I po chwili siedział już obok mnie..
-Co się stało że jesteś tu całkiem sama?- spytał unosząc brew ku górze, a ja bez zastanowienia wtuliłam się w niego.
-Ej.. co jest?- pogłaskał mnie po głowie, całując w jej czubek.
-Nic.. po prostu wolałam pobyć trochę sama, pozbierać myśli.- wymamrotałam żałośnie, a on westchnął głośno.
-I pewnie to wcale nie ma związku z tym bandażem wychodzącym ci z nogawki spodni.- podrapał się po karku, wykrzywiając buzie w lekkim grymasie że go okłamałam.
Miał racje, to było nie fair że nie chciałam powiedzieć mu prawdy.
Jako jedyny w tym momencie mógł jej ode mnie oczekiwać, jednak jakoś krótko go znam i może dlatego bałam się jego reakcji, braku zrozumienia?
-No tak.- walnęłam się w czoło, podwijając nogawki od dżinsów i tym razem porządnie spinając koniec i początek białej 'siateczki' ze sobą.
-Bo ja..- zaczęłam, ale brunet uniósł głowę do góry i wskazał palcem na niebo.
-Widzisz te chmury?- spytał pokazując palcem na jedną z nich.
-No tak, ale teraz już ona jest tam.- przestawiłam jego całą rękę lekko w lewo.
-Właśnie! Ty jesteś jak one, robisz co chcesz i kiedy chcesz, jesteś wolna! Więc nie musisz mi się tłumaczyć jak tego nie chcesz, młoda.- uśmiechnął się szeroko.
Trzeba przyznać Oskar.. punktujesz, i to bardzo.
Na początku uważałam cię za takiego małego dzieciaka, który nigdy nie spoważnieje, a tu proszę...
Jakie mądre słowa powiedziałeś.
-Racja, młoda nie musi ci się z niczego tłumaczyć ani z tobą rozmawiać.- skróciłam swoje myśli do jednego i wstając do pionu, otrzepałam się ruszyłam w stronę wyjścia z parku.
-Alice! Nie o to mi chodziło.- minął mnie i uklęknął przede mną.
-Wybacz.- złożył ręce jakby się modlił.
-Wstawaj ludzie się gapią!- syknęłam widząc wzrok ludzi naokoło nas.
-Ale wybaczysz?- zerknął na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Tak, ale wstawaj!- pokręciłam niedowierzająco głową.
Dos Santos wykonał moje polecenia bardzo zadowolony, mocno po tym przytulając.
-Yyy.. bark mi tchu!- piłkarz miał uścisk niczym boa dusiciel.
-Oj sorka, w nagrodę odprowadzę cię do domu.- zakomunikował idąc do przodu.
-A kto powiedział że ja miałam zamiar iść do domu?- zaśmiałam się i podbiegłam do niego.
Był pokręcony i to na maksa, ale było przy tym coś że nie dało się go nie kochać.
Ta pozytywna energia jaką zarażał każdego bez wyjątków.
Zwracał na siebie uwagę i zawsze potrafił wykorzystać ją żeby zdobyć to czego chciał.
Jak chwile temu.
Cała droga ogółem minęła nam w dobrej atmosferze, śmialiśmy się i żartowaliśmy ze wszystkiego.
Nie było między nami jakiejś krępującej ciszy, nawet chwili.
Łączyło nas bardzo dużo muzyka, pasja, klub, a dzieliło za ledwie kilka drobnych mało ważnych szczegółów.
-To dobrej nocy i do zobaczenia jutro.- cmoknął mnie w policzek i kładąc ręce do kieszeni odszedł.
-Pa..wzajemnie!- krzyknęłam za nim i pomachałam mu na odchodne.
Wzięłam głęboki oddech, otwierając kluczem dom i nim się obejrzałam byłam już w środku.
-Jestem.- szepnęłam jak najciszej tylko się dało, ściągnęłam buty, lecz nie dane mi było w spokoju iść się położyć.
-Ala kolacja na ciebie czeka.- mama wyszła z kuchni z firmowym uśmiechem.
Tak wiem, wiem, jesteście bardzo zdziwieni że nazwałam ją swoją mamą, a jednak!
Zrozumiałam jakie dostałam szczęście i że nie mam prawa go zniszczyć.
W końcu jest tu dla mnie, chce powoli wypełnić moje życie.
