niedziela, 12 października 2014

Rozdział 4 "Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni?"




-Ala..! Szybko bo zaraz muszę być u Oscara!- wrzeszczał na mnie z dołu lekko poirytowany Neymar.
-Chwila- wymamrotałam ledwo słyszalnie i pudełkiem które miałam w rękach z całej siły cisnęłam w ścianę.
Rzuciłam się na łóżko i chowając głowę w dłoniach zaczęłam cicho łkać.
-Co się dzie.. Alice wszystko okey?!- podleciał do mojego łóżka niczym błyskawica chłopak.
-Nic nie jest okey.- zacisnęłam zęby tłumiąc gniew jaki miałam w sobie.
-Czemu płaczesz. Ej..?- usiadł obok i odruchowo objął mnie, przyciskając do swojej piersi.
-Bo..bo..- zaczęłam się jąkać.
-Cii.. uspokój się mamy czas.- pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło.
Tsa.. teraz nagle masz czas, a przed chwilą darłeś ryja że się spóźnimy!
-Jestem spokojna- uniosłam głowę spoglądając w jego ciemne tęczówki.
-To w takim razie powiedz co cie tak rozzłościło?- zerknął na podłogę gdzie leżało rozwalone pudełko z moją biżuterią.
-Zgubiłam..- zaczęłam się trząść nie mogąc powiedzieć nawet jednego prostego zdania.
Brazylijczyk nie mógł na to patrzeć, wziął mnie od razu w swoje ramiona i swoim stabilnym miętowym oddechem, ustatkował bicie mojego serca.
Tak, bardzo się denerwowałam, nie mogłam opanować, a wystarczyło jego kilka ciepłych słów, a poczułam znów opanowanie i spokój w moim organizmie.
Wszystko prysło niczym bańka mydlana, tak bardzo byłam mu wdzięczna za obecność wtedy, gdy go najbardziej potrzebuje.
Za pomoc w trudnych chwilach.. był wszędzie po prostu.
Neymar da-Silva Santos Junior ten wielki pan świata, arogant, ma w sobie coś dobrego!
-Wytłumaczysz mi?- nosem drażnił mój policzek, zmysłowo jeżdżąc po nim.
-Ja zagubiłam łańcuszek który dostałam od rodziców na pierwsze urodziny, zawsze go ze sobą miałam, nigdy go nie ściągałam, a teraz?- pokazałam na swoją szyje.
-Zerwał mi się! Nie ma go!- krzyknęłam zrozpaczona.
Pomimo wszystkiego co miałam od nich to było najważniejsze srebrny naszyjnik przy zapięciu z małym serduszkiem, a na nim data mojego urodzenia.
To było dla mnie okropne że teraz nagle go nie ma!
Nawet w bidulu nosiłam go zawsze na sobie, nikt mi nie mógł go zabrać bo był przy mnie.
Niestety od wczoraj gdzie spałam w pokoju bruneta,  nie pamiętam żebym miała go na sobie!
A co jeśli ..!
-Ney jak wczoraj u ciebie byłam, on musiał mi się tam zapodziać, bo nie miałam go z rana jak byłam na śniadaniu, a u ciebie pamiętam że leżałam z nim.- nadawałam tak szybko że brunet mógł załapać z ledwością co trzecie słowo.
-Jeżeli jest u mnie znajdziemy go jak wrócimy, bo teraz to ty jedziesz na trening jakiś, tak ?
-No tak- westchnęłam ciężko i chwytając torbę ruszyłam na dół.
~*~
-Zwolnij!- wrzasnęłam na bruneta, a ten prychnął śmiechem.
-Przestań przecież jadę wolno- uśmiechnął się do mnie, po czym zmieniając biegi lekko otarł się ręką o moje kolano.
-Co trenujesz?- zmienił szybko temat żebym nie patrzyła na trasę i licznik który wybijał coraz to większe liczby. 
-Dopóki mnie nie przyjmą to nic.- wyszczerzyłam się, a chłopak pokręcił niedowierzająco głową, ukazując szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-A tak na serio?- zerknął na mnie przelotnie, po czym znów skierował swój wzrok na jezdnie.
-Piłkę nożną.- przełknęłam głośno ślinę.
-Że co?- jego źrenice powiększyły się dwukrotnie, a ciało zamarło w bez ruchu.
Szczęście że w tym momencie wylądowaliśmy pod domem jego kumpla.
-Poczekaj tu na mnie- wysiadł z samochodu i skierował się w stronę drzwi.
-Nigdzie się nie wybieram, możesz być spokojny!- wymamrotałam naburmuszona na niego, zakładając ręce na piersi.
     -Hey- do auta wszedł średniego wzrostu brunet, z lekkim zarostem i obszerną torbą.
-Oscar- wyciągnął w moją stronę rękę.
-Alice- uścisnęłam ją, wysilając się na najszczerszy jaki w tamtej chwili potrafiłam uśmiech.
-A wy można wiedzieć gdzie jedziecie?- zadałam pytanie które zbiło dwóch Brazylijczyków z tropu.
-To ty nie wiesz?- zdziwił się przyjaciel Neya.
-No nie.- obróciłam się w jego kierunku.
-Jedziemy na trening, Neymar jest zawodowym piłkarzem Barcelony, a ja próbuje się tam dostać.- uśmiechnął się, a ja walnęłam da-Silve w ramię.
-Czemu mi nie powiedziałeś!- warknęłam na niego, a ten gwałtownie zahamował przez czerwone światło.
