~*~
"Może jeszcze nie dzisiejszej nocy, nie za tydzień, nie za trzy miesiące, ale kiedyś na pewno. Z czasem wszystko się uspokoi. rany pokryją się delikatną blizną, której nie zdołam rozdrapać. Niekiedy dotknę jej tylko i przypomnę sobie. W głowie stanie mi obraz Jego uśmiechu, magicznego spojrzenia. W końcu całe moje życie wróci do normy. Podświadomość skończy poddawać mi chore pomysły, serce przestanie rozpaczać, a ja oduczę się kochać. Wystarczy poczekać. uda się. na pewno się uda."
~*~
~*~
-Alice..- uchylił drzwi pokoju na rękach trzymając ślicznego białego szczeniaczka.
-Nie śpiąca królewna.- syknęłam w jego kierunku. W tym samym momencie do pokoju wparował rozzłoszczony Sergio.
-Miałeś tu nie wchodzić!- wydarł się na niego wściekły.
-Okłamałeś mnie! Mówiłeś że jej tu nie ma, tak się zachowuję przyjaciel?!- krzyczał na niego Brazylijczyk.
Nie mogłam już powoli znieść tej wymiany słów, obawiałam się że za chwilę któryś oberwie w zęby albo jeszcze gorzej.
-STOP!- stanęłam między nimi poirytowana, dzięki czemu obdarowali mnie wrogimi spojrzeniami.
Jednak nie mogłam dopuścić do tego żeby pokłócili się o mnie, od zawsze byli nie rozłączni, a teraz miałam im to zniszczyć? Nigdy! Ich przyjaźń jest najważniejsza.
-Roberto idź na dół jak będzie coś się działo zawołam cię.- dotknęłam delikatnie jego ramienia, a on z grymasem na twarzy, ale wykonał moją prośbę.
-A ty czego tu szukasz, nie dość mnie zraniłeś!?- podeszłam do niego zabierając mu z rąk psa.
-Ja ci muszę to wszystko wyjaśnić, zrozum że to nieporozumienie.- chwycił mnie za nadgarstek, lecz szybko się mu wyrwałam siadając na łóżku.
-Nieporozumienie?! Czy ty nieporozumieniem nazywasz bycie ze mną, czy zaręczyny z Bruną, a może to że się o wszystkim dowiedziałam?- ryknęłam na niego.
Nawet nie wiedziałam jak to brzmi, nie interesowało mnie to, chciałam tylko tyle żeby poczuł mój ból.
-Wcale nie. Daj mi wszystko wytłumaczyć?- patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi tęczówkami przepełnionymi nadzieją.
-Nie, nie będziesz mi się tłumaczyć. Ja dobrze wszystko wiem. Nie potrzebuje jakiś twoich wymówek i kłamstw.
A go przyniosłeś dlaczego? Miałeś poczucie winy?- warknęłam, a śnieżnobiałe zwierzątko wciąż tuliło się do mojej nogi.
-Przestań, ja cie kocham jak nikogo jeszcze nigdy, nie okłamałbym cię. - kucnął naprzeciwko mnie chwytając za obie ręce.
-Skończ, nie pasuje mi to!- podniosłam się do pionu i w ekspresowym tempie ruszyłam do łazienki Barcelońskiej "20" łączącej się z tą sypialnią.
Chłopak chciał mnie dogonić, jednak wszystkie jego starania poszły na marne.
-Czemu nie dajesz mi szansy nic powiedzieć.- walił w drzwi.
Serce podeszło mi do gardła, jeszcze chwila w jednym pomieszczeniu z nim, a bym uległa, kazałabym mu wszystko opowiedzieć i pewnie nawet wybaczyła!
Oczy momentalnie mi się za szkliły, straciłam siły żeby na niego krzyczeć.
Zjechałam na dół po drzwiach roztrzęsiona.
Powoli przymykałam oczy, a po moich policzkach spływała słona substancja.
Cicho szlochałam, aby tylko nie słyszał.
Byłam bezsilna pomimo wszystkiego co mi zrobił nadal go Kocham!
-Odejdź ja już nie chcę pamiętać tych wszystkich momentów.- wybełkotałam krztusząc się łzami bezsilna.
