sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 13 "Niczego się tu nie boję, marzenia gonie i co?!"

~*~

"Może jeszcze nie dzisiejszej nocy, nie za tydzień, nie za trzy miesiące, ale kiedyś na pewno. Z czasem wszystko się uspokoi. rany pokryją się delikatną blizną, której nie zdołam rozdrapać. Niekiedy dotknę jej tylko i przypomnę sobie. W głowie stanie mi obraz Jego uśmiechu, magicznego spojrzenia. W końcu całe moje życie wróci do normy. Podświadomość skończy poddawać mi chore pomysły, serce przestanie rozpaczać, a ja oduczę się kochać. Wystarczy poczekać. uda się. na pewno się uda."

~*~
-Alice..- uchylił drzwi pokoju na rękach trzymając ślicznego białego szczeniaczka.
-Nie śpiąca królewna.- syknęłam w jego kierunku. W tym samym momencie do pokoju wparował rozzłoszczony Sergio.
-Miałeś tu nie wchodzić!- wydarł się na niego wściekły.
-Okłamałeś mnie! Mówiłeś że jej tu nie ma, tak się zachowuję przyjaciel?!- krzyczał na niego Brazylijczyk.
Nie mogłam już powoli znieść tej wymiany słów, obawiałam się że za chwilę któryś oberwie w zęby albo jeszcze gorzej. 
-STOP!- stanęłam między nimi poirytowana, dzięki czemu obdarowali mnie wrogimi spojrzeniami.
Jednak nie mogłam dopuścić do tego żeby pokłócili się o mnie, od zawsze byli nie rozłączni, a teraz miałam im to zniszczyć? Nigdy! Ich przyjaźń jest najważniejsza.
-Roberto idź na dół jak będzie coś się działo zawołam cię.- dotknęłam delikatnie jego ramienia, a on z grymasem na twarzy, ale wykonał moją prośbę.
-A ty czego tu szukasz, nie dość mnie zraniłeś!?- podeszłam do niego zabierając mu z rąk psa.
-Ja ci muszę to wszystko wyjaśnić, zrozum że to nieporozumienie.- chwycił mnie za nadgarstek, lecz szybko się mu wyrwałam siadając na łóżku.
-Nieporozumienie?! Czy ty nieporozumieniem nazywasz bycie ze mną, czy zaręczyny z Bruną, a może to że się o wszystkim dowiedziałam?- ryknęłam na niego.
Nawet nie wiedziałam jak to brzmi, nie interesowało mnie to, chciałam tylko tyle żeby poczuł mój ból.
-Wcale nie. Daj mi wszystko wytłumaczyć?- patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi tęczówkami przepełnionymi nadzieją.
-Nie, nie będziesz mi się tłumaczyć. Ja dobrze wszystko wiem. Nie potrzebuje jakiś twoich wymówek i kłamstw.
A go przyniosłeś dlaczego? Miałeś poczucie winy?- warknęłam, a śnieżnobiałe zwierzątko wciąż  tuliło się do mojej nogi.
-Przestań, ja cie kocham jak nikogo jeszcze nigdy, nie okłamałbym cię. - kucnął naprzeciwko mnie chwytając za obie ręce.
-Skończ, nie pasuje mi to!- podniosłam się do pionu i w ekspresowym tempie ruszyłam do łazienki Barcelońskiej "20" łączącej się z tą sypialnią.
Chłopak chciał  mnie dogonić, jednak wszystkie jego starania poszły na marne.
-Czemu nie dajesz mi szansy nic powiedzieć.- walił w drzwi.
Serce podeszło mi do gardła, jeszcze chwila w jednym pomieszczeniu z nim, a bym uległa, kazałabym mu wszystko opowiedzieć i pewnie nawet wybaczyła!
Oczy momentalnie mi się za szkliły, straciłam siły żeby na niego krzyczeć.
Zjechałam na dół po drzwiach roztrzęsiona.
Powoli przymykałam oczy, a po moich policzkach spływała słona substancja.
Cicho szlochałam, aby tylko nie słyszał.
Byłam bezsilna pomimo wszystkiego co mi zrobił nadal go Kocham!
-Odejdź ja już nie chcę pamiętać tych wszystkich momentów.- wybełkotałam krztusząc się łzami bezsilna.
Raczej wykonał moje polecenie, bo po kilku minutach usłyszałam głośny huk drzwi.
Wstałam na równe nogi  podchodząc do lustra.
Jestem naiwna myśląc że od tego da się uwolnić, jak się już kiedyś zaczęło ciąć nigdy się nie przestanie.
Sięgnęłam ręką do małej szafeczki wyciągając błyszczącą żyletkę.
Zadawałam sobie nią kolejne rany.
Swoje ciało traktowałam jak płótno, chciałam wyrazić na nim krzywdę wyrządzoną przez piłkarza.
Miałam zrobić kolejną oznakę nienawiści do życia, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk szarpanych drzwi.
Był to zmartwiony pan domu, przychodzący z jednym ważnym zapytaniem:
Gdyby mógł widzieć to co robię, pewnie w tamtej chwili nie odszedłby spod drzwi, na moje szczęście jednak to zrobił i mogłam odetchnąć z ulgą.
~*~
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez żaluzje.
Byłam na siebie zła że wczoraj przed położeniem się spać nie zasłoniłam jej do końca.
Jęknęłam cicho pod nosem ruszając w tamtą stronę.
Powolnymi ruchami zasłoniłam ją do końca, znów rzucając się bezwładnie na łóżko.
Całe ciało mnie szczypało (z wiadomych przyczyn), przez co na niczym innym nie mogłam się skupić.
