~*~
"Być może to miał być wieczór, który odmieni całe moje życie. Może to miała być noc, która miała wpłynąć na każdą moją następną decyzję. Jednak los nie pozwala abym mogła wreszcie coś z Tobą zrobić. To on nadal sprawia, że stoimy w miejscu, zawieszeni pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością. Ty nie dajesz o sobie zapomnieć, ciągle sprawiasz, że nie mogę odejść, a rzeczywistość idzie Twoim tropem i również robi wszystko, abym jeszcze przez chwilę nie mogła zadecydować, że musimy się rozstać. Chciałabym żebyś się przyznał, że nie potrafisz o mnie zapomnieć, chociaż Twoje gesty, one sprawiają, że między wierszami da się wyczytać, że jednak w jakiś sposób za mną tęsknisz. To wszystko tak bardzo miesza mi w głowie. Nic nie jest jasne, nic nie jest proste. Nie potrafię podjąć żadnej sensownej decyzji, a miłość mi wcale nie pomaga. Nasza sytuacja jest bardziej skomplikowana niż kiedyś myślałam.."
~*~
Siedziałam na kanapie w salonie, w rękach trzymając gorący kubek herbaty.
Cała się trzęsłam.. Roberto nie było już dobre 3 godziny, a powiedział że jedzie tylko na trening i od razu wraca do mnie.
A wątpię żeby samemu trenerowi, chciało się tyle czasu z nimi ćwiczyć, zawsze było to maximum 120 minut.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach.
Szybko podniosłam się do pionu wbiegając na korytarz.
-Czemu cię tak długo nie było, martwiłam się.- podeszłam do niego mocno przytulając.
Dopiero gdy byłam blisko niego zobaczyłam krew na jego twarzy.
-Gdzie ty byłeś?- dotknęłam jego policzka.
-Chciałem.. a z resztą nie ważne.- odwrócił się do mnie tyłem i zaczął jak gdyby nigdy nic ściągać buty.
-Sergio masz mi powiedzieć?- byłam uparta w duchu wciąż prosząc Boga żeby to nie było nic związanego z Neymarem.
Piłkarz jednak wciąż bez żadnego słowa odwiązywał sznurówki od trampków.
-Czemu ty jesteś taki uparty?- pociągnęłam go za ramię w swoją stronę.
-Bo tak, po co ci to wiedzieć?- wziął swoją torbę adidasa, idąc na górę.
-Chwila, ja nie skończyłam!- chwyciłam czarny pasek od niej już lekko poirytowana.
-Nie potrzebujesz więcej problemów i tak masz ich w nadmiarze.- wycedził zbywając moją osobę.
-Czasami jesteś nie do zniesienia.- zbiegłam z powrotem do salonu.
Zabrałam z blatu mój telefon i miałam zamiar jak najszybciej opuścić ten dom.
Przecież u państwa da-Silva mam swój pokój, kochającą rodzinę. Czego ja więcej potrzebuję?
Ahh.. tak zapomniałam, przydałoby się zlikwidować jednego domownika!
Ale przecież nie muszę się do niego odzywać?!
Nacisnęłam klamkę, gdy nagle z impetem ktoś odepchnął mnie od niej.
-Porozmawiajmy.- powiedział błagalnym tonem brunet, odgradzając mi drogę wyjścia.
-Teraz nagle porozmawiajmy, a może ja już nie chce nic wiedzieć!- krzyknęłam na niego oburzona.
-Przepraszam, nie chciałem taki być, ale jak ja się z tym wieczorem trenerowi pokaże?- zawył wskazując na ranę pod okiem.
-Dobra nic się nie stało. Powiesz mi wszystko to coś wymyślimy.- mrugnęłam do niego okiem.
-Chodź..- chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do stołu.
-Herbatę? - spojrzałam na niego zabierając swój kubek jeszcze ciepłej cieczy.
-Nie..- westchnął ciężko, a ja poleciałam po apteczkę do sypialni, którą ostatnio opatrywał mi moje ręce i nogi Hiszpan.
-Pokaż mi to.- przekręciłam jego głowę, delikatnie odkażając znajdujące się na niej przecięcie.
-Ała...- syknął z bólu spoglądając mi w oczy.
-To nie moja wina że mam to coś.- rozłożył dłonie w geście bezradności.