-Nie było okazji.- powiedział cicho.
-Aham..- wycedziłam ironicznie przez zęby.
-To w takim razie dziś się  zobaczymy.- puściłam oczko do bruneta siedzącego z tyłu.
-Jak to?
-Normalnie ja jadę na kwalifikacje do damskiej drużyny bordowo-granatowych.- powiedziałam na jednym tchu, dumna z siebie.
Ich miny..bezcenne.
~*~
Gdy dojechaliśmy pod Camp Nou wszyscy razem ruszyliśmy do środka, mój braciszek prosto na murawę do trenera, a my z Oscarem do swoich szatni.
O dziwo, gdy weszłam na stadion nic nie czułam.. zero.
Dopiero po przebraniu się w strój, zawiązaniu sznurówek u korków, coś mnie tknęło.
Poczułam ukłucie w sercu i przyjemne motyle w brzuchu.
W końcu wzięłam się za siebie, i dodałam sobie odrobinę  odwagi żeby pokazać światu kim jestem.
Nie szarą pospolitą myszką która nic nie umie i niczym nie wyróżnia się z tłumu, a pełnowartościową dziewczyną.
  Nadepnęłam nogą na zieloną trawę i stres wdarł się w moje serce i umysł.
-Masz 11 numer, nie przejmuj się to szczęśliwa liczba dasz radę.- uśmiechnął się Osc ciągle nadając mi do ucha.
- Nie truj jej niech się skupi- kopnął do z uśmiechem na ustach Ney.
-Dobra, dobra.- wystawił ręce w geście obrony i odszedł kawałek dalej.
-Uspokój się jak i swój oddech i się skup. Macie tylko mecz, a potem wolne i po naszym treningu wyniki.- powiedział szeptem i spojrzał na ludzi dookoła nas.
-Powodzenia.- klepnął mnie w ramię i zajął miejsce koło Lionela Messiego na trybunach.
Jezu.. bo tu zajdę na zawał. Tyle tu sław, a mój durnowaty braciszek jest jedną z nich!
Nadal nie mogę tego pojąć że nie domyśliłam się kim jest, że jest światowej sławy piłkarzem.
-Zapraszamy na podział- uśmiechnął się Louis Enerique.
Stanęłam bardzo blisko trenera i wsłuchiwałam się w to co mówi.
Wszyscy wciąż spoglądali na mnie jak na idiotkę.
Pewnie chodziło o to że wielka ich sława podeszła do mnie nie całe trzy minuty temu i poklepała po ramieniu.
Aaa... ! Szok! Pewnie będę teraz wielką divą, nareszcie zawsze o tym marzyłam!- litości wyczujcie ten sarkazm.
-No to tak, po pierwsze podzielimy  was na dwie drużyny. Jest was 22 więc akurat na jeden mecz. Wymieszany chłopaków i dziewczyn, jednak będzie trudniej potrzebujemy tylko 4 osób i musicie się wyróżnić. Niestety nie będę ja was oceniać, a oni- wskazał na trybuny.
-Przedstawiać wam ich?- spojrzał na nas.
-To tak.- wyszła z tłumu dość niska blondynka, strasznie cicha z tego co zdążyłam zauważyć. Tak jakby przestraszona..
-Dobrze, a więc Lionel Messi nasz pajacyk, Neymar da-Silva coś tam dalej zawsze zapominam nasz błazen, oraz dziewczyny. Camila nasz śmieszek, jak i Bella nasz pracuś.- zaśmiał się, a wszyscy rozluznili jeszcze bardziej.
      ~*~
Piłka i ja.. drybling podanie.. drybling podanie.. prosto..prosto i.. zjebałam! 
Nie patrzyłam na nikogo wiedziałam ze jak to zepsuje zniszczę samą siebie, nie będę miała już szansy i wyląduje na zmywaku w jakiejś taniej restauracji!
Biegałam starałam się i nic, wszyscy strzelali bramki z mojej jak i przeciwnej drużyny, a ja pomagałam im zabłysnąć.
Byłam jak pionek którym ruszali jak tylko mogli, myślałam że będzie inaczej.
A tu co !? Mijam wszystkich, biegnę, skaczę, mijam, wybijam, robię dużo, ale nic ponad przeciętną.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
4 minuty doliczone, sunę z piłką, bez spalonego mijam obrońców i zostaje sam na sam z bramkarzem.
Teraz albo nigdy, odwracam się, za mną blondynka z mojej grupy Anabel.
Ściska mnie coś w żołądku czuje że bramkarz wie co zrobię, nie mam po kombinować, chyba że..
Podaje do niej i ta wbija bramkę.
Luis krzyczy KONIEC MECZU, a ja 
rzucam się załamana na murawę.
-Ja pierdole!- wściekłam się i resztkami sił podnosząc się, na oślep trafiłam w piłkę, a ta podkręcona wleciała do siatki nie krytej już przez nikogo.
-A ostatnią panią jaką zabieramy ze sobą jest Alice da-Silva Santos- uśmiechnął się rzucając na bok tabele z wynikami.
-Co że ja?!- patrzyłam na trenera jak na głupka.
-Tak, zaczynasz od środy.- przytulił mnie uradowany.
-Hy.. ale środa jest już pojutrze!- krzyknęłam płacząc.
Nie mogłam tego pojąć. 
To zbyt cudowne żeby było prawdziwe.
   -Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni? - zaśmiał się Osc biorąc nas pod swoje ramiona, idąc w stronę samochodu. 