Leżałam tak słuchając muzyki lecącej z mojego telefonu i próbowałam pozbierać się.
Chciałam z uśmiechem na ustach jak gdyby nigdy nic się nie stało zejść na dół i przywitać z Sergio.
Niestety nie potrafiłam, gapiłam się tylko tempo w sufit zdobywając powoli na to odwagę.
Co ja mówię jakie powoli?! Wlekłam się gorzej niż żółw.
       Wychodząc po długich męczarniach z pokoju nie wiedziałam jak zacząć z nim rozmowę.
Każda część mojego ciała cierpiała coraz mocniej przy krokach jakie robiłam.
Miałam ochotę zniknąć stąd i już nigdy nie wrócić.
-Oo.. wstałaś.- obdarował mnie minimalnym uśmiechem brunet.
-Też mi miło cię widzieć.- mrugnęłam do niego okiem wchodząc do salonu.
-Wygodne mam łóżko?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
-Da się przeżyć.- machnęłam ręką, upijając większy łyk jego kawy.
-Ej.. to Moje!- założył ręce na piersi naburmuszony.
-Pan obrażalski, zrobię ci drugą.- usiadłam na jego kolanie czego od razu pożałowałam.
Nogi mnie pażyły, tak że tylko modliłam się w duchu oby Hiszpan nie miał zamiaru się wydurniać, bo to mogłoby się skończyć fatalnie.
Ale czego się dziwić jak na cięcia założyłam obcisłe jeansy!
-To maszeruj.- objął mnie ramionami.
-Jak teraz mam iść?!- wzrokiem powędrowałam na jego dłonie, na co się wyszczerzył.
-Jeszcze chwilę możesz tak posiedzieć, zezwalam.- uwiesił głowę na moim ramieniu.
-Pff.. zezwalam.- zaśmiałam się cicho.
-Dobra idź teraz bo chce mi się bardzo pić.- odparł opróżniając do reszty kubek z czarną cieczą.
-Okey, okey.- podniosłam ręce w geście obrony, idąc do kuchni.
-Gdzie masz kawę..?- podrapałam się po głowie.
-Druga szafka od okna po twojej lewej.- otworzyłam ją w chęci znalezienia choć jednego pudełka.
-Nie ma!- zawyłam zła.
-Jak może nie być?- wszedł do kuchni zdziwiony.
-Ala ty krwawisz?- wycedził po chwili szeroko wytrzeszczając oczy.
-Musimy jechać do szpitala natychmiast.- zakomunikował, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
-Nie, nie musimy.- podeszłam do lustra na korytarzu  patrząc na spodnie.
-Jak to przecież..
-Nie ma przecież, to jest tylko i wyłącznie moja wina.- wskazałam na czerwone pasy.
-Twoja?- przełknął głośno ślinę.
-Co ty zrobiłaś?!- zapytał zmartwionym głosem, a mi się zrobiło go szkoda, nie zasługiwał żeby go kłamać, a ja to perfidnie wczoraj zrobiłam.
-Musiałam to było silniejsze ode mnie, czułam się skrzywdzona i..
-Teraz już to nie ważne, choć na górę.- ujął moją dłoń i wbiegł na schody.
      -Ściągaj to.- rozkazał automatycznie widząc na rękawach przy mojej bluzce również krwiste plamki.
-Tutaj?- spojrzałam na niego z nadzieją że powie nie.
-A gdzie? Może znów w łazience żeby przybyło tego czegoś?!- nie umiał nawet nazwać mojego aktu bezradności.
-Dobra już nic nie mówię, tylko nie krzycz.- posłusznie wykonałam jego polecenie, a on wyciągnął z szafy apteczkę.
Najpierw delikatnie przemył mi miejsca "skaleczeń", następnie owijając je białymi bandażami.
-Ubierz sobie to.- położył przy mnie jego bluzkę, wychodząc z pokoju.
Przebrałam się w nią po dłuższym namyślę, przeglądając w lustrze.
Była mi dużo za duża przez co zakrywała ślady na nogach.
Niestety u góry posiadała krótki rękaw pokazujący wszystko co chciałam ukryć.
        Będąc już na dole zaczęłam szukać Hiszpana. Znalazłam go tak jak się spodziewałam w pokoju gościnnym, gdzie pił sok pomarańczowy.
-Miałaś racje skończyła się kawa, a myślałem że jeszcze jej trochę się zostało.- wysilił się na znikomy uśmiech.
-Heh..- usiadłam obok niego już bardziej spokojna.
Nie odzywał się już potem do mnie, patrzył w jeden punkt unikając zetknięcia się z moimi oczami.
Robiło się mi głupio, zraniłam go.
Zraniłam swojego przyjaciela!
-Przepraszam.- uderzyłam go w bok, żeby zwrócił uwagę na moją skromną osobę.
-Za co mnie przepraszasz? Odbiło ci, ty mnie nie musisz przepraszać. Przeproś swoje ciało.- wymamrotał ledwo słyszalnie ostatnie trzy słowa.
-Jaa..- nie dał mi dokończyć tylko mocno mnie przytulił.
-Nie dam cię już nikomu tak potraktować- pocałował mnie w czubek czoła.
Jeszcze bardziej wtuliłam się w jego tors.
~*~
PRZEPRASZAAAAAM..
Spóźniłam się z rozdziałem ;(
Niestety byłam chora i nie miałam kompletnie na to głowy.
Wgl.. przez to wszystko zjebałam ten rozdział. I ogromnie przepraszam.
Następny będzie długi i ciekawy.
Czy Ala wybaczy Neymarowi?
A może będzie z Sergio?
Chyba że wyjedzie?
Życzcie mi weny i do następnego.





piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 12 "Nie widziałem jej więcej.. i czasami po cichu pytam się 'skarbie gdzie jesteś'."

~*~


"Podobno jeśli ktoś jest dla ciebie ważny to na zawsze taki pozostanie!
Nieważne ile bólu ci przyniesie, 
Ty zawsze będziesz gotowy skoczyć za nim w ogień.."

~*~
Usiadłam na piasku, a obraz rozmazywały mi łzy.
Nie mogłam uwierzyć że mi to zrobił?!
Mówił że mnie kocha, nie zostawi, a rodzice dowiedzą się dopiero w moje 18 urodziny żeby nie oddali mnie z powrotem do Bidula.
Mieliśmy być ze sobą, ale w taki sposób żeby żadna gazeta się o nas nie dowiedziała.
"Zakazana miłość."
Tylko tak mówił, a naprawdę chciał się ze mną zabawić i znów wrócić do tej szmaty! (Czyt.Bruna)
Zawsze mówiłam że ludzie się nie zmieniają, a w jego zmianę byłam w stanie uwierzyć.
Omotał mnie, rozkochał w sobie i zranił.
Pewnie dziwi was, dlaczego stamtąd uciekłam?!
Bo głupia myślałam że będzie mnie gonił, wyjaśni wszystko i okaże się że brunetka kłamała.
Jednak to tylko moja chora wyobraźnia, on nigdy by za mną nie pobiegł, gdyż nigdy naprawdę  mnie nie kochał.
Położyłam się opierając głowę na rękach.
Nie chciałam wracać na noc do domu, nie chciałam widzieć się z Neymarem, to by mnie jeszcze bardziej przybiło.
Tylko gdzie miałam pójść?!
Przyglądałam się spisowi kontaktów w telefonie.
Leo, Gerard, Marc, Jordi, Dani.. SERGIO!
Zawsze mówił że jakby się coś działo mam dzwonić, więc teraz ma okazję się wykazać.
Wytarłam mokre policzki, naciskając zieloną słuchawkę przy jego zdjęciu.
-No hej młoda.- usłyszałam jego radosny głos, a kącik moich ust od razu uniósł się do góry.
-No hej stary.- wycedziłam.
Uwielbiałam się z nim droczyć, zawsze robił dziwną minę gdy się w niego zaczynałam.Tak i pewnie było w tej chwili.
-Ej.. ja mam tylko 23 lata!- burknął oburzony.
-I co z tego, a ja mam 17.- podparłam się jedną ręką, drugą wciąż trzymając telefon.
-Dobra, chyba nie po to do mnie dzwonisz żeby się kłócić?- chyba wyczuł mój rzadko objawiający się smutek.
-Masz rację, nie po to..- przygryzłam wargę z której po chwili zaczęła sączyć się krew.
-Ał..- wymamrotałam,  czego piłkarz raczej nie zdołał usłyszeć.
-To słucham jaką masz sprawę do pięknego i mądrego Sergio Roberto.- byłam 100% pewna że teraz pokazuje swoje śnieżnobiałe ząbki ustawione w równych rządkach.
-To taki w ogóle istnieje.- paliłam głupa chcąc go podkurzyć.
-W takim razie ja pani dziękuje.- już chciał się rozłączyć, na szczęście szybko zareagowałam na jego słowa.
-Już jestem poważna!- machnęłam ręką tak jak gdyby on mnie widział.
Tsaa.. do najinteligentniejszych nie należę.
Walnęłam się w czoło, niepewnie zaczynając;
-Mogłabym dziś u ciebie przenocować?- powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Ala nie słyszę cie, możesz głośniej?- również zmienił ton swojego głosu.
-Mogłabym dzisiaj u ciebie spać?- ponowiłam pytanie.
Chwila ciszy w słuchawce i odpowiedź której się spodziewałam.
-Pewnie zaraz sms-em wyślę ci mój adres, chyba że po ciebie przyjechać, to tylko powiesz gdzie jesteś i za pięć minut się widzimy.- nadawał jak katarynka.
-STÓJ..! Może teraz ja coś powiem?- prychnęłam śmiechem, a z moich oczu pokapały kolejne łzy.
Chyba od teraz płacz będzie odpowiednikiem mojego uśmiechu.
-Ależ proszę bardzo.
-Dojdę sama nie musisz ruszać się z domu, ale nie pogardziłabym jakąś gorącą czekoladą z bitą śmietaną.- gestykulowałam dłońmi.
- Okey, zobaczymy co da się zrobić.- palnął rozłączając się zarazem.
Nie minęła minuta, a miejsce zamieszkania chłopaka miałam na wyświetlaczu.
Okazało się że jego dom był bardzo blisko plaży na której siedziałam..
~*~
Szukałem jej chyba już wszędzie.
Byłem w parku, na stadionie, w każdym pobliskim miejscu restauracji.. ale jej nigdzie nie było.
Załamany nie wiedziałem co zrobić.
Obawiałem się że nie wróci do domu już nigdy, a dzisiejszą noc spędzi w jakimś obskurnym miejscu.
Dzwoniłem do każdego piłkarza i od wszystkich słyszałem jedno i to samo zdanie:
-Nie, nie było jej umie. Jak się odezwie dam znać. Trzymaj się.
Choć Roberto wydawało mi się jakby coś chciał przede mną ukryć, ale chyba dostaje już na głowę. Jest moim przyjacielem i nie okłamałby mnie.
Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.
Ugh..! Ta niepewność mnie wykańczała.
Postanowiłem za wszelką cenę ją odnaleźć.
Biegałem po ulicy pytając się przechodni czy przypadkiem jej nie widzieli.
Jeden z nich stwierdził że widział jak zapłakana wbiegała na plażę.
Szybko popędziłem w tamtym kierunku, rozglądając się dookoła.
-Idiota!- skarciłem w myślach sam siebie siadając na murku oddzielającego plażę od drogi rowerowej.