-Teraz możesz mówić.- uśmiechnęłam się blado, kończąc swoją "pracę".
-Neya nie było na treningu, więc stwierdziłem że musiał gdzieś pojechać i wpadłem na pomysł żeby jechać ci po kilka ubrań. Pojechałem do ciebie pod dom i zapukałem, otworzyła mi twoja mama, pytała o ciebie, powiedziałem że wrócisz jutro po południu.
Poszedłem do twojego pokoju i spakowałem kilka twoich rzeczy gdy usłyszałem głos Neymara, gadał z kimś przez telefon i jak gdyby nigdy nic wszedł do twojego pokoju z tym..- wyciągnął z kieszeni kopertę kładąc ją pomiędzy nami.
-..Zaczął na mnie krzyczeć że zabieram cię rodzicom i mu, że nie zabiorę twoich ubrań, bo wtedy już nigdy żaden z nich cie nie zobaczy chyba że w telewizorze jak będziesz grać. Pobiliśmy się przez to i spadłem na kant. Stąd to i ten siniak obok. Potem bardzo szybko wyszedłem stamtąd i wyrwałem mu z rąk te białą kopertę.- powiedział na jednym wdechu, a ja zamarłam.
-Bójka?! Nie wierzę..- schowałam twarz w dłoniach cicho łkając.
-Cichutko. Tylko nie płacz, dlatego nie chciałem ci mówić, bo byś cierpiała.- przytulił mnie do swojej klatki piersiowej.
-Czemu to takie trudne.- wymamrotałam ledwo słyszalnie.
-Nie mam pojęcia- objął mnie jeszcze mocniej, głaszcząc po włosach.
-Jestem idiotką, przecież on nigdy nie był by z takim kimś jak ja jestem bezwartościowa, brzydka, a na dodatek naiwna!- wydarłam się zalewając coraz większą ilością łez.
-Wcale nie, nie gadaj takich głupot. Potrzebujesz kogoś, dla kogo będziesz żyć, istnieć w jego marzeniach i snach, dla kogo będziesz jedyna, najpiękniejsza, cudowna, wyjątkowa, dla kogo będziesz idealna nawet ze swoimi wadami, kogoś kto będzie mówił ci :"Kocham" każdego dnia. Rozumiesz??- uchwycił moją twarz w swoje dłonie, patrząc głęboko w oczy.
Nie miałam siły się odzywać, to mnie przerastało.
Jeszcze głośniej płakałam, jakby płacz miał być odpowiednikiem bólu jaki w sobie kryłam.
-Uspokój się, nie lubię gdy jesteś smutna.- pocałował mnie w czoło.
-Chcę zostać sama, proszę..- zerknęłam na niego, a woda która znów zbierała się w moich oczach, rozmazywała mi obraz.
-Nic sobie nie zrobię.- wysiliłam się na lekki uśmiech.
-Dobrze, jakby coś krzycz po mnie.- musnął mój policzek idąc na górę.
Niepewna czy chce zobaczyć co jest w środku przedmiotu leżącego na dębowym blacie, wyciągnęłam w jego kierunku dłoń.
Obejrzałam się za siebie i nabierając dużo powietrza do płuc, udarłam górę, przez co wypadła na moje kolana kartka zgięta na pół z moim imieniem.
Wypuszczając zdenerwowana dwutlenek węgla z płuc, otworzyłam list zaczynając go czytać..
"Alice.."
.. wiem że jak to czytasz, pewnie masz w głowie straszny mętlik i nie wiesz co ze sobą zrobić.
Nie dziwie ci się, ale ja nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, jesteś taka krucha.
Nie mogę sobie wybaczyć że wtedy od razu za tobą nie wybiegłem, może wtedy nie spędziłabyś tej nocy u Roberto.
Jest moim przyjacielem, lecz widzę jak na ciebie patrzy.
Kocha cię pewnie podobnie jak ja, tyle że moje uczucie jest szczere.
Chcę żebyś była szczęśliwa, a wiem że tak będzie tylko gdy będziesz ze mną.
Ta sytuacja w restauracji to wymysł Bruny. Ja z nią zerwałem gdy tylko powiedziałaś mi KOCHAM CIĘ.