-Już idę.- puściłam jej oczko, rzuciłam torebkę na szafkę i weszłam do kuchni.
-Mmm.. od samego widoku człowiek jest głodny.- sprzedałam jej buziaka w podziękowaniu i usiadłam przy wysepce zajadając się tostami z dżemem truskawkowym.
-Gdzie tak długo byłaś?- usiadła na przeciwko mnie zaciekawiona.
-Tu i tam.- wzruszyłam ramionami, upijając duży łyk gorącej czekolady.
-W domu dziecka?- spojrzała na mnie i zwiesiła głowę w dół.
-Nie, kto ci tak powiedział? Byłam w parku.- uśmiechnęłam się do niej szeroko, chwytając za rękę.
-Z kim niby? Neymar powiedział nam coś innego. Nie kłam proszę cię.- zaczęła płakać, a mi serce pękało patrząc na nią tak załamaną.
-Mówię prawdę, byłam w parku z Oscarem, odprowadził mnie tu potem. Nawet nie byłam w pobliżu tego miejsca.- wzdrygnęłam się, podchodząc do niej i mocno przytulając.
Byłam pewna że gdy tylko się uspokoi, pójdę do Neymara i go rozszarpie.
Nie wytrzymam i pokaże mu co znaczy przysłowie "kłamstwo ma krótkie nogi", już sobie nie pobiega po boisku zaręczam!
-Spokojnie.. nigdy bym ci tego nie zrobiła to po pierwsze, a po drugie nie chce tam wracać to miejsce nie dla dzieci dla nikogo ! To więzienie! Nawet gorzej.- objęłam ją, słyszałam jak głośno bije jej serce.
Na szczęście po chwili się uspokoiła, a ja biorąc kubek czekolady do swojego pokoju, wściekła jak cholera weszłam bez pukania do pokoju bruneta.
To co tam zobaczyłam z lekka mnie zdziwiło, ale nie bardziej niż sytuacja mająca miejsce potem.
W pokoju zamiast barcelońskiej "11" znajdowała się wysoka brunetka, nawet ładnie ubrana, zgrabna..
I można by tak wymieniać długoo...
-Gdzie Neymar?- od razu przeszłam do najważniejszej dla mnie rzeczy.
-A po co ci to wiedzieć?- zmierzyła mnie wzrokiem i wróciła do wgapiania się w swojego nowiuśkiego iPhon'a .
-A po co ci to wiedzieć?!- założyłam ręce na piersi z szyderczym uśmiechem.
-Pod prysznicem- wskazała palcem na drzwi za którymi było słychać lecąc wodę.
-To sobie poczekam.- usiadłam na krawędzi łóżka i bez żadnego skrępowania włączyłam radio chłopaka z jego jak i moją ulubioną piosenkę.
-Yyy.. wyłącz to!- wypuściła jad w moim kierunku. (Tak nie polubiłam jej ;p)
-Yyy.. nie, to ja tu mieszkam nie ty!- upomniałam ją, a ta wywróciła oczami.
-O widzę że przerzuciłaś się na moje klimaty.- Brazylijczyk pewny że to ta lafirynda puściła, wszedł do pokoju.
Ubrany był w biały T-shirt na którym jeszcze było widać kropelki wody po kąpieli, ciemne jeansy i skarpetki (xD).
-To chyba raczej ja puściłam.- zaczęłam bawić się palcami, było mi strasznie niezręcznie, ale musiałam w końcu to wyjaśnić.
Szybko zwrócił głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął.
-No tak, kto inny słucha takiej muzyki jak ja.- walnął się w czoło, a ja cicho zaśmiałam.
-Musimy pogadać?- powiedział pierwszy i gestem ręki rozkazał wyjść na korytarz.
-Co jest?- spytałam gdy byliśmy już sami.
Bez tego czegoś co wygląda jak pół dupy za krzaka. (Tsaa.. kipi ze mnie zazdrość.)
-To jest Bruna moja dziewczyna.- był strasznie oficjalny, a ja myślałam że za chwilę jak prychnę śmiechem to mnie cała ulica na jakiej mieszkamy usłyszy.
-Mhm.. ale nie tłumacz mi się, mało mnie to obchodzi. - machnęłam ręką, a go zamurowało.
-Serio?- zdziwił się.