Nie wrócę bez niej do domu, nie mógłbym spokojnie spać wiedząc że ona błąka się gdzieś po ulicy sama, samiuteńka i nie zna prawdy.
-Ja cię kocham cholera.- wydarłem się myśląc że mnie usłyszy, ale dookoła nie było nikogo.
Facet widocznie musiał się pomylić, nie było jej tutaj..
~*~
Wychodząc tyłem z plaży wydawało mi się że słyszałam Juniora, ale chyba mi się coś pomyliło, pewnie teraz całuje się gdzieś z Bruną i nawet nie ma ochoty mnie widzieć.
Żwawym krokiem maszerowałam pod same drzwi Barcelońskiej "20".
Niepewnie zadzwoniłam dzwonkiem.
-Wejdź!- wydarł się piłkarz.
Zrobiłam tak jak kazał kierując się w stronę z której wydawało mi się że słyszałam jego głos.
-Co robisz?- zmierzyłam go przenikliwym spojrzeniem.
-Trzymaj, ale bez śmietany bo nie zdążyłem.- odwrócił się w moją stronę dając soczystego całusa w policzek.
-Oksy dropsy. Na pewno nie będę ci przeszkadzać?- spojrzałam w jego oczy, odbierając gorący kubek z jego rąk.
-Przestań, ale może powiesz o co chodzi, bo dzwonił Ney pytał się o ciebie, a ja skłamałem żeby nie było.- zaprowadził mnie do salonu siadając na kanapie.
Ja natomiast usiadłam centralnie naprzeciwko niego na fotelu.
-Dobrze że tak powiedziałeś nie chce go widzieć.- wysyczałam przez zęby.
-Mów o co chodzi, jestem dobrym słuchaczem.- rozsiadł się wygodnie kładąc nogi na stoliku.
Był pewny że to jakaś drobnostka jednak diametralnie się pomylił.
-Bo po treningu było okey, poszliśmy do knajpy niedaleko..- opowiedziałam mu całą historię.
W moich oczach znów zaczęła zbierać się słona ciecz.
Brunet jak na zawołanie podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Zabije go!- wydusił z siebie po chwili.
-Nie warto.- zwiesiłam głowę w dół.
-Warto zranił cię, a nie warto to płakać przez takiego chłopaka nie był ciebie wart.- objął mnie ramieniem.
-Ale co ja poradzę Roberto jak ja go kocham.- wyłkałam wtulając się w jego tors.
-Szczerze to nie podobne jest to zachowanie do Neymara, ale sam nie wiem.- podrapał się po karku. Przytulając mnie do siebie obiema rękoma.
-Jesteś wartościowa i w końcu to zobaczy.- cmoknął mnie w czubek głowy.
-Tak myślisz?- uniosłam głowę do góry spoglądając w jego paczadełka.
-Jestem tego pewien.- przerzucił mnie przez swoje ramię idąc w stronę schodów.
-Co ty wyrabiasz?- spiorunowałam go.
-Nie jesteś zmęczona?- zerknął na mnie pytająco.
-Bardzo.- ziewnęłam, co przyjął szerokim uśmiechem.
-To zanoszę cię do sypialni.- rzucił mnie na łóżko zadowolony.
-To twoja..
-Tak. A co?
-A ty gdzie będziesz spał?- chwyciłam poduszkę rzucając nią w jego kierunku.
-Prześpię się na kanapie.- zwinął koc z komody idąc w stronę drzwi.
-Kolorowych.- posłałam w jego kierunku całusa.
-Wzajemnie.-zaśmiał się słodko, wychodząc z pomieszczenia.
~*~
Wściekły po dwóch godzinach szukania poszedłem do Messiego.
W domu bez niej nie miałem po co się pokazywać.
-Hey mógłbym dziś u ciebie trochę posiedzieć?- spytałem zasmucony.
-Pewnie chodź.- pchnął mnie do swojego domu.
W progu salonu dostrzegłem Thiago.
Było dobrze po 20, a on jeszcze męczył rodziców zabawkami.
-Siemka mały.- wziąłem go na barana wygłupiając się z nim.
Jest taki słodki że aż żal mi było patrzeć jak z płaczem Anto zabiera go do spania.
-No to mów o co chodzi.- Leo usiadł obok mnie.
-Chodzi o Alice i Brunę.- westchnąłem ciężko przecierając twarz dłońmi.
-Co rozmyśliłeś się? Wydawało mi się że kochasz Ale.- klepnął mnie w plecy.
-Kocham, ale ktoś nie potrafi tego zrozumieć.- odpowiedziałem poważnie biorąc większy łyk wody ze szklanki którą gdy przyszedłem przyniosła mi Antonella. 
-Trochę nie ogarniam.- podrapał się po głowie zagubiony.
Wytłumaczyłem mu wszystko tak jak było, a on zszokowany oblał się mineralną.
-Co masz zamiar z tym zrobić?
-Nie wiem, ale muszę o nią walczyć!
-Mówiłeś że Roberto był jakiś dziwny?- Messi spojrzał na mnie zaintrygowany.
-No i co z tego.
-Może jest u niego? Ostatnio złapali ze sobą dobry kontakt, nie powiesz że nie?- słowa Argentyjczyka brzmiały rozsądnie.
-Mówisz?
-Mówię, a teraz jedź tam i pokaż jej że ją kochasz.- krzyknął, a ja ściskając go wybiegłem z posiadłości piłkarza.
Po drodze  wstępując jeszcze po mały prezent dla dziewczyny. 
~*~
Obudziło mnie walenie do drzwi, nie chciało mi się wstawać więc stwierdziłam że musi to zrobić Sergio.
Po chwili pukanie przestało być słyszalne, a zastąpiły je głośne krzyki.
Po głosie wiedziałam już kto to.
Powoli zbliżał się do mojego pokoju.
Jego kroki były coraz bardziej słyszalne.
-Alice..- uchylił drzwi pokoju na rękach trzymając ślicznego białego szczeniaka..