Nikt inny nie doprowadził mnie w dwóch słowach do takiego szaleństwa.
A i jeszcze jedno..
Na dnie masz coś co zabrała z mojego pokoju ona, po nocy jaką spędziłaś w moim pokoju.
Mam nadzieję że mi wybaczysz, albo chociaż porozmawiasz.
Bo nie zawiniłem i nadal Cię kocham, nie potrafię myśleć o nikim innym
Neymar.
Zajrzałam na dno koperty, znajdował tam się mój łańcuszek od rodziców.
Przez głowę przewinęła mi się tamta noc kiedy go zgubiłam i następny dzień.
Ten paraliżujący wzrok blondynki i troska w głosie, gestach, oczach..
W Brazylijczyku, po prostu.
Cały nią emanował.
Chciał żebym była szczęśliwa pomimo tego że jestem w obcym domu u obcej rodziny.
To dzięki niemu przestałam wszędzie widzieć rodziców, nie bałam się snów z nimi.
Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Ta wrogość z jego strony i pancerz jakim się okrył żebym tylko się do niego nie dostała.
Nasze wspólne robienie pizzy i ten pocałunek.
Namieszał mi nim w głowie, a następnie jeszcze bardziej występem na Camp Nou i naszą piosenką jaką wtedy do mnie śpiewał.
-Ty jesteś inna ja uwielbiam twój uśmiech, a wszyscy ludzie dookoła tacy sami. Ty jesteś inna tobie nie przeszkadza deszcz bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- zanuciłam pod nosem kawałek jej refrenu, uspokajając moje serce, które w tamtym momencie biło chyba cztery razy szybciej niż zwykle.
Nie mogłam dłużej nad tym myśleć, to by się mogło źle skończyć.
Wstałam z krzesła powolnym krokiem idąc poszukać przyjaciela.
Siedział kuchni słuchając radia i robiąc sobie kanapki.
-I jak?- spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Lepiej. Zapniesz mi to?- wskazałam na srebrny wisiorek w swoich rekach.
Dość dziwnie zmrużył oczy widząc co chce założyć.
-To od moich rodziców, tylko to mi po nich zostało.- zakomunikowałam, zadowolona że znów mogę go nosić na sobie.
-Zawsze z nim mam poczucie bezpieczeństwa, wyobrażam sobie że rodzice są nade mną i czuwają żeby nie stała mi się krzywda.- wyjaśniłam, a on zawiesił mi go na szyi.
-Rozumiem.- dotknął delikatnie mojego ramienia.
Jest dla mnie podporą i nikt go chyba nigdy nie zastąpi w tej kwestii..
NAJLEPSZY PRZYJACIEL EVER <3
Wstałam z łóżka i zeszłam na dół.
Stanęłam nad piłkarzem, szepcząc:
-Śpisz?
-Hmm..?
-Nie mogę zasnąć, to silniejsze ode mnie.- przegryzłam wargę, smutna.
-Chodź tu do mnie, może jest mało miejsca, ale się zmieścisz.- nawet nie otwierał oczu, wyglądało to jakby rozmawiał ze mną przez sen.
-Dobra to się przesuń, położę się za tobą.- przekroczyłam piłkarza i okryłam jego kołdrą.
Już zamykałam oczy, czując jak przyciąga mnie do siebie i mocno przytula do swojej klatki piersiowej.
-Śpij dobrze..- mamrocze, a ja zapadam w twardy sen..
-Czemu cię tak długo nie było, martwiłam się.- podeszłam do niego mocno przytulając.
Dopiero gdy byłam blisko niego zobaczyłam krew na jego twarzy.
-Gdzie ty byłeś?- dotknęłam jego policzka.
-Chciałem.. a z resztą nie ważne.- odwrócił się do mnie tyłem i zaczął jak gdyby nigdy nic ściągać buty.
-Sergio masz mi powiedzieć?- byłam uparta w duchu wciąż prosząc Boga żeby to nie było nic związanego z Neymarem.
Piłkarz jednak wciąż bez żadnego słowa odwiązywał sznurówki od trampków.
-Czemu ty jesteś taki uparty?- pociągnęłam go za ramię w swoją stronę.
-Bo tak, po co ci to wiedzieć?- wziął swoją torbę adidasa, idąc na górę.
