środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 8 "I nie usunę tego zdjęcia na tapecie bo jest śliczne..'

~*~

"Chcę być Twoim małym planem na przyszłość. Drobną kobietą, którą wielbiłbyś nad życie. Oczkiem w głowie, któremu zawsze zapewniałbyś bezpieczeństwo. Głodnym człowiekiem, któremu co chwilę musiałbyś przynosić jedzenie. Czasem wściekłą osobą, którą potrząsnąłbyś mocno za ramiona i szepnął wyluzuj, i tak Cię kocham."


~*~
-Sergio nie, nie mogę..- odsunęłam się od niego zakłopotana, pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji i nie miałam pojęcia jak z niej wybrnąć.
-Rozumiem, przepraszam.- wymamrotał ledwo słyszalnie drapiąc się po karku.
-Jak to rozumiesz?- spytałam patrząc się na niego jak na debila, albo co najmniej człowieka któremu chwile temu cegła spadła na łeb!
-Normalnie, wiem że jestem dziwny i kompletnie nie potrafię grać, a Neymar to ósmy cud świata. Nie dziwię się że wolisz go.- jego słowa kompletnie zbiły mnie z tropu.
Zamurowało mnie.. myślałam że ma bardzo wysoką samoocenę jak każdy piłkarz, a jednak..
-Czemu tak sądzisz? Według mnie jesteś pełnowartościowym mężczyzną i nie jedna kobieta wzdycha za tobą, gdy idziesz chociażby ulicą. I nie porównuj się do Neya jesteście kompletnie różni, i z przez to wyjątkowi, każdy na swój sposób.- powiedziałam na jednym tchu bawiąc się palcami. Które w tamtej chwili stały się bardzo fascynujące.
Wolałam nie patrzeć się w jego oczy, żeby przypadkiem nie zrobić jakiejś głupoty.
-To czemu wolisz go niż mnie?- nie musiałam podnosić głowy żeby wiedzieć jak lustruje mnie od góry do dołu.
-Czy ja coś takiego powiedziałam? On jest moim bratem, a ty kumplem.- walnęłam go w bok z pięści próbując rozluźnić atmosferę.
-Jest twoim przyszywanym bratem, i nie kłam że między wami nic nie jest, widzę jak na siebie patrzycie. Każdy głupi to widzi.- odparł spokojnie, a ja już miałam zamiar wybuchnąć śmiechem, ale stwierdziłam że to nie zbyt odpowiedni moment.
-Mnie z nim nic nie łączy i raczej nie będzie. Jesteśmy rodziną, a on na dodatek ma dziewczynę.- wzięłam głęboki oddech spoglądając w jego tęczówki.
-Poczekamy zobaczymy, Bruna to fałszywa osoba i on się w końcu zorientuje i zerwie z nią.- stwierdził chwytając mnie za obie ręce.
-Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy dzwoń, jeżeli coś się stanie nie myśl czyj numer wybrać. Jesteś śliczna, mądra, wysportowana, jesteś moim ideałem..- wyciągnął telefon z kieszeni pokazując mi go.
-I nie usunę tego zdjęcia na tapecie, bo jest śliczne, uzależniłem się od ciebie błyskawicznie.- westchnął pod nosem. Do moich oczu zaczęła napływać słona ciecz, mrugałam przez to w kółko oczami żeby zapobiec wydostaniu się jej na światło dzienne.
Nie wiem czy byłam wzruszona, czy aż tak zdziwiona, ale zakuło mnie w sercu.
Widząc swoje zdjęcie na ekranie jego telefonu, w białej sukience przed kolano z dni gdy byłam jeszcze w domu dziecka.
-Skąd je masz?- zwiesiłam głowę żeby nie widział mojej twarzy.
-Z facebook'a, na każdym wyglądałaś pięknie, ale to najbardziej mi się spodobało.- dotykając mojego podbródka podniósł moją głowę do góry, tak że teraz patrzyłam centralnie na jego twarz.
-Chyba mogłem?- uniósł brew do góry.
-Nie, przecież sama je wrzuciłam i każdy tak naprawdę może je sobie przegrać.- podciągnęłam nosem żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
Lecz i tak po chwili na moich policzkach zataczały mokre ślady pojedyncze łzy.
-Nie płacz, proszę.- powiedział z lekką chrypką, co dodało mu męskości.
-Nie potrafię, ty jesteś taki..taki..a ja jestem..- głos mi się załamywał, motałam się w słowach jak moje myśli w głowie.
