czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 15 "Cały świat twych oczu mi zazdrości."

~*~

~*~
 Obudziło mnie głośne walenie do drzwi, leniwie podniosłam swój wzrok na piłkarza leżącego obok. 
Błagalnym wręcz spojrzeniem, poprosiłam go aby to on otworzył naszemu gościowi.
Nie miałam na nic ochoty, więc w duchu prosiłam Boga żeby to był któryś z przyjaciół Sergio.
Do treningu miałam jeszcze dość sporo czasu więc ze spokojem mogłam jeszcze oddać się w objęcia Morfeusza, ale chyba nigdy nie jest tak kolorowo jak może..
W progu salonu  pojawiła się Raffaella, a zaraz za nią zdezorientowany Roberto.
-Musimy pogadać.- rzuciła od razu bez żadnego zastanowienia, widać że przyszła tu już z zamierzonym celem.
-Zostaw nas same.- zerknęłam na bruneta, po czym znów skierowałam się w stronę siostry.
-Siadaj.- powiedziałam jak najmilej umiałam, czego na pewno nie ułatwiła mi godzina na zegarze. Kto normalny wstaje o 7 rano?! Ja się pytam!
-Mam ważną sprawę.- odparła krótko, a ja już wiedziałam że szykuje się rozmowa na temat chłopaka o jakim najmniej miałam ochotę się wypowiadać.
-Zamieniam się w słuch.- puściłam do niej oczko, lecz widząc jej poważną minę momentalnie zamilkłam.
-Wiem dobrze o co chodzi! Wiem czemu jesteś tu..- rozejrzała się dookoła.
-..zamiast z nami w domu. To Neymara wina, prawda? Ja widziałam jak on na ciebie patrzył, zresztą ty też. Coś między wami zaszło. Jestem tego pewna!- stwierdziła na jednym tchu, a mnie zatkało.
-Nie prawda.- krzyknęłam tak głośno że pewnie cały dom mnie słyszał.
-Nie kłam, rodzicom możecie mydlić oczy, ale ja się nie dam. Znam prawdę i chce wiedzieć dokładnie, co się stało.- w jej oczach dało się znaleźć złość i ból.
-Chcesz wiedzieć to proszę bardzo..- opowiedziałam jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, pokazując również list od Brazylijczyka.
-No i co o tym myślisz?- spytałam, choć dla mnie odpowiedź była prosta i krótka. PATOLOGIA- po prostu istna kołomyja w jakiej jeszcze nigdy nie miałam przyjemności zagrać.
-Po pierwsze jestem zła że mi nie zaufałaś, ani ty, ani mój brat! Jednak uważam że obydwoje zasługujecie na prawdziwą i szczerą rozmowę, bo kochacie się, a to widać.- wyznała płacząc. Nie miałam pojęcia jak się zachować, w końcu codziennie nie przychodzi do mnie moja przyszywana siostra i nie pyta mi się o relację łączące mnie z jej bratem.
Niepewna czy dobrze robię, przycisnęłam dziewczynę do swojej piersi, delikatnie głaszcząc ją po włosach.
-To prawda kocham go i chciałabym się z nim spotkać. Niestety to nie zmienia faktu że jesteśmy rodzeństwem, a to podchodzi pod kazirodztwo, co ja w ogóle mówię to jest kazirodztwo.- czułam jak mocno bije mi serce, nie wytrzymałam.. po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Wcale nie! Od kiedy interesuje cię jak na to spojrzą ludzie, to wy tu jesteście najważniejsi, rozumiesz?- załkała chowając twarz w dłoniach.
Brawo kolejna osoba cierpi przez nasze debilne  uczucie!
-Cichutko, obiecuje ci że dzisiaj będę spała już u nas w domu. Tylko nie płacz i się uspokój.- przytulałam ją do siebie jak najmocniej tylko potrafiłam.
-Dobrze, ale obiecaj mi tylko jeszcze jedną rzecz. Możesz?- popatrzyła na mnie tymi swoimi brązowymi paczadełkami przepełnionymi nadzieją.
-Zależy o co chodzi.- uśmiechnęłam się lekko, chcąc nadaremno zmienić atmosferę.
-Od tego momentu będziesz mówiła mi wszystko i słuchała się serca, nie zwrócisz już nigdy uwagi na nikogo, prócz samej siebie.- pogroziła mi palcem, jedną ręką ocierając łzy z policzków.
-Nie jestem pewna, choć, obiecuję.- uścisnęłam ją, muskając skórę jej czoła.
-Kocham Cię, wiesz?- wyszczerzyła się do mnie ukazując szereg śnieżnobiałych ząbków.
~Zupełnie jak Junior ~ przeszło mi przez myśl..
-Wiem, wiem, skarbie.- posłałam jej buziaka, wybuchając nieopanowanym śmiechem.
                                  ~*~
Raf poszła dopiero o dziesiątej, przez co  zostało mi bardzo mało czasu żeby się ogarnąć. Na całe szczęście pomyślała o moim treningu i spakowała mi ubrania na niego, więc wizyta w domu była nie potrzebna.