Raczej wykonał moje polecenie, bo po kilku minutach usłyszałam głośny huk drzwi.
Wstałam na równe nogi podchodząc do lustra.
Jestem naiwna myśląc że od tego da się uwolnić, jak się już kiedyś zaczęło ciąć nigdy się nie przestanie.
Sięgnęłam ręką do małej szafeczki wyciągając błyszczącą żyletkę.
Zadawałam sobie nią kolejne rany.
Swoje ciało traktowałam jak płótno, chciałam wyrazić na nim krzywdę wyrządzoną przez piłkarza.
Miałam zrobić kolejną oznakę nienawiści do życia, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk szarpanych drzwi.
Był to zmartwiony pan domu, przychodzący z jednym ważnym zapytaniem:
Gdyby mógł widzieć to co robię, pewnie w tamtej chwili nie odszedłby spod drzwi, na moje szczęście jednak to zrobił i mogłam odetchnąć z ulgą.
Jednak nie mogłam dopuścić do tego żeby pokłócili się o mnie, od zawsze byli nie rozłączni, a teraz miałam im to zniszczyć? Nigdy! Ich przyjaźń jest najważniejsza.
-Roberto idź na dół jak będzie coś się działo zawołam cię.- dotknęłam delikatnie jego ramienia, a on z grymasem na twarzy, ale wykonał moją prośbę.
-A ty czego tu szukasz, nie dość mnie zraniłeś!?- podeszłam do niego zabierając mu z rąk psa.
-Ja ci muszę to wszystko wyjaśnić, zrozum że to nieporozumienie.- chwycił mnie za nadgarstek, lecz szybko się mu wyrwałam siadając na łóżku.
-Nieporozumienie?! Czy ty nieporozumieniem nazywasz bycie ze mną, czy zaręczyny z Bruną, a może to że się o wszystkim dowiedziałam?- ryknęłam na niego.
Nawet nie wiedziałam jak to brzmi, nie interesowało mnie to, chciałam tylko tyle żeby poczuł mój ból.
-Wcale nie. Daj mi wszystko wytłumaczyć?- patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi tęczówkami przepełnionymi nadzieją.
-Nie, nie będziesz mi się tłumaczyć. Ja dobrze wszystko wiem. Nie potrzebuje jakiś twoich wymówek i kłamstw.
A go przyniosłeś dlaczego? Miałeś poczucie winy?- warknęłam, a śnieżnobiałe zwierzątko wciąż tuliło się do mojej nogi.
-Przestań, ja cie kocham jak nikogo jeszcze nigdy, nie okłamałbym cię. - kucnął naprzeciwko mnie chwytając za obie ręce.
-Skończ, nie pasuje mi to!- podniosłam się do pionu i w ekspresowym tempie ruszyłam do łazienki Barcelońskiej "20" łączącej się z tą sypialnią.
Chłopak chciał mnie dogonić, jednak wszystkie jego starania poszły na marne.
-Czemu nie dajesz mi szansy nic powiedzieć.- walił w drzwi.
Serce podeszło mi do gardła, jeszcze chwila w jednym pomieszczeniu z nim, a bym uległa, kazałabym mu wszystko opowiedzieć i pewnie nawet wybaczyła!
Oczy momentalnie mi się za szkliły, straciłam siły żeby na niego krzyczeć.
Zjechałam na dół po drzwiach roztrzęsiona.
Powoli przymykałam oczy, a po moich policzkach spływała słona substancja.
Cicho szlochałam, aby tylko nie słyszał.
Byłam bezsilna pomimo wszystkiego co mi zrobił nadal go Kocham!
-Odejdź ja już nie chcę pamiętać tych wszystkich momentów.- wybełkotałam krztusząc się łzami bezsilna.
Raczej wykonał moje polecenie, bo po kilku minutach usłyszałam głośny huk drzwi.
Wstałam na równe nogi podchodząc do lustra.
Jestem naiwna myśląc że od tego da się uwolnić, jak się już kiedyś zaczęło ciąć nigdy się nie przestanie.
Sięgnęłam ręką do małej szafeczki wyciągając błyszczącą żyletkę.