-Serio serio.. i już nie zachowuj się jak taki sztywniak!- zmierzwiłam mu włosy.
-Hahaha.. okey, okey, pełen luz.- zaczął się ze mną wygłupiać, jak gdyby przed moim wyjściem nic się nie wydarzyło.
-To co cie do mnie sprowadzało?- spojrzał na mnie rozbawiony.
-Nic.. już nic. Tylko poprosiłabym cię abyś nie kłamał już więcej tak swojej mamy, bo się załamie.- dotknęłam jego ramienia i mijając go znalazłam się u siebie w pokoju.
Bezwładnie opadłam na łóżko i zaczęło się.
Walka z samą sobą.
Te ostatnie dni należą do najlepszych i zarazem najgorszych w moim życiu.
Dostałam prace w najlepszym klubie na świecie, zyskałam fajnego kumpla i boską rodzinę, oraz oparzyłam się, zgubiłam łańcuszek, zakochałam w Neymarze i poznałam jego dziewczynę!
No to się nazywa wyliczanka życia!
Jak ja mogłam się w nim zakochać, w zapatrzonym w siebie, głupim, przystojnym, zabawnym, kochającym piłkę tak mocno jak ja człowieku.
Tak, kiedyś mądry człowiek powiedział:
-Gdy jesteś zakochany, nie dostrzegasz wad u drugiej osoby, bo one od razu stają się zaletami.
Może i miał racje, przyznaje Kocham tego kretyna!
-Co się stało że jesteś tu całkiem sama?- spytał unosząc brew ku górze, a ja bez zastanowienia wtuliłam się w niego.
-Ej.. co jest?- pogłaskał mnie po głowie, całując w jej czubek.
-Nic.. po prostu wolałam pobyć trochę sama, pozbierać myśli.- wymamrotałam żałośnie, a on westchnął głośno.
-I pewnie to wcale nie ma związku z tym bandażem wychodzącym ci z nogawki spodni.- podrapał się po karku, wykrzywiając buzie w lekkim grymasie że go okłamałam.
Miał racje, to było nie fair że nie chciałam powiedzieć mu prawdy.
Jako jedyny w tym momencie mógł jej ode mnie oczekiwać, jednak jakoś krótko go znam i może dlatego bałam się jego reakcji, braku zrozumienia?
-No tak.- walnęłam się w czoło, podwijając nogawki od dżinsów i tym razem porządnie spinając koniec i początek białej 'siateczki' ze sobą.
-Bo ja..- zaczęłam, ale brunet uniósł głowę do góry i wskazał palcem na niebo.
-Widzisz te chmury?- spytał pokazując palcem na jedną z nich.
-No tak, ale teraz już ona jest tam.- przestawiłam jego całą rękę lekko w lewo.
-Właśnie! Ty jesteś jak one, robisz co chcesz i kiedy chcesz, jesteś wolna! Więc nie musisz mi się tłumaczyć jak tego nie chcesz, młoda.- uśmiechnął się szeroko.
Trzeba przyznać Oskar.. punktujesz, i to bardzo.
Na początku uważałam cię za takiego małego dzieciaka, który nigdy nie spoważnieje, a tu proszę...
Jakie mądre słowa powiedziałeś.
-Racja, młoda nie musi ci się z niczego tłumaczyć ani z tobą rozmawiać.- skróciłam swoje myśli do jednego i wstając do pionu, otrzepałam się ruszyłam w stronę wyjścia z parku.
-Alice! Nie o to mi chodziło.- minął mnie i uklęknął przede mną.
-Wybacz.- złożył ręce jakby się modlił.
-Wstawaj ludzie się gapią!- syknęłam widząc wzrok ludzi naokoło nas.
-Ale wybaczysz?- zerknął na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Tak, ale wstawaj!- pokręciłam niedowierzająco głową.
Dos Santos wykonał moje polecenia bardzo zadowolony, mocno po tym przytulając.
-Yyy.. bark mi tchu!- piłkarz miał uścisk niczym boa dusiciel.
-Oj sorka, w nagrodę odprowadzę cię do domu.- zakomunikował idąc do przodu.
-A kto powiedział że ja miałam zamiar iść do domu?- zaśmiałam się i podbiegłam do niego.
Był pokręcony i to na maksa, ale było przy tym coś że nie dało się go nie kochać.
Ta pozytywna energia jaką zarażał każdego bez wyjątków.