Zmieniając opatrunek na moich rękach myślałam co mam powiedzieć dzisiaj trenerowi, żeby nie zadawał zbędnych pytań przy wszystkich.
To wcale nie było takie proste jak na początku mi się wydawało.
Chyba że nawet nie zwróci  na nie uwagi, tak samo jak Raf?
Rozmyślałam, kiedy do głowy wpadł mi genialny pomysł.
W ekspresowym tempie przebrałam się i sprawdzając czy wszystko mam, opuściłam posiadłość Sergio.
Byłam pewna że jeszcze trochę czasu minie zanim skończy trening, więc wolnym tempem kierowałam się w stronę Camp Nou.
Wchodząc tam szybko odszukałam drogę do szatni chłopaków i kładąc przy wejściu moją torbę wyszłam do środka.
Odszukałam szafkę z numerem 20, zostawiając przy niej klucze oraz  kartkę z podziękowaniem za ten nocleg jaki mi zapewnił.
Po czym niczym błyskawica opuściłam tamto pomieszczenie, idąc do swojego w którym dość długo zajęło mi przebranie się.
Wszystkie dziewczyny zdążyły już przyjść, a ja równo z nimi związywałam sznurówki od korków.
-Tsaa.. normalnie prędkość światła.- mruknęłam do samej siebie pod nosem.
-Panie szybciej, szybciej!- zapukał do nas trener popędzając.
Niczego w tamtej chwili tak bardzo nie chciałam jak dotknąć piłki i bez zbędnych wyjaśnień grać i ćwiczyć jak najlepiej potrafię.
Byłam naładowana energią którą musiałam z siebie wyrzucić, najlepiej podczas karnych czy jakiegoś porządnego meczu.
-Zbiórka!- usłyszałam dźwięk gwizdka Louis'a.
-Dziś robimy sobie krótszy trening, z uwagi na to że muszę jechać załatwić kilka spraw związanych z waszym następnym meczem.- to były ostatnie słowa jakie chciałam żeby powiedział.
W taki dzień jak dziś, gdy mam w sobie tyle adrenaliny, on ma ważne sprawy i skraca mi moja największą przyjemność.
-Dlatego bierzemy się ostro do pracy.- to zdanie już bardziej mi się spodobało.
-Najpierw jednak muszę z którąś z was porozmawiać w cztery oczy.- jego głos był stanowczy i bardzo poważny, przez co wszystkie nawet nie ruszyły się z miejsca.
-Alice mam na myśli ciebie.- machnął do mnie rękom, karząc  reszcie się rozejść.
-O co chodzi trenerze?- podeszłym do niego a moje ręce zaczęły się trząść ze strachu.
-Co to robi na twoim ciele?- Enerique uniósł jedną brew do góry, patrząc na moje sznyty przykryte białym bandażem.
-W domu oparzyłam się niefortunnie garnkiem.- skłamałam gładko, za co będę smażyć się w piekle.
-Przepraszam cię, już miałem jakieś dziwne myśli, ale kiedyś miałem tu już faceta co ciął się, bałem się że ty teraz robisz to samo.- nie ukrywałam zdziwienia słuchając jego, lecz milczałam, obawiając się że powiem coś kompletnie nie na miejscu.
-Rozumiem twoje obawy.- wykrzywiłam buzię w lekkim grymasie, wracając do grupy.
-Pamiętaj że to wyjątkowe miejsce.- krzyknął za mną, a ja obdarowałam go najszczerszym uśmiechem na ziemi.
                                   ~*~
Po godzinie zostałam już sama na stadionie, przynajmniej tak mi się wydawało.
Biegałam za piłką robiąc różne tricki, kapki, strzelając 11.
Pomimo tego że byłam sama nie narzekałam na nudę.
Lubiłam takie chwilę, sam na sam z futbolówką.
Przynajmniej ona zawsze przy mnie była, jest i będzie.
Nigdy mnie nie opuści i vice versa.
Musiałam pomyśleć w ciszy, a to miejsce było do tego idealne.
Startowałam na pustą bramkę, próbując strzelić gola tak jak to sobie zaplanowałam.
Niestety jak pech to pech, piłka odbiła się od słupka i wpadła na trybuny.
Zrezygnowana opadłam na murawę, ciężko wzdychając.
Może chwila przerwy mi nie zaszkodzi, przymknęłam oczy wsłuchując  się w rytm bicia mojego serca.
W tym samym momencie z pomiędzy bordowo-granatowych krzeseł usłyszałam podbijanie piłki, które stawało się coraz głośniejsze.
Z trudem przełknęłam gulę jaka stworzyła się w moim gardle.
Powoli uniosłam głowę do góry, spoglądając na mojego towarzysza.
-Co ty tu robisz?- wycedziłam bez zastanowienia, patrząc na jego strój.
-Miałem zamiar pograć, ale wtedy zauważyłem ciebie i ta piłka.- plątał się nie mogąc zebrać wszystkiego co miał w głowie w spójną całość.
-Dobra nie tłumacz się, zresztą i tak miałam już iść.- podniosłam się i otrzepując poszłam w stronę tunelu.
-Stój.- poczułam jak chwyta mnie za nadgarstek.