-Chwila, ja nie skończyłam!- chwyciłam czarny pasek od niej już lekko poirytowana.
-Nie potrzebujesz więcej problemów i tak masz ich w nadmiarze.- wycedził zbywając moją osobę.
-Czasami jesteś nie do zniesienia.- zbiegłam z powrotem do salonu.
Zabrałam z blatu mój telefon i miałam zamiar jak najszybciej opuścić ten dom.
Przecież u państwa da-Silva mam swój pokój, kochającą rodzinę. Czego ja więcej potrzebuję?
Ahh.. tak zapomniałam, przydałoby się zlikwidować jednego domownika!
Ale przecież nie muszę się do niego odzywać?!
Nacisnęłam klamkę, gdy nagle z impetem ktoś odepchnął mnie od niej.
-Porozmawiajmy.- powiedział błagalnym tonem brunet, odgradzając mi drogę wyjścia.
-Teraz nagle porozmawiajmy, a może ja już nie chce nic wiedzieć!- krzyknęłam na niego oburzona.
-Przepraszam, nie chciałem taki być, ale jak ja się z tym wieczorem trenerowi pokaże?- zawył wskazując na ranę pod okiem.
-Dobra nic się nie stało. Powiesz mi wszystko to coś wymyślimy.- mrugnęłam do niego okiem.
-Chodź..- chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do stołu.
-Herbatę? - spojrzałam na niego zabierając swój kubek jeszcze ciepłej cieczy.
-Nie..- westchnął ciężko, a ja poleciałam po apteczkę do sypialni, którą ostatnio opatrywał mi moje ręce i nogi Hiszpan.
-Pokaż mi to.- przekręciłam jego głowę, delikatnie odkażając znajdujące się na niej przecięcie.
-Ała...- syknął z bólu spoglądając mi w oczy.
-To nie moja wina że mam to coś.- rozłożył dłonie w geście bezradności.
-Teraz możesz mówić.- uśmiechnęłam się blado, kończąc swoją "pracę".
-Neya nie było na treningu, więc stwierdziłem że musiał gdzieś pojechać i wpadłem na pomysł żeby jechać ci po kilka ubrań. Pojechałem do ciebie pod dom i zapukałem, otworzyła mi twoja mama, pytała o ciebie, powiedziałem że wrócisz jutro po południu.
Poszedłem do twojego pokoju i spakowałem kilka twoich rzeczy gdy usłyszałem głos Neymara, gadał z kimś przez telefon i jak gdyby nigdy nic wszedł do twojego pokoju z tym..- wyciągnął z kieszeni kopertę kładąc ją pomiędzy nami.
-..Zaczął na mnie krzyczeć że zabieram cię rodzicom i mu, że nie zabiorę twoich ubrań, bo wtedy już nigdy żaden z nich cie nie zobaczy chyba że w telewizorze jak będziesz grać. Pobiliśmy się przez to i spadłem na kant. Stąd to i ten siniak obok. Potem bardzo szybko wyszedłem stamtąd i wyrwałem mu z rąk te białą kopertę.- powiedział na jednym wdechu, a ja zamarłam.
-Bójka?! Nie wierzę..- schowałam twarz w dłoniach cicho łkając.
-Cichutko. Tylko nie płacz, dlatego nie chciałem ci mówić, bo byś cierpiała.- przytulił mnie do swojej klatki piersiowej.
-Czemu to takie trudne.- wymamrotałam ledwo słyszalnie.
-Nie mam pojęcia- objął mnie jeszcze mocniej, głaszcząc po włosach.
-Jestem idiotką, przecież on nigdy nie był by z takim kimś jak ja jestem bezwartościowa, brzydka, a na dodatek naiwna!- wydarłam się zalewając coraz większą ilością łez.
-Wcale nie, nie gadaj takich głupot. Potrzebujesz kogoś, dla kogo będziesz żyć, istnieć w jego marzeniach i snach, dla kogo będziesz jedyna, najpiękniejsza, cudowna, wyjątkowa, dla kogo będziesz idealna nawet ze swoimi wadami, kogoś kto będzie mówił ci :"Kocham" każdego dnia. Rozumiesz??- uchwycił moją twarz w swoje dłonie, patrząc głęboko w oczy.
Nie miałam siły się odzywać, to mnie przerastało.