Zwracał na siebie uwagę i zawsze potrafił wykorzystać ją żeby zdobyć to czego chciał.
Jak chwile temu.
Cała droga ogółem minęła nam w dobrej atmosferze, śmialiśmy się i żartowaliśmy ze wszystkiego.
Nie było między nami jakiejś krępującej ciszy, nawet chwili.
Łączyło nas bardzo dużo muzyka, pasja, klub, a dzieliło za ledwie kilka drobnych mało ważnych szczegółów.
-To dobrej nocy i do zobaczenia jutro.- cmoknął mnie w policzek i kładąc ręce do kieszeni odszedł.
-Pa..wzajemnie!- krzyknęłam za nim i pomachałam mu na odchodne.
Wzięłam głęboki oddech, otwierając kluczem dom i nim się obejrzałam byłam już w środku.
-Jestem.- szepnęłam jak najciszej tylko się dało, ściągnęłam buty, lecz nie dane mi było w spokoju iść się położyć.
-Ala kolacja na ciebie czeka.- mama wyszła z kuchni z firmowym uśmiechem.
Tak wiem, wiem, jesteście bardzo zdziwieni że nazwałam ją swoją mamą, a jednak!
Zrozumiałam jakie dostałam szczęście i że nie mam prawa go zniszczyć.
W końcu jest tu dla mnie, chce powoli wypełnić moje życie.
-Już idę.- puściłam jej oczko, rzuciłam torebkę na szafkę i weszłam do kuchni.
-Mmm.. od samego widoku człowiek jest głodny.- sprzedałam jej buziaka w podziękowaniu i usiadłam przy wysepce zajadając się tostami z dżemem truskawkowym.
-Gdzie tak długo byłaś?- usiadła na przeciwko mnie zaciekawiona.
-Tu i tam.- wzruszyłam ramionami, upijając duży łyk gorącej czekolady.
-W domu dziecka?- spojrzała na mnie i zwiesiła głowę w dół.
-Nie, kto ci tak powiedział? Byłam w parku.- uśmiechnęłam się do niej szeroko, chwytając za rękę.
-Z kim niby? Neymar powiedział nam coś innego. Nie kłam proszę cię.- zaczęła płakać, a mi serce pękało patrząc na nią tak załamaną.
-Mówię prawdę, byłam w parku z Oscarem, odprowadził mnie tu potem. Nawet nie byłam w pobliżu tego miejsca.- wzdrygnęłam się, podchodząc do niej i mocno przytulając.
Byłam pewna że gdy tylko się uspokoi, pójdę do Neymara i go rozszarpie.
Nie wytrzymam i pokaże mu co znaczy przysłowie "kłamstwo ma krótkie nogi", już sobie nie pobiega po boisku zaręczam!
-Spokojnie.. nigdy bym ci tego nie zrobiła to po pierwsze, a po drugie nie chce tam wracać to miejsce nie dla dzieci dla nikogo ! To więzienie! Nawet gorzej.- objęłam ją, słyszałam jak głośno bije jej serce.
Na szczęście po chwili się uspokoiła, a ja biorąc kubek czekolady do swojego pokoju, wściekła jak cholera weszłam bez pukania do pokoju bruneta.
To co tam zobaczyłam z lekka mnie zdziwiło, ale nie bardziej niż sytuacja mająca miejsce potem.
W pokoju zamiast barcelońskiej "11" znajdowała się wysoka brunetka, nawet ładnie ubrana, zgrabna..
I można by tak wymieniać długoo...
-Gdzie Neymar?- od razu przeszłam do najważniejszej dla mnie rzeczy.
-A po co ci to wiedzieć?- zmierzyła mnie wzrokiem i wróciła do wgapiania się w swojego nowiuśkiego iPhon'a .
-A po co ci to wiedzieć?!- założyłam ręce na piersi z szyderczym uśmiechem.
-Pod prysznicem- wskazała palcem na drzwi za którymi było słychać lecąc wodę.
-To sobie poczekam.- usiadłam na krawędzi łóżka i bez żadnego skrępowania włączyłam radio chłopaka z jego jak i moją ulubioną piosenkę.
-Yyy.. wyłącz to!- wypuściła jad w moim kierunku. (Tak nie polubiłam jej ;p)
-Yyy.. nie, to ja tu mieszkam nie ty!- upomniałam ją, a ta wywróciła oczami.