Zadawałam sobie nią kolejne rany.
Swoje ciało traktowałam jak płótno, chciałam wyrazić na nim krzywdę wyrządzoną przez piłkarza.
Miałam zrobić kolejną oznakę nienawiści do życia, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk szarpanych drzwi.
Był to zmartwiony pan domu, przychodzący z jednym ważnym zapytaniem:
Gdyby mógł widzieć to co robię, pewnie w tamtej chwili nie odszedłby spod drzwi, na moje szczęście jednak to zrobił i mogłam odetchnąć z ulgą.
~*~
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez żaluzje.
Byłam na siebie zła że wczoraj przed położeniem się spać nie zasłoniłam jej do końca.
Jęknęłam cicho pod nosem ruszając w tamtą stronę.
Powolnymi ruchami zasłoniłam ją do końca, znów rzucając się bezwładnie na łóżko.
Całe ciało mnie szczypało (z wiadomych przyczyn), przez co na niczym innym nie mogłam się skupić.
Leżałam tak słuchając muzyki lecącej z mojego telefonu i próbowałam pozbierać się.
Chciałam z uśmiechem na ustach jak gdyby nigdy nic się nie stało zejść na dół i przywitać z Sergio.
Niestety nie potrafiłam, gapiłam się tylko tempo w sufit zdobywając powoli na to odwagę.
Co ja mówię jakie powoli?! Wlekłam się gorzej niż żółw.
Wychodząc po długich męczarniach z pokoju nie wiedziałam jak zacząć z nim rozmowę.
Każda część mojego ciała cierpiała coraz mocniej przy krokach jakie robiłam.
Miałam ochotę zniknąć stąd i już nigdy nie wrócić.
-Oo.. wstałaś.- obdarował mnie minimalnym uśmiechem brunet.
-Też mi miło cię widzieć.- mrugnęłam do niego okiem wchodząc do salonu.
-Wygodne mam łóżko?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
-Da się przeżyć.- machnęłam ręką, upijając większy łyk jego kawy.
-Ej.. to Moje!- założył ręce na piersi naburmuszony.
-Pan obrażalski, zrobię ci drugą.- usiadłam na jego kolanie czego od razu pożałowałam.
Nogi mnie pażyły, tak że tylko modliłam się w duchu oby Hiszpan nie miał zamiaru się wydurniać, bo to mogłoby się skończyć fatalnie.
Ale czego się dziwić jak na cięcia założyłam obcisłe jeansy!
-To maszeruj.- objął mnie ramionami.
-Jak teraz mam iść?!- wzrokiem powędrowałam na jego dłonie, na co się wyszczerzył.
-Jeszcze chwilę możesz tak posiedzieć, zezwalam.- uwiesił głowę na moim ramieniu.
-Pff.. zezwalam.- zaśmiałam się cicho.
-Dobra idź teraz bo chce mi się bardzo pić.- odparł opróżniając do reszty kubek z czarną cieczą.
-Okey, okey.- podniosłam ręce w geście obrony, idąc do kuchni.
-Gdzie masz kawę..?- podrapałam się po głowie.
-Druga szafka od okna po twojej lewej.- otworzyłam ją w chęci znalezienia choć jednego pudełka.
-Nie ma!- zawyłam zła.
-Jak może nie być?- wszedł do kuchni zdziwiony.
-Ala ty krwawisz?- wycedził po chwili szeroko wytrzeszczając oczy.
-Musimy jechać do szpitala natychmiast.- zakomunikował, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
-Nie, nie musimy.- podeszłam do lustra na korytarzu patrząc na spodnie.
-Jak to przecież..
-Nie ma przecież, to jest tylko i wyłącznie moja wina.- wskazałam na czerwone pasy.
-Twoja?- przełknął głośno ślinę.
-Co ty zrobiłaś?!- zapytał zmartwionym głosem, a mi się zrobiło go szkoda, nie zasługiwał żeby go kłamać, a ja to perfidnie wczoraj zrobiłam.
-Musiałam to było silniejsze ode mnie, czułam się skrzywdzona i..