Jeszcze głośniej płakałam, jakby płacz miał być odpowiednikiem bólu jaki w sobie kryłam.
-Uspokój się, nie lubię gdy jesteś smutna.- pocałował mnie w czoło.
-Chcę zostać sama, proszę..- zerknęłam na niego, a woda która znów zbierała się w moich oczach, rozmazywała mi obraz.
-Nic sobie nie zrobię.- wysiliłam się na lekki uśmiech.
-Dobrze, jakby coś krzycz po mnie.- musnął mój policzek idąc na górę.
Niepewna czy chce zobaczyć co jest w środku przedmiotu leżącego na dębowym blacie, wyciągnęłam w jego kierunku dłoń.
Obejrzałam się za siebie i nabierając dużo powietrza do płuc, udarłam górę, przez co wypadła na moje kolana kartka zgięta na pół z moim imieniem.
Wypuszczając zdenerwowana dwutlenek węgla z płuc, otworzyłam list zaczynając go czytać..
"Alice.."
.. wiem że jak to czytasz, pewnie masz w głowie straszny mętlik i nie wiesz co ze sobą zrobić.
Nie dziwie ci się, ale ja nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, jesteś taka krucha.
Nie mogę sobie wybaczyć że wtedy od razu za tobą nie wybiegłem, może wtedy nie spędziłabyś tej nocy u Roberto.
Jest moim przyjacielem, lecz widzę jak na ciebie patrzy.
Kocha cię pewnie podobnie jak ja, tyle że moje uczucie jest szczere.
Chcę żebyś była szczęśliwa, a wiem że tak będzie tylko gdy będziesz ze mną.
Ta sytuacja w restauracji to wymysł Bruny. Ja z nią zerwałem gdy tylko powiedziałaś mi KOCHAM CIĘ.
Nikt inny nie doprowadził mnie w dwóch słowach do takiego szaleństwa.
A i jeszcze jedno..
Na dnie masz coś co zabrała z mojego pokoju ona, po nocy jaką spędziłaś w moim pokoju.
Mam nadzieję że mi wybaczysz, albo chociaż porozmawiasz.
Bo nie zawiniłem i nadal Cię kocham, nie potrafię myśleć o nikim innym
Neymar.
Zajrzałam na dno koperty, znajdował tam się mój łańcuszek od rodziców.
Przez głowę przewinęła mi się tamta noc kiedy go zgubiłam i następny dzień.
Ten paraliżujący wzrok blondynki i troska w głosie, gestach, oczach..
W Brazylijczyku, po prostu.
Cały nią emanował.
Chciał żebym była szczęśliwa pomimo tego że jestem w obcym domu u obcej rodziny.
To dzięki niemu przestałam wszędzie widzieć rodziców, nie bałam się snów z nimi.
Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Ta wrogość z jego strony i pancerz jakim się okrył żebym tylko się do niego nie dostała.
Nasze wspólne robienie pizzy i ten pocałunek.
Namieszał mi nim w głowie, a następnie jeszcze bardziej występem na Camp Nou i naszą piosenką jaką wtedy do mnie śpiewał.
-Ty jesteś inna ja uwielbiam twój uśmiech, a wszyscy ludzie dookoła tacy sami. Ty jesteś inna tobie nie przeszkadza deszcz bo nawet niebo tobie sypie diamentami.- zanuciłam pod nosem kawałek jej refrenu, uspokajając moje serce, które w tamtym momencie biło chyba cztery razy szybciej niż zwykle.
Nie mogłam dłużej nad tym myśleć, to by się mogło źle skończyć.
Wstałam z krzesła powolnym krokiem idąc poszukać przyjaciela.
Siedział kuchni słuchając radia i robiąc sobie kanapki.
-I jak?- spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Lepiej. Zapniesz mi to?- wskazałam na srebrny wisiorek w swoich rekach.
Dość dziwnie zmrużył oczy widząc co chce założyć.
-To od moich rodziców, tylko to mi po nich zostało.- zakomunikowałam, zadowolona że znów mogę go nosić na sobie.
-Zawsze z nim mam poczucie bezpieczeństwa, wyobrażam sobie że rodzice są nade mną i czuwają żeby nie stała mi się krzywda.- wyjaśniłam, a on zawiesił mi go na szyi.