-O widzę że przerzuciłaś się na moje klimaty.- Brazylijczyk pewny że to ta lafirynda puściła, wszedł do pokoju.
Ubrany był w biały T-shirt na którym jeszcze było widać kropelki wody po kąpieli, ciemne jeansy i skarpetki (xD).
-To chyba raczej ja puściłam.- zaczęłam bawić się palcami, było mi strasznie niezręcznie, ale musiałam w końcu to wyjaśnić.
Szybko zwrócił głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął.
-No tak, kto inny słucha takiej muzyki jak ja.- walnął się w czoło, a ja cicho zaśmiałam.
-Musimy pogadać?- powiedział pierwszy i gestem ręki rozkazał wyjść na korytarz.
-Co jest?- spytałam gdy byliśmy już sami.
Bez tego czegoś co wygląda jak pół dupy za krzaka. (Tsaa.. kipi ze mnie zazdrość.)
-To jest Bruna moja dziewczyna.- był strasznie oficjalny, a ja myślałam że za chwilę jak prychnę śmiechem to mnie cała ulica na jakiej mieszkamy usłyszy.
-Mhm.. ale nie tłumacz mi się, mało mnie to obchodzi. - machnęłam ręką, a go zamurowało.
-Serio?- zdziwił się.
-Serio serio.. i już nie zachowuj się jak taki sztywniak!- zmierzwiłam mu włosy.
-Hahaha.. okey, okey, pełen luz.- zaczął się ze mną wygłupiać, jak gdyby przed moim wyjściem nic się nie wydarzyło.
-To co cie do mnie sprowadzało?- spojrzał na mnie rozbawiony.
-Nic.. już nic. Tylko poprosiłabym cię abyś nie kłamał już więcej tak swojej mamy, bo się załamie.- dotknęłam jego ramienia i mijając go znalazłam się u siebie w pokoju.
Bezwładnie opadłam na łóżko i zaczęło się.
Walka z samą sobą.
Te ostatnie dni należą do najlepszych i zarazem najgorszych w moim życiu.
Dostałam prace w najlepszym klubie na świecie, zyskałam fajnego kumpla i boską rodzinę, oraz oparzyłam się, zgubiłam łańcuszek, zakochałam w Neymarze i poznałam jego dziewczynę!
No to się nazywa wyliczanka życia!
Jak ja mogłam się w nim zakochać, w zapatrzonym w siebie, głupim, przystojnym, zabawnym, kochającym piłkę tak mocno jak ja człowieku.
Tak, kiedyś mądry człowiek powiedział:
-Gdy jesteś zakochany, nie dostrzegasz wad u drugiej osoby, bo one od razu stają się zaletami.
Może i miał racje, przyznaje Kocham tego kretyna!
~*~
Rano obudził mnie nieznośny budzik.
Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać, jednak pierwszy dzień treningu nie można się spóźnić.
Wstałam i powlekłam się ledwo przytomna do łazienki.
Puściłam zimną wodę w kranie i przetarłam sobie nią twarz.
Wróciłam do pokoju spakowałam torbę na trening i wyciągając z szafy spódniczkę pudrowego koloru, czarne wysokie buty na koturnie i białą bluzkę, znów znalazłam się w łazience.
Ubrałam wszystko na siebie, związałam włosy w koka, po czym zeszłam na dół.
Usiadłam na krześle w kuchni, podpierając się łokciami o blat , a oczy same zaczęły mi się zamykać.
-Ej... a ty na trening nie jedziesz?- wyrwał mnie ze snu w który znów się wtopiłam tata.
-Tak jadę! Ale czym?- chwyciłam jabłko koszyczka z owocami.
-Dziś ja cię jeszcze mogę zawieść, ale od jutra albo będziesz chodzić pieszo, albo jeździć z Neymar'em godzinę wcześniej.
-Nieeee...! Jeszcze dwie godziny wcześniej? Tylko nie to!- zawyłam.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.
Pożegnałam się z moim dzisiejszym "szoferem" i trzaskając drzwiami szłam pewnym krokiem na Camp Nou.
Byłam ciekawa czy Ney skończył już trening, pomimo wszystko miałam ochotę choć się z nim minąć w przejściu.
Jakoś tak nigdy nie miałam w naturze ubierania się tak jak dziś, ale skupienie na sobie jego uwagi było tym co chciałam dziś zrobić.