-Teraz już to nie ważne, choć na górę.- ujął moją dłoń i wbiegł na schody.
-Ściągaj to.- rozkazał automatycznie widząc na rękawach przy mojej bluzce również krwiste plamki.
-Tutaj?- spojrzałam na niego z nadzieją że powie nie.
-A gdzie? Może znów w łazience żeby przybyło tego czegoś?!- nie umiał nawet nazwać mojego aktu bezradności.
-Dobra już nic nie mówię, tylko nie krzycz.- posłusznie wykonałam jego polecenie, a on wyciągnął z szafy apteczkę.
Najpierw delikatnie przemył mi miejsca "skaleczeń", następnie owijając je białymi bandażami.
-Ubierz sobie to.- położył przy mnie jego bluzkę, wychodząc z pokoju.
Przebrałam się w nią po dłuższym namyślę, przeglądając w lustrze.
Była mi dużo za duża przez co zakrywała ślady na nogach.
Niestety u góry posiadała krótki rękaw pokazujący wszystko co chciałam ukryć.
Będąc już na dole zaczęłam szukać Hiszpana. Znalazłam go tak jak się spodziewałam w pokoju gościnnym, gdzie pił sok pomarańczowy.
-Miałaś racje skończyła się kawa, a myślałem że jeszcze jej trochę się zostało.- wysilił się na znikomy uśmiech.
-Heh..- usiadłam obok niego już bardziej spokojna.
Nie odzywał się już potem do mnie, patrzył w jeden punkt unikając zetknięcia się z moimi oczami.
Robiło się mi głupio, zraniłam go.
Zraniłam swojego przyjaciela!
-Przepraszam.- uderzyłam go w bok, żeby zwrócił uwagę na moją skromną osobę.
-Za co mnie przepraszasz? Odbiło ci, ty mnie nie musisz przepraszać. Przeproś swoje ciało.- wymamrotał ledwo słyszalnie ostatnie trzy słowa.
-Jaa..- nie dał mi dokończyć tylko mocno mnie przytulił.
-Nie dam cię już nikomu tak potraktować- pocałował mnie w czubek czoła.
Jeszcze bardziej wtuliłam się w jego tors.
Leżałam tak słuchając muzyki lecącej z mojego telefonu i próbowałam pozbierać się.
Chciałam z uśmiechem na ustach jak gdyby nigdy nic się nie stało zejść na dół i przywitać z Sergio.
Niestety nie potrafiłam, gapiłam się tylko tempo w sufit zdobywając powoli na to odwagę.
Co ja mówię jakie powoli?! Wlekłam się gorzej niż żółw.
Wychodząc po długich męczarniach z pokoju nie wiedziałam jak zacząć z nim rozmowę.
Każda część mojego ciała cierpiała coraz mocniej przy krokach jakie robiłam.
Miałam ochotę zniknąć stąd i już nigdy nie wrócić.
-Oo.. wstałaś.- obdarował mnie minimalnym uśmiechem brunet.
-Też mi miło cię widzieć.- mrugnęłam do niego okiem wchodząc do salonu.
-Wygodne mam łóżko?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
-Da się przeżyć.- machnęłam ręką, upijając większy łyk jego kawy.
-Ej.. to Moje!- założył ręce na piersi naburmuszony.
-Pan obrażalski, zrobię ci drugą.- usiadłam na jego kolanie czego od razu pożałowałam.
Nogi mnie pażyły, tak że tylko modliłam się w duchu oby Hiszpan nie miał zamiaru się wydurniać, bo to mogłoby się skończyć fatalnie.
Ale czego się dziwić jak na cięcia założyłam obcisłe jeansy!
-To maszeruj.- objął mnie ramionami.
-Jak teraz mam iść?!- wzrokiem powędrowałam na jego dłonie, na co się wyszczerzył.
-Jeszcze chwilę możesz tak posiedzieć, zezwalam.- uwiesił głowę na moim ramieniu.
-Pff.. zezwalam.- zaśmiałam się cicho.
-Dobra idź teraz bo chce mi się bardzo pić.- odparł opróżniając do reszty kubek z czarną cieczą.
-Okey, okey.- podniosłam ręce w geście obrony, idąc do kuchni.