Nie panowałam nad sobą ani już nad słowami jakie wychodziły z moich ust.
-Spokojnie.- przejechał po moich włosach otwartą dłonią, by za chwilę dotknąć ją moich rozgrzanych policzków.
-Ja..ja.. nie chce cie ranić.- wybełkotałam żałośnie wtulając się w niego.
-Nie ranisz mnie, to ja znów źle wybrałem. I nie płacz przeze mnie nie warto. Dobrze?- odsunął mnie na odległość swoich dłoni.
-Mhm..- przytaknęłam potulnie.
Pocałował mnie przelotnie w policzek i ostatni raz patrząc na mnie przy drzwiach wyszedł, zostawiając mnie samą.
~*~
Przepłakałam dobrą godzinę nie mogąc się choć na chwilę opanować.
Moja głowa miałam wrażenie że zaraz eksploduje, a całe moje ciało pójdzie w jej ślady.
Zraniłam tak fajnego chłopaka, on mnie kochał, a ja go spławiłam, w ogóle nie dając mu szansy.
A przecież do cholery jestem singielką!?
Wstałam z łóżka przecierając opuchnięte oczy piąstkami.
Spojrzałam na siebie w lustrze, które wisiało obok szafy naprzeciwko mnie.
-Jesteś beznadziejna!- wrzasnęłam pokazując na swoje odbicie.
-Umiesz tylko ranić.- mówiłam sama do siebie jakby to miało w czymś pomóc.
Brzydziłam się swojego odbicia.
Byłam paskudna i dalej jestem!
W tej kwestii nic się nie zmienia.
Mama może wychowała mnie inaczej, lecz to życie przerobiło anioła na chama, zapatrzonego w siebie i czubek własnego nosa!
Skierowałam wzrok w stronę drzwi do łazienki.
Bądź co bądź trzeba coś ze sobą zrobić i iść na dół, zanim ktoś zapragnie mnie tu odwiedzić.
Lepiej żeby nie zastał mnie w takim stanie, mogło by to się fatalnie skończyć, sto pytań do, albo jeszcze lepiej.
Wchodząc do pomieszczenia, puściłam wodę do wanny.
Wyciągnęłam świeży ręcznik z szafki, cofając się do pokoju po nowe ubrania na zmianę.
Bo co wieczorem mi chodzić w spódniczce?!
O niebo lepiej założyć dresy i czarną boxerke.
Tak też zrobiłam, następnie wysuszyłam włosy.
Spięłam je w koka, chwytając kredkę i tusz do rzęs zrobiłam sobie delikatny makijaż i do całości dorzuciłam biały zegarek i kilka branzoletek.
-Oby o nic nie pytali- pomyślałam w duchu schodząc na dół.
Weszłam do salonu, ale tam o dziwo nie było nikogo.
Poszłam do kuchni też pusto...
Zdezorientowana założyłam bluzę, wychodząc na ogród.
-Nie będę z tobą na ten temat dyskutował!- usłyszałam głos Neymara na werandzie.
Rozmawiał z kimś przez telefon, a dookoła nie było nikogo więcej.
-Yghm..- chrząknęłam żeby nie było że podsłuchuje.
Na ten 'dźwięk' piłkarz na pięcie odwrócił się w moją stronę.
-Porozmawiamy o tym jutro.- powiedział do słuchawki, rozłączając się.
-Coś się stało?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Mogłabym zapytać o to samo.- podparłam się na łokciach.
-Heh..- pokręcił głową.
-Gdzie wszyscy?- spytałam zmieniając temat.
-Mama z tatą u znajomych, a Raf u chłopaka, a co ja ci nie wystarczam?- poruszał zabawnie brwiami przez co zaczęłam brechać jak głupia.
-Nie no wystarczasz, tak tylko pytam.- machnęłam ręką wchodząc do domu.
-Gdzie idziesz?- zdziwił się brunet podążając za mną.
-Do środka bo zimno.- okryłam się ramionami.
-Ty zmarzluchu, w Polsce czy Niemczech teraz masz temperaturę gdzieś z +19°C czego chcesz, u nas jest z +25°C wieczorem.- pogroził mi palcem, a ja prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
Nie wiem jak to zrobił, ale rozbawił mnie i rozweselił, choć na tę małą chwilę.
-Robimy coś do zjedzenia?- zapytałam bo mój żołądek się już tego domagał.
-Pewnie, co chcesz?- uśmiechnął się szeroko.
-Pizza.- wyszczerzyłam się jak głupia.
-Mama gdzieś powinna mieć przepis.- chwycił mnie za rękę i pognał do kuchni..