-Ał..- syknęłam z bólu, zakrywając twarz druga ręką.
-Puść to boli.- wybełkotałam łamiącym się głosem.
-Przepraszam, ja..
-Nie za często ostatnimi czasy musisz mnie przepraszać?- zmierzyłam go od stóp do głów.
-Nie, bo ciebie mogę przepraszać na okrągło. Byle byś tylko była przy mnie.- wypalił, a ja czułam jak się rumienie.
-Neymar, tak nie można. Jesteśmy rodziną i nikt tego już nie zmieni. Choćbym nawet ci teraz wybaczyła.- popatrzyłam w jego czekoladowe oczy i czułam już że cokolwiek teraz powie, zrobię to.
-Czyli mi wierzysz?- uchwycił moja twarz w swoje duże dłonie.
-Tak, ale..- nie dane mi było dokończyć gdyż piłkarz od razu mi przerwał.
-Jeśli mnie kochasz pocałuj mnie. Zrób to tu i teraz, nie zważając na nic.- mówił jak opętany.
Nie powiem było to trochę śmieszne, lecz ja wciąż przed oczami miałam tamtą kawiarnie i Brune.
Wpatrywałam się w niego niczym w dzieło sztuki, wciąż mając w głowie jej słowa.
Pomimo tego iż wiedziałam że kłamała wtedy, coś w mojej podświadomości mówiło mi, odpuść.
Jakbym miała na swoich ramionach dwa małe stworki.
Jeden na okrągło mówił że będę głupia tak szybko mu odpuszczając, natomiast drugi robił mi wykład na temat miłości i grania sercem.
Tego było już za wiele, niestety brunet wciąż czekał na moją odpowiedź.
Powoli zbliżył swoją twarz do mojej i wtedy znów to się stało.
Musnął najpierw przelotnie moje wargi, żeby potem wpić się w nie  z taką  zachłannością, jakiej nigdy jeszcze nie czułam na sobie.
Brakowało mi tego, przez te dwa dni o niczym tak nie marzyłam jak o NIM stojącym o bok i całującym mnie, tak jak wtedy w kuchni.
Odwzajemniałam każdy akt jego miłości.
Nie mogłam udawać, przy nim nie było to możliwe.
-Szukałem ciebie wtedy, ale ty..-mówił pomiędzy całusami nie mogąc przestać.
-Cii.. nie psuj tego.- mój język mówił to co chciał, a ja powoli nad tym nie panowałam.
Jednak gdy wreszcie oderwaliśmy się od siebie na dłuższą chwilę żeby złapać powietrze, Ney złączył nasze ręce razem i wtedy zobaczył mój już lekko zakrwawiony opatrunek, po jego dotyku.
Zrezygnowany usiadł na ławce rezerwowych, chowając głowę pomiędzy nogami.
-Dlaczego to zrobiłaś?- pytał nie patrząc w moją stronę.
Podeszłam do niego po cichu, kucając przy jego kolanach.
-To nie twoja wina, nie panowałam nad sobą, byłam głupia, ale czasu nie cofnę.- skrzywiłam się, mocno go obejmując.
Wtedy on podniósł na mnie swój wzrok, a w nim dało się dostrzec troskę.
-Nie jesteś głupia, to w pełni moja wina i nigdy sobie tego nie wybaczę. Skrzywdziłaś się z mojej winy.- odwrócił głowę w drugą stronę, a ja wtedy wgramoliłam się na jego kolana, siadając na nim okrakiem, a ręce zawieszając na jego szyi.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, kiedyś już się cięłam nie mogąc znaleźć wyjścia z pewnej sytuacji, uciekałam w tamtym momencie od ludzi mnie otaczających i całego zgiełku, myślałam że teraz będzie podobnie. Ale pomyliłam się, miłości nie zmyję żadna ilość krwi.- dałam mu buziaka w policzek, na co jego ciemna skóra przyjęła lekki czerwony odcień.
-Co to była za sytuacja?- chwycił mnie w pasie żebym nie ześlizgnęła się czasem z jego nóg.
-Heh.. nie wiem czy to dobry moment.- westchnęłam głośno.
-Każdy moment jest dobry.- dodał mi otuchy, odgarniając nieznośny kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Nie mogę, boję się że mnie zostawisz i będziesz patrzył na mnie z obrzydzeniem.-oczy momentalnie mi się zaszkliły, czułam że muszę mu teraz powiedzieć, lecz nie mogłam przewidzieć jego reakcji.
-Kotek jak w ogóle możesz tak myśleć.- pogładził mój policzek.
-Dlatego że w pierwszym domu dziecka byłam rok i tamten dyrektor mnie gwałcił.- rozpłakałam się niczym małe dziecko.
-Miałam wtedy 13 lat, nie miałam siły mu się przeciwstawić.- wyjąkałam, zalewając się łzami.
-Spokojnie, ja nie miałem pojęcia.. przykro mi.- przyciągnął mnie do siebie całując w czubek głowy.
-Kocham Cię i nigdy nie zostawił bym cię z takiego powodu, to tylko uświadomiło mi jeszcze bardziej, jaka jesteś silna, nie jedna zabiłaby się po takim czymś.- wyznał przeczesując delikatnie moje włosy.
-Naprawdę?
-Naprawdę głuptasie...