~*~
Hey :D 
Tak szczerze? Ta sielanka już mnie nudzi, wiec następny rozdział to będzie tykająca bomba.
Pomogła mi ją wybrać Kinga i za to jestem jej wdzięczna jak i wy będziecie w 5 <3 :*
Dziękuje także z. Ponad 1000 wyświetleń i 12 komentarzy.
Kocham was moje panie ! ;*
*.*
Buziaki i już was nie zanudzam..
Bajo..











4 komentarze:

  1. Kochana moja, cóż ja mam Ci rzec, nie mogę się doczekać następnego odcinka, a zapowiedź naprawdę narobiła mi na niego jeszcze większej ochoty ( hahahaha swoją drogą jak to brzmi :D )
    Super, że Alice dostała się do drużyny. Kurcze tak w prawdziwym życiu, to by było coś... :D
    Sielanka jest dobra, ale nie może trwać wiecznie, coś czuję przez skórę, że ktoś z damskiej drużyny może namącić. :) Ale już nic nie mówię, ja nic nie wiem, czekam na następny :) :*

    Buziaki i weny <3

    P.S. Dziękuję za "wsparcie" :* Niektórzy są naprawdę rozchwiani emocjonalnie i mi to słów brakuje, cóż się będę z koniem kopać, ale miło, że ktoś widzi w tym taką samą anomalię jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne,cudne,cudne!
    Kocham,kocham,kocham!
    Jedynie co mogę ci powiedzieć to,to,że nie mogę się doczekać następnego rozdziału!
    Chcę tak w prawdziym życiu!
    Ehh zycie jest nie fair!:c
    Pozdrawiam i życze dużo weny!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo podoba mi sie twój styl pisania!
    zniecierpliwością czekam na następny rozdział!:)))
    http://neymaropowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń