce cie ranić.- wybełkotałam żałośnie wtulając się w niego.
-Nie ranisz mnie, to ja znów źle wybrałem. I nie płacz przeze mnie nie warto. Dobrze?- odsunął mnie na odległość swoich dłoni.
-Mhm..- przytaknęłam potulnie.
Pocałował mnie przelotnie w policzek i ostatni raz patrząc na mnie przy drzwiach wyszedł, zostawiając mnie samą.
~*~
Przepłakałam dobrą godzinę nie mogąc się choć na chwilę opanować.Moja głowa miałam wrażenie że zaraz eksploduje, a całe moje ciało pójdzie w jej ślady.
Zraniłam tak fajnego chłopaka, on mnie kochał, a ja go spławiłam, w ogóle nie dając mu szansy.
A przecież do cholery jestem singielką!?
Wstałam z łóżka przecierając opuchnięte oczy piąstkami.
Spojrzałam na siebie w lustrze, które wisiało obok szafy naprzeciwko mnie.
-Jesteś beznadziejna!- wrzasnęłam pokazując na swoje odbicie.
-Umiesz tylko ranić.- mówiłam sama do siebie jakby to miało w czymś pomóc.
Brzydziłam się swojego odbicia.
Byłam paskudna i dalej jestem!
W tej kwestii nic się nie zmienia.
Mama może wychowała mnie inaczej, lecz to życie przerobiło anioła na chama, zapatrzonego w siebie i czubek własnego nosa!
Skierowałam wzrok w stronę drzwi do łazienki.
Bądź co bądź trzeba coś ze sobą zrobić i iść na dół, zanim ktoś zapragnie mnie tu odwiedzić.
Lepiej żeby nie zastał mnie w takim stanie, mogło by to się fatalnie skończyć, sto pytań do, albo jeszcze lepiej.
Wchodząc do pomieszczenia, puściłam wodę do wanny.
Wyciągnęłam świeży ręcznik z szafki, cofając się do pokoju po nowe ubrania na zmianę.
Bo co wieczorem mi chodzić w spódniczce?!
O niebo lepiej założyć dresy i czarną boxerke.
Tak też zrobiłam, następnie wysuszyłam włosy.
Spięłam je w koka, chwytając kredkę i tusz do rzęs zrobiłam sobie delikatny makijaż i do całości dorzuciłam biały zegarek i kilka branzoletek.
-Oby o nic nie pytali- pomyślałam w duchu schodząc na dół.
Weszłam do salonu, ale tam o dziwo nie było nikogo.
Poszłam do kuchni też pusto...
Zdezorientowana założyłam bluzę, wychodząc na ogród.
-Nie będę z tobą na ten temat dyskutował!- usłyszałam głos Neymara na werandzie.
Rozmawiał z kimś przez telefon, a dookoła nie było nikogo więcej.
-Yghm..- chrząknęłam żeby nie było że podsłuchuje.
Na ten 'dźwięk' piłkarz na pięcie odwrócił się w moją stronę.
-Porozmawiamy o tym jutro.- powiedział do słuchawki, rozłączając się.
-Coś się stało?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Mogłabym zapytać o to samo.- podparłam się na łokciach.
-Heh..- pokręcił głową.
-Gdzie wszyscy?- spytałam zmieniając temat.
-Mama z tatą u znajomych, a Raf u chłopaka, a co ja ci nie wystarczam?- poruszał zabawnie brwiami przez co zaczęłam brechać jak głupia.
-Nie no wystarczasz, tak tylko pytam.- machnęłam ręką wchodząc do domu.
-Gdzie idziesz?- zdziwił się brunet podążając za mną.
-Do środka bo zimno.- okryłam się ramionami.
-Ty zmarzluchu, w Polsce czy Niemczech teraz masz temperaturę gdzieś z +19°C czego chcesz, u nas jest z +25°C wieczorem.- pogroził mi palcem, a ja prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
Nie wiem jak to zrobił, ale rozbawił mnie i rozweselił, choć na tę małą chwilę.
-Robimy coś do zjedzenia?- zapytałam bo mój żołądek się już tego domagał.
-Pewnie, co chcesz?- uśmiechnął się szeroko.
-Pizza.- wyszczerzyłam się jak głupia.
-Mama gdzieś powinna mieć przepis.- chwycił mnie za rękę i pognał do kuchni..
Od autorki:
Kolejny rozdział, jak się podoba komentować.
Następny nie długo, ale nie powiem dokładnie kiedy.
W święta mam zamiar zrobić nowego krótkiego bloga i do końca ferii go zakończyć bo mam bardzo fajny pomysł, a teraz tyle wolnego.
Więc ze spokojem starczy mi czasu..
:D
Umówmy się tak. Nowy za 11 komentarzy okey?
I życzę wszystkim czytelnikom wszystkiego dobrego z okazji świąt Bożego Narodzenia.
Dużo prezentów pod choinką i wszystkiego po prostu co najlepsze ! ;*** <3 <3
.jpeg)
.jpeg)