"Tak jak nigdy staram się wszystkie opanować słowa,
Samym wzrokiem złych ludzi pokonać,
Zmrokiem miłość karmić chcę,
Świtem budzić ludzkie kości,
By cały świat Twych oczu mi zazdrościł

Ale kiedy spojrzę w oczy twe,
wszystko to, co kiedyś było złe, zmienia się..."


~*~
Hey :***
Jak ja się za wami stęskniłam. Nie zdajecie sobie z tego sprawy.
Pomimo wszystko brakowało mi blogów.
Pomimo tego że nie mogłam 
komentować waszych rozdziałów każdy z nich czytałam.
Mam nadzieję że nowy rozdział się podoba.
Do końca jeszcze mamy ok.10 rozdziałów więc myślę że zostaniecie do końca.
Kocham was i pisać, bo wiem że robię coś DOBREGO. 
To do następnego.
PAPA..<3





piątek, 13 lutego 2015

Ogłoszenie!

Kochane moje mam dla was ważne kilka informacji.
Jak widzicie długo już bardzo nie ma rozdziału, a to wszystko wina szkoły, jak i od teraz pewnie będzie ferii bo chciałabym przez nie wypocząć ze swoją kuzynką.
Heh.. dziwnie mi to mówić, ale chyba nie mam innego wyjścia.
15 rozdział dopiero po feriach. Mam już go trochę napisanego, niestety dzisiaj kłaniają mi się jeszcze zakupy, a jutro wyjazd już do mojego kochanego miasta w którym mam nabrać sił z moją Olą.
Mam nadzieję że zostaniecie do tego czasu.
To tylko dwa tygodnie zobaczycie że szybko minie.
A ja z ręką na sercu obiecuje że wrócę z masą nowych pomysłów.
Jeżeli jednak udało by mi się gdzieś znaleźć czas i napisać rozdział, będziecie o nim wszystkie wiedziały.
TA INFORMACJA DOTYCZY MOICH DWÓCH BLOGÓW ! Tylko na tym drugim czekacie na 21 :*
Do zobaczenia wkrótce.
Wspaniałych ferii życzę. <3

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 14 "Zegar tyka w słuchawkach gra muzyka słyszysz?"