-Rozumiem.- dotknął delikatnie mojego ramienia.
~*~
Siedziałam na łóżku Barcelońskiej "20", nie mogąc spać.
Chłopak znów wylądował przeze mnie na nie wygodnej kanapie, a ja zamiast polecieć do krainy Morfeusza, zamartwiam się co dalej robić.
Hiszpan był tak opiekuńczy dzisiaj, zabrał mnie na przejażdżkę autobusem z super muzyką na plaże.
Potem wziął mnie na duże lody i na koniec obejrzał bardzo dobrą komedie.
Potrzebowałam tego.
Z nikim nie potrafię się tak dogadać ostatnimi czasy jak z nim.
NAJLEPSZY PRZYJACIEL EVER <3
Wstałam z łóżka i zeszłam na dół.
Stanęłam nad piłkarzem, szepcząc:
-Śpisz?
-Hmm..?
-Nie mogę zasnąć, to silniejsze ode mnie.- przegryzłam wargę, smutna.
-Chodź tu do mnie, może jest mało miejsca, ale się zmieścisz.- nawet nie otwierał oczu, wyglądało to jakby rozmawiał ze mną przez sen.
-Dobra to się przesuń, położę się za tobą.- przekroczyłam piłkarza i okryłam jego kołdrą.
Już zamykałam oczy, czując jak przyciąga mnie do siebie i mocno przytula do swojej klatki piersiowej.
-Śpij dobrze..- mamrocze, a ja zapadam w twardy sen..
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
Bójka? :/ eh. Widać że Sergio zależy na Alice.
OdpowiedzUsuńNeymar był cudowny z tym listem ;*. Mam nadzieje ze wszystko będzie dobrze ;*).
Dużo weny i do następnego *^*
Cudny! <3
OdpowiedzUsuńMogłaby porozmawiać z Neymarem ;3
Czekam na następny! ;**/Zuza
O cholerka, pobili się? :o Współczuję Alice, bo chyba już sama nie wie, co robić. Dobrze by chyba było, gdyby porozmawiała jednak z Neyem. Ale to jej decyzja. ;) Ja niecierpliwie czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńBLOG ŚWIETNY!! No cóż, rozdziały nadrobione :D mogę twojego bloga zaliczyć do mojej najlepszej trójki :p ... hmm. Co do rozdziału : Nie mam żadnych 'zastrzeżeń' chociaż opowiadanie jest twoje i ty masz na nie pomysł. Ja tylko czytań i komentuje bo nic więcej nie zostaje : tylko podziwiać talent. :) czekam na nn. ~.~
OdpowiedzUsuńNo tak to co tu napisac... przeczytalam mysle ze teraz alex zblizy sie dosergia ale oczywiscie caly czas ney bedzie sie staral i siedzial jej w glowie po jakims czasie wszystko wroci do normy i znowu beda razem. Oczywiscie twoje opowiadanie i twoj plan ty wiesz juz najlepiej co sie stanie i napewno nas czytajacych to zadowoli. Jak juz ktos powiedzial najgorsze przed nami czekanie na kolejny rozdzial, oczywiscie czekam na next i pozdrawiam <;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle Sergio opiekuńczy:)
OdpowiedzUsuńi dobrze ze Neymar oddał jej ten wisiorek:)
czekam na nast
buzi:*
lucyandneymar.blogspot.com
Mam nadzieje że sobie wszystko wyjaśnia..
OdpowiedzUsuńNeymar cudowny z tym listem u ten wisiorek *u*
Sergio hymm.. nie wiem co o nim myśleć :/
Next ! <3
http://barcaismylife.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuńrozdział świetny, ale niestety musiałam wytężyć wzrok, gdyż czcionka zlewa się trochę w tłem. :/
OdpowiedzUsuńweny życzę :*
Kocham Kocham! <3
OdpowiedzUsuńNey taki romantyczny wow wow :D I ten list, jejku..
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, bo on naprawdę zwariował na jej punkcie :)
Czekam na następny kochana moja Zdolniacho :*
I zapraszam do siebie :)
http://kopciuszek-na-boisku.blogspot.com/
<3
Dziękuje za wszystkie opinie jesteście wspaniałe. Rozdział jutro z ważną notką pod nim około 18:30 <3
Usuń