~*~
Hey :)
Wiem że rozdział do dupy, ale tylko taki byłam w stanie dzisiaj napisać.
Mam nadzieje że przynajmniej wam choć trochę się podoba.
Liczę na 12 komentarzy wtedy dodam nexta.
Myślę że was zaintrygowałam.. :*
Przepraszam że tak długo nie było nowego ale tak bywa ;) 










czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 11 "Do siebie miej pretensje. Boże jakie to męskie."

~*~
~*~
-Jak znów będzie refren skocz tak żeby wylądować na moich biodrach oplatając je nogami. Nie bój się złapie cię.- wymamrotał ledwo słyszalnie.
Oddaliłam się bardzo daleko od niego.
Oblał mnie zimny pot, oczy wszystkich patrzyły się w moją stronę.
Byłam skrępowana,lecz postanowiłam się wyluzować.
-Ty jesteś inna, ja uwielbiam twój śmiech.- zebrałam się w sobie skacząc na chłopaka.
-A wszyscy ludzie dokoła tacy sami- schylił się ze mną.
-Ty jesteś inna, tobie nie przeszkadza deszcz- jego twarz była coraz bliżej mojej.
-Bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- zachłannie wpił się w moje wargi.
Zdziwione oczy wszystkich skierowały się na naszą dwójkę.
Nie miałam pojęcia jak zareagować.
Odpychając piłkarza stworzyła bym pomiędzy nami dość niezręczną sytuacje, a nie robiąc tego otrzymałabym od reszty Blaugrany milion pytań na minutę.
~No nic..~
Pomyślałam odwzajemniając pocałunki chłopaka.                                                         Po chwili na Camp Nou rozległy się głośne gwizdy i krzyki piłkarzy.
Automatycznie oderwaliśmy się od siebie szeroko uśmiechając.
Neymar postawił mnie na ziemi obok siebie, złączając nasze dłonie ze sobą w mocnym uścisku.                                           -Czy my o czymś nie wiemy?- Messi patrzył to na nasze ręce to na nas szczerząc się.
-Nie no co ty.- skłamałam, a moje policzki przybrały kolor dojrzałej piwonii.
-Tak.- Ney wzmocnił nasz uścisk.             -Wiedziałem!- ryknął Sergio śmiejąc się jak głupi.
-Co niby?- spojrzałam na niego pytająco.
-Jak to, mamy nową parę!- wyszczerzył się, a ja myślałam że oczy zaraz wyskoczą mi z orbit.
Jeszcze wczoraj miał ochotę mnie pocałować, a dzisiaj cieszy się z mojego związku z Brazylijczykiem.
Heh.. Czy tylko ja nie ogarniam facetów.
-Uhuhuhu...- usłyszałam czyjeś gwizdy za sobą.
Odwracając się zobaczyłam rozpromienioną twarz Luisa.
-Trenerze.. nawet pan?!- chwyciłam się za głowę.
-No co? My od dawna wiedzieliśmy że będziecie razem.- puścił mi oczko zadowolony z siebie.
-Jakim cudem?- spytałam zdezorientowana, przez co mogli dojść do takich wniosków?
-Przestań nie jesteśmy idiotami wystarczy wam się przyjrzeć. Na początku nie pałaliście do siebie sympatią, ale po kilku dniach w swoim towarzystwie polubiliście się, a wasze oczy gdy patrzyły w swoją stronę mówiły same za siebie.- Pique stanął na przeciwko mnie.
Byłam tak mała że wyglądaliśmy jak żyrafa i mrówka.
Nie muszę chyba wam podpowiadać kto grał jaką rolę w tym scenariuszu.
-Heh.. z wami to.- machnęłam ręką zrezygnowana patrząc na swojego chłopaka.
Tak! Chyba wreszcie mogę nazwać tak go z czystym sumieniem.
-Tak wiemy trzy światy.- powiedzieli równo, na co ja prychnęłam głośnym śmiechem.
-Dobra koniec tego dobrego. Zaczynamy trening, a ty Ala jak chcesz możesz dzisiaj ćwiczyć z chłopakami, a na trening dziewczyn iść dopiero jutro.
-To ja bardzo chętnie skorzystam..
~*~                            
W szatni byłam tak padnięta że chyba przebierałam się pół godziny.
Dziewczyny swój trening zaczęły chwilę temu i o dziwo nie miały do mnie pretensji że dziś odbiegłam trochę od rzeczywistości i zafundowałam sobie go z męską częścią FC Barcelony.
Właśnie zapinałam swoje spodnie gdy do szatni ktoś wszedł.
Szybko narzuciłam na siebie bluzkę i zapięłam torbę.
-Przestraszyłem cię?- uśmiechnął się cwaniacko Ney.
-Nie wcale!- wytknęłam w jego kierunku język zakładając na uszy kolczyki.
-Byłem pewny że tak powiesz.- przywarł mnie swoim ciałem do szafki, składając czułe buziaki na mojej czyi.
-Neymar ktoś tu może wejść, a to że wie o nas kilka osób nie znaczy że ma zaraz cały świat się dowiedzieć.- próbowałam go od siebie odepchnąć, niestety na marne.
-Ale nie zauważyłaś oni przyjęli mas bardzo dobrze, z resztą pewnie będzie podobnie.- ujął moją twarz w swoje dłonie.
-Mi się tak nie wydaje.- westchnęłam ciężko.
-Dlaczego?
-Jak twoi rodzice się dowiedzą rozszarpią ciebie, a mnie  z powrotem oddadzą do domu dziecka. A ja nie chce tam wracać nawet na dzień!- wrzasnęłam, zakrywając twarz i zsuwając się na podłogę.
-Przecież do twoich osiemnastych urodzin możemy to ukrywać, damy radę. Później już będą musieli się z tym pogodzić.- ukucnął mocno mnie do siebie przytulając.
Czułam jak szybko bije mu serce, miał ciepłe ciało od którego czuć było mocne perfumy, jego miętowy oddech delikatnie drażnił skórę mojego czoła, a ja roztrzęsiona próbowałam nad sobą zapanować.
Miałam dosyć życia. Nigdy nie jest ono do końca takie jakbym chciała.
Nie mogę publicznie okazywać uczuć przed piłkarzem, bo od razu trafi to na pierwsze strony wszystkich gazet w Hiszpanii.
-Tak sądzisz?- uniosłam głowę do góry patrząc w jego tęczówki.
-Pewnie głuptasie, a teraz może gorąca czekolada na poprawę nastroju?- cmoknął mnie w policzek, podnosząc z posadzki.
-Nie lepiej koktajl?- zmierzwiłam mu włosy.
-Okey, znam fajną restauracje niedaleko gdzie podają boskie koktajle.- słysząc jego słowa bez zbędnych słów chwyciłam za torbę biegnąc w stronę wyjścia.
-Że ty jeszcze masz siłę.- skrzywił się doganiając mnie. 
-Ja mam zawsze.- palnęłam zadowolona.
-Dobra nie wnikam, ale teraz ja prowadzę.- wyprzedził mnie i pod samą knajpę biegliśmy jednocześnie rozmawiając.
-To jaki moja księżniczka życzy sobie smak?
-Mmm..- zastanawiałam się wyginając buzię w dość dziwną minę.
-Malinowy.- puściłam mu oczko.
-Dobra.- podniósł dłoń do góry wołając kelnera.
Zamówił to co chcieliśmy i znów zwrócił się w moją stronę.
-Tęskniłem za takim życiem.- wymamrotał bardzo cicho, myśląc chyba że nie usłyszę, jednak ja bardzo dobrze go zrozumiałam.
-Jakim?- zmierzyłam go wysilając się na lekki uśmiech.
-Wyjątkowym, a wydawało mi się normalną rutyną, szczęście było moją naturą.- jego wypowiedź przerwała młoda kelnerka, mająca na tacy nasze zamówienie.
Gdy odeszła głupio mi było drążyć ten temat, ale tak mnie korciło żeby się wszystkiego dowiedzieć  że nie mogłam usiedzieć na miejscu.
-Dokończysz to co zacząłeś?- rozejrzałam się po lokalu unikając jego wzroku.
-Nie wiem czy powinienem.- przygryzł wargę.
-Gadaj, a nie.- walnęłam go w ramię.
-Bo z Bruną nigdy nigdzie nie chodziliśmy, chyba że na zakupy do galerii, albo jakieś zdjęcia do gazet.- upił większy łyk napoju.
-Rozumiem.- zamoczyłam usta w szklance uśmiechając się szeroko.
-Ale teraz mam ciebie i czuje się spełniony.-przejechał po mojej nodze swoją pod stołem.
Poczułam jak po moim ciele przechodzi dreszcz, a na ciało wkrada się gęsia skórka.
Zatapiałam się w paczadełkach Barcelońskiej "11".
Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie do tyłu przez co upadam wraz z krzesłem na podłogę.
-Kogo to moje piękne oczy widzą!- krzyknęła rozgoryczona brunetka.
-Oszalałaś co ja ci takiego zrobiłam!- rozgoryczona podniosłam się do pionu, a da-Silva stanął za mną.
-Kochanie jak śmiesz siedzieć tu z tą wywłoką jak mieliśmy być na zakupach.
-On nie jest twoim kochaniem i to ty wyglądasz jak wywłoka szmato!- wszyscy się na nas patrzyli, a ja nie przebierałam w słowach.
-Jak nie moje kochanie, jak moje. A to pierścionek zaręczynowy od niego.- uśmiechnęła się kpiąco.
Stałam wmurowana nie mogąc się ruszyć.
Widząc na jej palcu świecący się podarunek od "Neymara" rzygać mi się chciało.
-Mówiłeś że jestem najważniejsza i że z nią zerwałeś jak mogłeś mnie oszukać!- zapłakana wybiegłam z lokalu.
-Alice to nie tak!- usłyszałam tylko te słowa po czym głośno trzasnęłam drzwiami.
Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.
Okłamał mnie a ja mu durna wierzyłam w każde słowo. Czułam że mówi prawdę, a on chciał mnie zranić! 
Cham, pieprzony egoista i zdrajca! 
Położyłam się na piasku na plaży zalewając łzami nie miałam gdzie iść.