~*~

"Być może to miał być wieczór, który odmieni całe moje życie. Może to miała być noc, która miała wpłynąć na każdą moją następną decyzję. Jednak los nie pozwala abym mogła wreszcie coś z Tobą zrobić. To on nadal sprawia, że stoimy w miejscu, zawieszeni pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością. Ty nie dajesz o sobie zapomnieć, ciągle sprawiasz, że nie mogę odejść, a rzeczywistość idzie Twoim tropem i również robi wszystko, abym jeszcze przez chwilę nie mogła zadecydować, że musimy się rozstać. Chciałabym żebyś się przyznał, że nie potrafisz o mnie zapomnieć, chociaż Twoje gesty, one sprawiają, że między wierszami da się wyczytać, że jednak w jakiś sposób za mną tęsknisz. To wszystko tak bardzo miesza mi w głowie. Nic nie jest jasne, nic nie jest proste. Nie potrafię podjąć żadnej sensownej decyzji, a miłość mi wcale nie pomaga. Nasza sytuacja jest bardziej skomplikowana niż kiedyś myślałam.."

~*~
Siedziałam na kanapie w salonie, w rękach trzymając gorący kubek herbaty.
Cała się trzęsłam.. Roberto nie było już dobre 3 godziny, a powiedział że jedzie tylko na trening i od razu wraca do mnie.
A wątpię żeby samemu trenerowi, chciało się tyle czasu z nimi ćwiczyć, zawsze było to maximum 120 minut.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach.
Szybko podniosłam się do pionu wbiegając na korytarz.
-Czemu cię tak długo nie było, martwiłam się.- podeszłam do niego mocno przytulając.
Dopiero gdy byłam blisko niego zobaczyłam krew na jego twarzy.
-Gdzie ty byłeś?- dotknęłam jego policzka.
-Chciałem.. a z resztą nie ważne.- odwrócił się do mnie tyłem i zaczął jak gdyby nigdy nic ściągać buty.
-Sergio masz mi powiedzieć?- byłam uparta w duchu wciąż prosząc Boga żeby to nie było nic związanego z Neymarem.
Piłkarz jednak wciąż bez żadnego słowa odwiązywał sznurówki od trampków.
-Czemu ty jesteś taki uparty?- pociągnęłam go za ramię w swoją stronę.
-Bo tak, po co ci to wiedzieć?- wziął swoją torbę adidasa, idąc na górę.
-Chwila, ja nie skończyłam!- chwyciłam czarny pasek od niej już lekko poirytowana.
-Nie potrzebujesz więcej problemów i tak masz ich w nadmiarze.- wycedził zbywając moją osobę.
-Czasami jesteś nie do zniesienia.- zbiegłam z powrotem do salonu.
Zabrałam z blatu mój telefon i miałam zamiar jak najszybciej opuścić ten dom.
Przecież u państwa da-Silva mam swój pokój, kochającą rodzinę. Czego ja więcej potrzebuję?
Ahh.. tak zapomniałam, przydałoby się zlikwidować jednego domownika!
Ale przecież nie muszę się do niego odzywać?!
Nacisnęłam klamkę, gdy nagle z impetem ktoś odepchnął mnie od niej.
-Porozmawiajmy.- powiedział błagalnym tonem brunet, odgradzając mi drogę wyjścia.
-Teraz nagle porozmawiajmy, a może ja już nie chce nic wiedzieć!- krzyknęłam na niego oburzona.
-Przepraszam, nie chciałem taki być, ale jak ja się z tym wieczorem trenerowi pokaże?- zawył wskazując na ranę pod okiem.
-Dobra nic się nie stało. Powiesz mi wszystko to coś wymyślimy.- mrugnęłam do niego okiem.
-Chodź..- chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do stołu.