Weszłam do jednego z korytarzy prowadzących do szatni dziewczyn jak i chłopaków..
-Aaaaaaa..!- zaczęłam się drzeć gdy ktoś chwycił mnie od tyłu w pasie.
-Neymar ty pacanie- założyłam ręce na piersi, na co chłopak znów złapał mnie w talli i obrócił kilka razy w okół własnej osi.
-Fiu..fiu.. jak ty ładnie wyglądasz.- postawił mnie z powrotem na ziemie.
Nie powiem że o takie przywitanie i słowa z jego strony mi nie chodziło, bo skłamałabym.
-Popieram!- usłyszałam za sobą mało znajomy mi głos.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Marca Bartre.
-To ty jesteś tym aniołkiem o którym tyle nawija Neymar?- uśmiechnął się do mnie Hiszpan.
-Nie, nie mam na imię Bruna.- zaśmiałam się po czym to samo zrobił jeden z moich rozmówców.(Nie muszę chyba pisać który.)
-Wiem przecież mi chodzi o Ale.- odparł , a ja aż się zaczerwieniłam.
W którym miejscu wyglądam na anioła?Nie mam pojęcia, ale to było miłe.
-W takim razie Ala.- wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Marc.- uścisnął ją, po czym pocałował.
-Ty Romantyk jeden i drugi ona ma mi się na grze skupić i przebrać bo tak na boisko raczej nie wejdzie.- pogroził im palcem Louis.
-Popieram trenera.- minęłam ich i weszłam do szatni.
Gdzie czekały na mnie już, jednocześnie pożerając wzrokiem piłkarki.
***
Od autorki:
Hey hey :*
Wiem że długo nie było rozdziału ale no cóż brak czasu.. problemy narastające wciąż problemy.
Nie sprzyjają pisaniu niczego.
Dziś napisane z serca.
Macie po prostu komentować motywować, a nie długo tydzień i dwa dni i nowyy..
Przysięgam.
Ale Komentarze muszą być one mnie tak motywują, nawet odrobina krytyki mnie nie zaboli.
Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać, jednak pierwszy dzień treningu nie można się spóźnić.
Wstałam i powlekłam się ledwo przytomna do łazienki.
Puściłam zimną wodę w kranie i przetarłam sobie nią twarz.
Wróciłam do pokoju spakowałam torbę na trening i wyciągając z szafy spódniczkę pudrowego koloru, czarne wysokie buty na koturnie i białą bluzkę, znów znalazłam się w łazience.
Ubrałam wszystko na siebie, związałam włosy w koka, po czym zeszłam na dół.
Usiadłam na krześle w kuchni, podpierając się łokciami o blat , a oczy same zaczęły mi się zamykać.
-Ej... a ty na trening nie jedziesz?- wyrwał mnie ze snu w który znów się wtopiłam tata.
-Tak jadę! Ale czym?- chwyciłam jabłko koszyczka z owocami.
-Dziś ja cię jeszcze mogę zawieść, ale od jutra albo będziesz chodzić pieszo, albo jeździć z Neymar'em godzinę wcześniej.
-Nieeee...! Jeszcze dwie godziny wcześniej? Tylko nie to!- zawyłam.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.
Pożegnałam się z moim dzisiejszym "szoferem" i trzaskając drzwiami szłam pewnym krokiem na Camp Nou.
Byłam ciekawa czy Ney skończył już trening, pomimo wszystko miałam ochotę choć się z nim minąć w przejściu.
Jakoś tak nigdy nie miałam w naturze ubierania się tak jak dziś, ale skupienie na sobie jego uwagi było tym co chciałam dziś zrobić.
Weszłam do jednego z korytarzy prowadzących do szatni dziewczyn jak i chłopaków..
-Aaaaaaa..!- zaczęłam się drzeć gdy ktoś chwycił mnie od tyłu w pasie.
-Neymar ty pacanie- założyłam ręce na piersi, na co chłopak znów złapał mnie w talli i obrócił kilka razy w okół własnej osi.
-Fiu..fiu.. jak ty ładnie wyglądasz.- postawił mnie z powrotem na ziemie.
Nie powiem że o takie przywitanie i słowa z jego strony mi nie chodziło, bo skłamałabym.