  *W tym samym momencie restauracja*

-Coś ty narobiła mówiłem ci że to definitywny koniec!- nabuzowany patrzył na swoją byłą dziewczynę.
-Zdradziłaś mnie!- jego mięśnie się napięły.
-To ty mnie z tym czymś.- rzuciła na stół łańcuszkiem od rodziców Alicji.
-Skąd to masz!- darł się nie mogąc opanować.
-Znalazłam to kiedyś w twoim łóżku więc ty też święty nie jesteś! 
-Kobieto ty jesteś chora.- potrząsnął ją trzymając za ramienia.
-Między nami już nic nie będzie nie kocham cię, ale nigdy nie spałem z inną.- chwycił naszyjnik wybiegając z budynku.
Stanął na krzyżówce i załamany schował twarz w dłoniach....




piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 10 "Teraz nie jesteś ty i on, tylko jesteście wy ❤"

~*~

~*~
-Kocham Cię Alicja, jak jeszcze nikogo, uwierz mi.- spuścił wzrok patrząc na swoje buty.
-Wierz ci, ale..- głos załamał mi się w połowie. -jesteśmy rodzeństwem i masz Brunę.- zerknęłam na niego ukradkiem, odwracając się  w stronę okna.
Widziałam że nie żałuję tego co zrobił, a jego uczucia są szczere, niestety prawda była taka że nie mogliśmy być razem.
-Jesteś moją przyszywaną siostrą, nie jesteśmy spokrewnieni ani więzami krwi.- chwycił mnie za dwie ręce, spoglądając głęboko w oczy.
Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, na ciele pojawiła gęsia skórka, a moje serce łomotało uderzając o  kruche żebra.
-A twoja dziewczyna?- przełknęłam gule w gardle, przymykając na chwilę oczy.
-Ja już nie mam dziewczyny, ona jeszcze może o tym nie wie, ale ja jestem tego pewien. Zdradziła mnie.- uśmiechnął się do mnie blado.
Zatkało mnie.. chyba jak jeszcze nigdy nie wiedziałam co powiedzieć, jaki ruch wykonać.
-Aha.. czyli mam rozumieć że traktujesz mnie przedmiotowo!- skrzywiłam się idąc w stronę drzwi wyjściowych.
Chciałam iść gdzieś gdzie mnie nie znajdzie, zaszyć się i płakać.. płakać dopóki starczy mi na to sił.
-Nie rozumiem?- zabarykadował drzwi swoim ciałem, nie pozwalając mi nawet na opuszczenie pomieszczenia, a co dopiero domu.
-Lubisz bawić się ludźmi i ich uczuciami?! Twoje słowa zabrzmiały tak jakbyś chciał się mną pocieszyć!- krzyknęłam próbując go jakoś wyminąć, ale moje starania poszły na marne.
-Przepraszam nie o to mi chodziło. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, umiesz się śmiać z samej siebie, bosko grasz w piłkę, jesteś słodka i zadziorna..
Mógłbym tak wymieniać cały dzień, a i tak zabrakło by mi słów żeby cię opisać.
Omotałaś mnie, przy tobie nie myślę o żadnej innej, nawet nie chce.  Wypełniłaś cały mój świat, nadając mu sens.- ujął moją twarz w swoje dłonie.
Ufałam mu, nie wiem czemu, ale czułam że to co mówi jest szczere, że jutro tego nie odwoła i nie będzie zachowywał się jak gdyby nigdy nic takiego nie miało miejsca.
-Alice nigdy nikogo tak nie kochałem, oszalałem na twoim punkcie.- złożył na moich ustach czuły i subtelny pocałunek.
Odwzajemniłam go po czym z szerokimi uśmiechami na twarzy skończyliśmy robić sobie kolacje.
W trakcie gdy pizza była już w piekarniku uzgodniliśmy że na razie lepiej będzie nie ujawniać przy rodzicach że jesteśmy parą a raczej cieszyć się tym że mamy siebie.
Po skończonym posiłku Ney włączył jakiś horror.
Początek niego wydawał mi się tak nudny że nie pamiętam kiedy oddałam się krainie Morfeusza.
~*~
Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez żaluzje.
Podniosłam się do pionu, przecierając oczy piąstkami.
Zauważyłam że jestem u siebie w sypialni..
Czyli Neymar miał wczoraj co dźwigać po schodach do mojego pokoju.
Uśmiechnęłam się pod nosem wstając na równe nogi.
Podeszłam do okna leniwie odsłaniając okna.
Za cztery godziny mam trening.. rzuciłam się znowu na łóżko jęcząc.
Puk,puk..
Usłyszałam ciche pukanie do pokoju.
-Proszę.- westchnęłam ciężko spoglądając na otwierające się drzwi.
-Cześć.- promienny uśmiech Barcelońskiej "11" udzielił się również mi, gdyż po chwili szczerzyłam się razem z nim.
-Cóż cię do mnie sprowadza?- zapytałam zaciekawiona jego wizytą.
-Chciałem się z tobą przywitać- musnął moje usta siadając na materacu. -i zaproponować za 30 minut pojawienie się na dole ze spakowanymi ciuchami na Camp Nou.- mrugnął do mnie okiem wypowiadając ostatnie słowa.