-Gdzie masz kawę..?- podrapałam się po głowie.
-Druga szafka od okna po twojej lewej.- otworzyłam ją w chęci znalezienia choć jednego pudełka.
-Nie ma!- zawyłam zła.
-Jak może nie być?- wszedł do kuchni zdziwiony.
-Ala ty krwawisz?- wycedził po chwili szeroko wytrzeszczając oczy.
-Musimy jechać do szpitala natychmiast.- zakomunikował, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
-Nie, nie musimy.- podeszłam do lustra na korytarzu patrząc na spodnie.
-Jak to przecież..
-Nie ma przecież, to jest tylko i wyłącznie moja wina.- wskazałam na czerwone pasy.
-Twoja?- przełknął głośno ślinę.
-Co ty zrobiłaś?!- zapytał zmartwionym głosem, a mi się zrobiło go szkoda, nie zasługiwał żeby go kłamać, a ja to perfidnie wczoraj zrobiłam.
-Musiałam to było silniejsze ode mnie, czułam się skrzywdzona i..
-Teraz już to nie ważne, choć na górę.- ujął moją dłoń i wbiegł na schody.
-Ściągaj to.- rozkazał automatycznie widząc na rękawach przy mojej bluzce również krwiste plamki.
-Tutaj?- spojrzałam na niego z nadzieją że powie nie.
-A gdzie? Może znów w łazience żeby przybyło tego czegoś?!- nie umiał nawet nazwać mojego aktu bezradności.
-Dobra już nic nie mówię, tylko nie krzycz.- posłusznie wykonałam jego polecenie, a on wyciągnął z szafy apteczkę.
Najpierw delikatnie przemył mi miejsca "skaleczeń", następnie owijając je białymi bandażami.
-Ubierz sobie to.- położył przy mnie jego bluzkę, wychodząc z pokoju.
Przebrałam się w nią po dłuższym namyślę, przeglądając w lustrze.
Była mi dużo za duża przez co zakrywała ślady na nogach.
Niestety u góry posiadała krótki rękaw pokazujący wszystko co chciałam ukryć.
Będąc już na dole zaczęłam szukać Hiszpana. Znalazłam go tak jak się spodziewałam w pokoju gościnnym, gdzie pił sok pomarańczowy.
-Miałaś racje skończyła się kawa, a myślałem że jeszcze jej trochę się zostało.- wysilił się na znikomy uśmiech.
-Heh..- usiadłam obok niego już bardziej spokojna.
Nie odzywał się już potem do mnie, patrzył w jeden punkt unikając zetknięcia się z moimi oczami.
Robiło się mi głupio, zraniłam go.
Zraniłam swojego przyjaciela!
-Przepraszam.- uderzyłam go w bok, żeby zwrócił uwagę na moją skromną osobę.
-Za co mnie przepraszasz? Odbiło ci, ty mnie nie musisz przepraszać. Przeproś swoje ciało.- wymamrotał ledwo słyszalnie ostatnie trzy słowa.
-Jaa..- nie dał mi dokończyć tylko mocno mnie przytulił.
-Nie dam cię już nikomu tak potraktować- pocałował mnie w czubek czoła.
Jeszcze bardziej wtuliłam się w jego tors.
~*~
PRZEPRASZAAAAAM..
Spóźniłam się z rozdziałem ;(
Niestety byłam chora i nie miałam kompletnie na to głowy.
Wgl.. przez to wszystko zjebałam ten rozdział. I ogromnie przepraszam.
Następny będzie długi i ciekawy.
Czy Ala wybaczy Neymarowi?
A może będzie z Sergio?
Chyba że wyjedzie?
Życzcie mi weny i do następnego.
Spóźniłam się z rozdziałem ;(
Niestety byłam chora i nie miałam kompletnie na to głowy.
Wgl.. przez to wszystko zjebałam ten rozdział. I ogromnie przepraszam.
Następny będzie długi i ciekawy.
Czy Ala wybaczy Neymarowi?
A może będzie z Sergio?
Chyba że wyjedzie?
Życzcie mi weny i do następnego.
.jpeg)

.jpeg)


.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)