-Popieram!- usłyszałam za sobą mało znajomy mi głos.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Marca Bartre.
-To ty jesteś tym aniołkiem o którym tyle nawija Neymar?- uśmiechnął się do mnie Hiszpan.
-Nie, nie mam na imię Bruna.- zaśmiałam się po czym to samo zrobił jeden z moich rozmówców.(Nie muszę chyba pisać który.)
-Wiem przecież mi chodzi o Ale.- odparł , a ja aż się zaczerwieniłam.
W którym miejscu wyglądam na anioła?Nie mam pojęcia, ale to było miłe.
-W takim razie Ala.- wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Marc.- uścisnął ją, po czym pocałował.
-Ty Romantyk jeden i drugi ona ma mi się na grze skupić i przebrać bo tak na boisko raczej nie wejdzie.- pogroził im palcem Louis.
-Popieram trenera.- minęłam ich i weszłam do szatni.
Gdzie czekały na mnie już, jednocześnie pożerając wzrokiem piłkarki.
***
Od autorki:
Hey hey :*
Wiem że długo nie było rozdziału ale no cóż brak czasu.. problemy narastające wciąż problemy.
Nie sprzyjają pisaniu niczego.
Dziś napisane z serca.
Macie po prostu komentować motywować, a nie długo tydzień i dwa dni i nowyy..
Przysięgam.
Ale Komentarze muszą być one mnie tak motywują, nawet odrobina krytyki mnie nie zaboli.

.jpeg)
Ślicznie ;**. Boski i czekam na nn ;>
OdpowiedzUsuńNie przejmuj sie kochanie ❤ prosto z serduszka najlepiej <3 ej ty romantyk xd ✌
Świetny rozdział, nie mogę doczekać się kolejnych :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
daj-mi-szanse.blogspot.com
Padłam haha, nie urywaj mu nóżek xD
OdpowiedzUsuńTo narastające napięcie między Alą a Neyem jest boskie! <3
On jest taki... aww kochany i nie wiem jak to jeszcze określić, ale wprost cudowny. Nie przesłodzony a słodki. Masło maślane, ale wiesz o co mi chodzi :D
W takim razie, aniele czekam na ciąg dalszy i mam nadzieję że nie dasz mi na to długo czekać :)
<3
Właśnie nadrobiłam poprzednie rozdziały i muszę przyznać, że świetnie piszesz! :) Zaczyna się robić ciekawie i już nie mogę się doczekać kontynuacji. :D
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest boskie! *.* Codziennie wchodzę na tego bloga sprawdzić, czy nie ma nowego rozdziału. No właśnie, rozdział... Jest świetny, ale to żadna nowość... ;* Pozdrawam i życzę weny!! :**
OdpowiedzUsuńRozdział super !!!!!!
OdpowiedzUsuńHahahaah ! wspaniały rozdział ! nie mogę się doczekać następnego ! jest wspaniały jak reszta tych 5 części tego opowiadania :D
OdpowiedzUsuńnajlepszy fragment w tym to : ''-To ty jesteś tym aniołkiem o którym tyle nawija Neymar?- uśmiechnął się do mnie Hiszpan.
-Nie, nie mam na imię Bruna.- zaśmiałam się po czym to samo zrobił jeden z moich rozmówców.(Nie muszę chyba pisać który.)
-Wiem przecież mi chodzi o Ale.- odparł , a ja aż się zaczerwieniłam.
W którym miejscu wyglądam na anioła?Nie mam pojęcia, ale to było miłe.
-W takim razie Ala.- wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Marc.- uścisnął ją, po czym pocałował.
-Ty Romantyk jeden i drugi ona ma mi się na grze skupić i przebrać bo tak na boisko raczej nie wejdzie.- pogroził im palcem Louis.
-Popieram trenera.- minęłam ich i weszłam do szatni.
Gdzie czekały na mnie już, jednocześnie pożerając wzrokiem piłkarki.''
UWIELBIAM TO OPOWIADANIE :D
+ wieeele weny :3
super rozdział pisz szybko nowy i informuj mnie :)
OdpowiedzUsuńświetny <3 / Vika
OdpowiedzUsuńWeeeny! Czekam na nexta już dłuugo i nie mogę się doczekać! ;c Ale czekam. ♥
OdpowiedzUsuń/Zuzia.
Rozdział dziś albo jutro wieczorem :*
Usuń