-Przecież ja zaczynam dopiero o 12 dzisiaj ?- uniosłam jedną brew do góry co musiało wyglądać komicznie wraz z moją miną.
-No tak, ale raczej nie masz ochoty na spacer, a ja zaczynam o 8:45 i możesz jechać ze mną.- powiedział zadowolony ze swojego pomysłu.
-Okey, okey.- posłałam mu całusa przelotnie, zamykając się w łazience.
W błyskawicznym tempie wzięłam prysznic zakładając na siebie krótkie jeansowe spodenki i koszule w granatowo różową kratkę na szerokich naramkach, u dołu związałam ją w kokardkę, a włosy spięłam w wysokiego niedbałego koczka.
Ogólnie nie wyglądałam brzydko, ale za rewelacyjnie też nie.
Spakowałam wszytko co potrzebne do torby. 
Na rękę założyłam tylko jeszcze biały zegarek i zbiegłam na dół.
-Gotowa?- popatrzył na mnie szczęśliwy.
-Teraz tak.- założyłam na nos okulary wychodząc na zewnątrz.
Całą drogę milczeliśmy, lecz to nie była krępująca cisza, wręcz przeciwnie.
Podjeżdżając pod stadion piłkarz otworzył mi drzwi.
-Jaki casanova!- prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
-Pff..a mam ci je zamknąć?
-Nie no co ty.- wysiadłam biegnąć w stronę Camp Nou.
-Ty myślisz że ja cię nie dogonię?- usłyszałam za sobą głos Brazylijczyka, a już po chwili jego rękę leżącą na mojej talii.
-Pamiętasz mamy się nie ujawniać.- skarciłam go.
-Jeju.. ale ja chce to wykrzyczeć całemu światu że mam taką dziewczynę jak ty.- mruczał mi zmysłowo do ucha, po czym przygryzł płatek mojego ucha.
-Ej!- wydarłam się na co on zareagował napadem śmiechu.
-Weź mi idź idę się przebrać może pogram sobie z wami.
-Nie pozwalam!- zaprotestował.
-Ważne że Luis pozwala!- cmoknęłam, mijając go,
Skierowałam się do damskiej szatni.
Zajęłam swoją szafkę, spoglądając na zegarek.
Miałam 15 minut.
Ze spokojem przebrałam się w strój i zawiązując korki skierowałam się na murawę.
Poprawiłam swojego koczka na głowie i jeszcze byłam pięć minut przed czasem.
Usiadłam na ławce rezerwowych czekając na któregoś z gamoni.
Pierwsze przyszedł Alba ze skręconą kostką co wyjaśniało jego szybkie przyjście, gdyż szatnie zawsze opuszczał na samym końcu.
-Patrz co mi zrobili!- oburzony założył ręce na klatkę piersiową.
-Właśnie widzę bidulku.- udawałam poważną, co bardzo dobrze mi szło.
-Oni tak zawsze?- zapytałam patrząc na godzinę na telefonie Jordiego.
-Pytasz a wiesz.- posłał mi firmowy uśmieszek spoglądając na wejście w którym pojawiali się piłkarze z małym głośnikiem.
Wydobywała się z niego dość przyjemna dla ucha nuta, a ci ruszali się w jej rytm śpiewając, miałam z nich niezły ubaw dopóki nie usłyszałam słów piosenki. A z powodu że byłam jedną dziewczyną zaczęłam płonąć niczym żywa pochodnia.
-Żeglując w dal, pędząc co sił
Zostawmy wszystko gdzieś za nami
Złamałaś szyfr do naszych serc
Jesteśmy w szczęściu tak pijani.- śpiewali razem zbliżając się coraz bliżej nas.
Nie wiedziałam co na to powiedzieć więc podnosząc się z miejsca, tak żeby nie zauważyli moich rumieńców zaczęłam tańczyć razem z nimi.
Co po chwilę lądowałam w rękach innego piłkarza.
Lecz gdy przyszedł czas na refren zostawili mnie na środku murawy i zaśpiewali jak najlepiej potrafili.
-Ty jesteś inna, ja uwielbiam twój śmiech
A wszyscy ludzie dokoła tacy sami
Ty jesteś inna, tobie nie przeszkadza deszcz
Bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- poczułam jak ktoś delikatnie łapie mnie za rękę zaczynając kolejną zwrotkę.
Obracał mną na wszystkie strony, a jego lekko zachrypnięty głos dodawał mu uroku.
-Tak kocha się jedynie raz
Źródło miłości bije stale
To z tobą gdy gra szybki bit
Ja pragnę tańczyć wolny taniec.- złapał mnie w pasie powoli kołysząc to w lewo to w prawo.
-Jak znów będzie refren skocz tak żeby wylądować na moich biodrach oplatając je nogami. Nie bój się złapie cię.- wymamrotał ledwo słyszalnie.
Oddaliłam się bardzo daleko od niego.
Oblał mnie zimny pot, oczy wszystkich patrzyły się w moją stronę.
Byłam skrępowana,lecz postanowiłam się wyluzować.
-Ty jesteś inna, ja uwielbiam twój śmiech.- zebrałam się w sobie skacząc na chłopaka.
-A wszyscy ludzie dokoła tacy sami- zchylił się ze mną.
-Ty jesteś inna, tobie nie przeszkadza deszcz- jego twarz była coraz bliżej mojej
-Bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- zachłannie wpił się w moje wargi.
Zdziwione oczy wszystkich spojrzały na naszą dwójkę.