-Herbatę? - spojrzałam na niego zabierając swój kubek jeszcze ciepłej cieczy.
-Nie..- westchnął ciężko, a ja poleciałam po apteczkę do sypialni, którą ostatnio opatrywał mi moje ręce i nogi Hiszpan.
-Pokaż mi to.- przekręciłam jego głowę, delikatnie odkażając znajdujące się na niej przecięcie.
-Ała...- syknął z bólu spoglądając mi w oczy.
-To nie moja wina że mam to coś.- rozłożył dłonie w geście bezradności.
-Teraz możesz mówić.- uśmiechnęłam się blado, kończąc swoją "pracę".
-Neya nie było na treningu, więc stwierdziłem że musiał gdzieś pojechać i wpadłem na pomysł żeby jechać ci po kilka ubrań. Pojechałem do ciebie pod dom i zapukałem, otworzyła mi twoja mama, pytała o ciebie, powiedziałem że wrócisz jutro po południu.
Poszedłem do twojego pokoju i spakowałem kilka twoich rzeczy gdy usłyszałem głos Neymara, gadał z kimś przez telefon i jak gdyby nigdy nic wszedł do twojego pokoju z tym..- wyciągnął z kieszeni kopertę kładąc ją pomiędzy nami.
-..Zaczął na mnie krzyczeć że zabieram cię rodzicom i mu, że nie zabiorę twoich ubrań, bo wtedy już nigdy żaden z nich cie nie zobaczy chyba że w telewizorze jak będziesz grać. Pobiliśmy się przez to i spadłem na kant. Stąd to i ten siniak obok. Potem bardzo szybko wyszedłem stamtąd i wyrwałem mu z rąk te białą kopertę.-  powiedział na jednym wdechu, a ja zamarłam.
-Bójka?! Nie wierzę..- schowałam twarz w dłoniach cicho łkając.
-Cichutko. Tylko nie płacz, dlatego nie chciałem ci mówić, bo byś cierpiała.- przytulił mnie do swojej klatki piersiowej.
-Czemu to takie trudne.- wymamrotałam ledwo słyszalnie.
-Nie mam pojęcia- objął mnie jeszcze mocniej, głaszcząc po włosach.
-Jestem idiotką, przecież on nigdy nie był by z takim kimś jak ja jestem bezwartościowa, brzydka, a na dodatek naiwna!- wydarłam się zalewając coraz większą ilością łez.
-Wcale nie, nie gadaj takich głupot. Potrzebujesz kogoś, dla kogo będziesz żyć, istnieć w jego marzeniach i snach, dla kogo będziesz jedyna, najpiękniejsza, cudowna, wyjątkowa, dla kogo będziesz idealna nawet ze swoimi wadami, kogoś kto będzie mówił ci :"Kocham" każdego dnia. Rozumiesz??- uchwycił moją twarz w swoje dłonie, patrząc głęboko w oczy.
Nie miałam siły się odzywać, to mnie przerastało.
Jeszcze głośniej płakałam, jakby płacz miał być odpowiednikiem bólu jaki w sobie kryłam.
-Uspokój się, nie lubię gdy jesteś smutna.- pocałował mnie w czoło.
-Chcę zostać sama, proszę..- zerknęłam na niego, a woda która znów zbierała się w moich oczach, rozmazywała mi obraz.
-Nic sobie nie zrobię.- wysiliłam się na lekki uśmiech.
-Dobrze, jakby coś krzycz po mnie.- musnął mój policzek idąc na górę.
Niepewna czy chce zobaczyć co jest w środku przedmiotu leżącego na dębowym blacie, wyciągnęłam w jego kierunku dłoń.
Obejrzałam się za siebie i nabierając dużo powietrza do płuc, udarłam górę, przez co wypadła na moje kolana kartka zgięta na pół z moim imieniem.
Wypuszczając zdenerwowana dwutlenek węgla z płuc, otworzyłam list zaczynając go czytać..

                              "Alice.."
.. wiem że jak to czytasz, pewnie masz w głowie straszny mętlik i nie wiesz co ze sobą zrobić.
Nie dziwie ci się, ale ja nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, jesteś taka krucha.
Nie mogę sobie wybaczyć że wtedy od razu za tobą nie wybiegłem, może wtedy nie spędziłabyś tej nocy u Roberto.
Jest moim przyjacielem, lecz widzę jak na ciebie patrzy.
Kocha cię pewnie podobnie jak ja, tyle że moje uczucie jest szczere.
Chcę żebyś była szczęśliwa, a wiem że tak będzie tylko gdy będziesz ze mną.
Ta sytuacja w restauracji to wymysł Bruny. Ja z nią zerwałem gdy tylko powiedziałaś mi KOCHAM CIĘ.
Nikt inny nie doprowadził mnie w dwóch słowach do takiego szaleństwa.
A i jeszcze jedno.. 
Na dnie masz coś co zabrała z mojego pokoju ona, po nocy jaką spędziłaś w moim pokoju.
Mam nadzieję że mi wybaczysz, albo chociaż porozmawiasz.
Bo nie zawiniłem i nadal Cię kocham, nie potrafię myśleć o nikim innym
                                                          Neymar.

Zajrzałam na dno koperty, znajdował tam się mój łańcuszek od rodziców.
Przez głowę przewinęła mi się tamta noc kiedy go zgubiłam i następny dzień.
Ten paraliżujący wzrok blondynki i troska w głosie, gestach, oczach..
W Brazylijczyku, po prostu.
Cały nią emanował.
Chciał żebym była szczęśliwa pomimo tego że jestem w obcym domu u obcej rodziny.
To dzięki niemu przestałam wszędzie widzieć rodziców, nie bałam się snów z nimi.
Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Ta wrogość z jego strony i pancerz jakim się okrył żebym tylko się do niego nie dostała.
Nasze wspólne robienie pizzy i ten pocałunek.
Namieszał mi nim w głowie, a następnie jeszcze bardziej występem na Camp Nou i naszą piosenką jaką wtedy do mnie śpiewał.
-Ty jesteś inna ja uwielbiam twój uśmiech, a wszyscy ludzie dookoła tacy sami. Ty jesteś inna tobie nie przeszkadza deszcz bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- zanuciłam pod nosem kawałek jej refrenu, uspokajając moje serce, które w tamtym momencie biło chyba cztery razy szybciej niż zwykle.
Nie mogłam dłużej nad tym myśleć, to by się mogło źle skończyć.
Wstałam z krzesła powolnym krokiem idąc poszukać przyjaciela.
Siedział kuchni słuchając radia i robiąc sobie kanapki.
-I jak?- spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Lepiej. Zapniesz mi to?- wskazałam na srebrny wisiorek w swoich rekach.
Dość dziwnie zmrużył oczy widząc co chce założyć.
-To od moich rodziców, tylko to mi po nich zostało.- zakomunikowałam, zadowolona że znów mogę go nosić na sobie.
-Zawsze z nim mam poczucie bezpieczeństwa, wyobrażam sobie że rodzice są nade mną i czuwają żeby nie stała mi się krzywda.- wyjaśniłam, a on zawiesił mi go na szyi.
-Rozumiem.- dotknął delikatnie mojego ramienia.
~*~
Siedziałam na łóżku Barcelońskiej "20", nie mogąc spać.
Chłopak znów wylądował przeze mnie na nie wygodnej kanapie, a ja zamiast polecieć do krainy Morfeusza, zamartwiam się co dalej robić.
Hiszpan był tak opiekuńczy dzisiaj, zabrał mnie na przejażdżkę autobusem z super muzyką na plaże.
Potem wziął mnie na duże lody i na koniec obejrzał bardzo dobrą komedie.
Potrzebowałam tego.
Z nikim nie potrafię się tak dogadać ostatnimi czasy jak z nim.

Jest dla mnie podporą i nikt go chyba nigdy nie zastąpi w tej kwestii..
NAJLEPSZY PRZYJACIEL EVER <3
Wstałam z łóżka i zeszłam na dół.
Stanęłam nad piłkarzem, szepcząc:
-Śpisz?
-Hmm..?
-Nie mogę zasnąć, to silniejsze ode mnie.- przegryzłam wargę, smutna.
-Chodź tu do mnie, może jest mało miejsca, ale się zmieścisz.- nawet nie otwierał oczu, wyglądało to jakby rozmawiał ze mną przez sen.
-Dobra to się przesuń, położę się za tobą.- przekroczyłam piłkarza i okryłam jego kołdrą.
Już zamykałam oczy, czując jak przyciąga mnie do siebie i mocno przytula do swojej klatki piersiowej.
-Śpij dobrze..- mamrocze, a ja zapadam w twardy sen..