Od autorki: Proszę obiecany rozdział.
W środę niestety nie dałam rady.
Przepraszam..
Ale oceńcie jak wyszedł dziś..
Czekam na szczere opnie. Następny tak na przełomie środa/czwartek. Może wcześniej.. :) :* 

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 9 "Wierzę, ale.."

~*~

-Mój nadgarstek!- oburzona wystawiłam prawą rękę w jego stronę.
-Patrz co mi zrobiłeś!- nie dawałam mu się wcale odezwać, tylko opieprzałam go za czerwone ślady.
-No przepraszam nie chciałem.- musnął ustami 'ranę' uśmiechając się szeroko.
-Może jeszcze lód ci przyłożyć.- zaczął się ze mnie nabijać.
-Pewnie, będę miała czym w ciebie rzucać.- zaśmiałam się siadając na blacie.
-Ha-ha-ha, ale się uśmiałem.- ironizował szukając przepisu na pizze.
-To nie miało być śmieszne, a szczere.- wytknęłam w jego kierunku język.
-To po co się śmiałaś?- odwrócił się w moją stronę z kawałkiem kartki w łapie.
-Bo lubię cię drażnić.- posłałam mu całusa wybuchając nieopanowanym śmiechem.
Chłopak widząc moje zachowanie pokręcił jedynie niedowierzająco głową i zaczął grzebać po szafkach.
-Czego szukasz?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Mąki.- odparł beznamiętnie nawet na mnie nie patrząc.
-Druga półka na samym wierzchu.- uśmiechnęłam się ukazując szereg śnieżnobiałych ząbków.
Nic nie odpowiedział tylko szukał dalej kolejnych składników.
-Ney..- patrzyłam na niego strasznie skrępowana.
-Neymar.- szepnęłam, a ten nadal nic.
-Neymarze da-Silvo Santosie Juniorze słyszysz mnie ?!- krzyknęłam podchodząc do niego.
-Tak nie jestem głuchy.- burknął.
-Jesteś zły?- stanęłam przed nim, zasłaniając mu przyprawy leżące w koszyku.
W tej chwili właśnie zwrócił na mnie swój wzrok.
Jego tęczówki pierwszy raz tak mocno lśniły, jego usta rozchylały się jakby miał coś powiedzieć, ale..
Nie zrobił tego.
Odwrócił się i podszedł do zlewu myjąc dokładnie dłonie.
-Pomożesz mi czy będziesz tak stać?- odparł, a kącik jego ust uniósł się lekko do góry.
-A co mam robić nędzny kucharzyno.- brechałam z niego, a ten nawet nie raczył nic powiedzieć tylko szykował mi pieczarki do pokrojenia i paprykę.
-Co ty taki dzisiaj nie w sos?- próbowałam do niego dotrzeć, ale bez skutecznie.
Nie chce ze mną rozmawiać jego sprawa! Ja się prosić nie będę.
Włączyłam radio jak najgłośniej się dało, ruszając biodrami w rytm lecącej piosenki.
Miałam go gdzieś! Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Po naszemu:
Jak Neymar Ali, tak Ala Neymarowi.
Stukałam palcami o deskę krojąc *grzyby które przed chwilą umyłam.
Niestety jestem taką niezdarą że przy tym przecięłam się i to dość głęboko.
Syknęłam z bólu podbiegając do kranu.
Odkręciłam kurek z zimną wodą, czując ulgę wypełniającą mnie od środka.
-Pokaż.- usłyszałam za sobą cichy głos piłkarza.
-Nie potrzebuje łaski- stałam sztywno nie mogąc zrobić żadnego kroku.
-Widzę że potrzebujesz pomocy.- ujął moją dłoń i szybko pobiegł po apteczkę.
-Ja pierdole.- bąknęłam.
-Nie pierdol bo ci się rodzina powiększy- usłyszałam jego donośny śmiech.
-Tylko zero wody utlenionej!- pogroziłam mu palcem.
-Muszę ci to odkazić. Nie będzie bolało.- mrugnął do mnie okiem wpuszczając ciecz do mojej rany.
-Aaa...- zamknęłam oczy.
-Ty wiesz jak to szczypie.- walnęłam go pięścią w klatkę piersiową.
-Domyślam się.- pocałowałam mnie w czoło.
-Zaklej to.- chwyciłam go za koszulkę jedną ręką i wgramoliłam na barowe krzesełko.
- Spryciula.- owinął mi palec bandażem i gdy już myślałam że wszystko okey znów zamilkł.
-Co jest ze mną nie tak co? Czemu taki jesteś?!- założyłam ręce na piersi.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?!- zbliżył się do mnie napinając mięśnie.
-Inaczej bym nie pytała!- wycedziłam przez zęby.
A on wpił się w moje usta, najpierw dość zachłannie ich smakował, jednak po chwili coraz bardziej delikatnie i subtelnie.
Nie wierzyłam w to co się dzieje, lecz pomimo to oddawałam każdy z pocałunków.
Czułam dziwne uczucie w podbrzuszu które nie chciało mnie opuścić.
Przyciągało mnie chyba nawet do niego jeszcze mocniej.
-Brakowało mi już tchu- wysapałam prosto w jego usta.
Wciąż stykaliśmy się czołami chcąc uspokoić swoje oddechy.
-Kocham Cię Alicja, jak jeszcze nikogo, uwierz mi.- spuścił wzrok patrząc na swoje buty.
-Wierzę, ale..


Ważne!
Od autorki:
Wiem że trochę zaniedbałam ostatnimi czasy blogi. Sama nw jak to się stało.
Więc dlatego macie dziś choć taki krótki żeby nie było że już przestałam pisać.. bo takie słuchy też mnie dochodziły.
Chciałam wam przekazać że na 1000% rozdział w środę.
Ale nie chcę żebyście się przyzwyczajały rozdziały będą co pięć siedem dni.
Ogólem rozdział mi się podoba choć krótki liczę na komentarze.
Bo chcę na nowy rok policzyć ile was jest ! :*
Ten kto skomentuje tego informuje,
:* albo jeszcze następny. :D