Od autorki:
Kolejny rozdział, jak się podoba komentować.
Następny nie długo, ale nie powiem dokładnie kiedy.
W święta mam zamiar zrobić nowego krótkiego bloga i do końca ferii go zakończyć bo mam bardzo fajny pomysł, a teraz tyle wolnego.
Więc ze spokojem starczy mi czasu..
:D
Umówmy się tak. Nowy za 11 komentarzy okey?
I życzę wszystkim czytelnikom wszystkiego dobrego z okazji świąt Bożego Narodzenia.
Dużo prezentów pod choinką i wszystkiego po prostu co najlepsze ! ;*** <3 <3


sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 7 "Te oczy, ten uśmiech.. ten on!"


~*~



* Dwadzieścia minut później *

Stanęłam na murawie, poprawiając koka na głowię.
Rozejrzałam się dookoła spoglądając na wszystkie dziewczyny.
W szatni każda mierzyła mnie przenikliwym spojrzeniem, a teraz nagle wysyłała w moim kierunku słodkie uśmieszki.
Ciekawiło mnie co spowodowało u nich tak diametralną zmianę.
Jednak po chwili wszystko stało się jasne.
Za mną znajdował się Marc i Messi prowadzący bardzo zawziętą dyskusję na temat mojej skromnej osoby.
-Yghm..- chrząknęłam z uwagi na to że głupio mi się stało słuchając obydwojga słów, ale bez skutecznie gdyż nadal gadali jak najęci.
-No racja. numer jak Neymar na koszulce, korki, ale z tą seksi figurą i buźką powala na kolana bardziej niż on.- zabrał głos Bartra, co chwile się uśmiechając.
Jednak chyba nadal nie wiedział że stoję za nim i wszystko słyszę.
-Hahaha...-Leo wybuchnął śmiechem zerkając na mnie.
Wreszcie choć jeden mnie dostrzegł!
-Ale to prawda.- nie powiem schlebiało mi jak chłopak mówił o mnie w samych superlatywach, lecz patrząc na swojego kumpla był z lekka zdezorientowany, co go aż tak bardzo rozbawiło.
Wolałam mu oszczędzić już tych męczarni i odsunąć w stronę idącego trenera.
-To jak gotowa na pierwszy trening?- obdarował mnie firmowym uśmiechem, za nim jeszcze zdążyłam dorównać mu kroku.
-Tak jest panie trenerze!- zaśmiałam się, a mężczyzna pokręcił jedynie niedowierzająco głową.
-Poznałaś już wszystkich?- spytał po chwili ciszy.
-Nie wszystkich, ale większość.- spojrzałam na piłkę która akurat podlatywała pod moje nogi.
Bez zastanowienia od razu kopnęłam ją w stronę z której poturlała się i spojrzałam na Enerique.
-Tych tam na pewno.- westchnął ciężko wskazując palcem na Neymara i kilku jego przyjaciół.
-Uparli się że muszą zobaczyć jak grasz i wprosili się jak widać na trening.- dodał z dezaprobatą.
-Heh.. ale czemu akurat mnie?- założyłam ręce na piersi.
-Na to pytanie raczej sama znasz odpowiedź.- minął mnie dmuchając w gwizdek.
-Zbiórka!- krzyknął spoglądając na damską część murawy, a męską srogim wzrokiem prze teleportował na trybuny.
-Zaczynamy od krótkiej rozgrzewki.- oznajmił klaszcząc w dłonie.
-Raz, raz, Nie spać!..  
        Wyszłam z szatni z torbą i ruszyłam w kierunku wyjścia.
Wyciągnęłam z lewej przegródki telefon i obejrzałam się w nim jak w lusterku.
Hm.. nie jest aż tak tragicznie!
Trzymając go w dłoniach  podeszłam pod samochód brata.
Oparłam się o niego i czekałam aż łaskawie raczy się pojawić i odwieść mnie do domu.
Ja zdążyłam się wykąpać, przebrać i tu dojść, a on nadal siedzi na trybunach i pewnie pieprzy o jakiś głupotach z kolegami.
Nie mając najmniejszej ochoty iść go szukać postanowiłam obczaić co nowego dzieję się na Instagramie i Facebooku.
Tak jak się spodziewałam 50 zaproszeń do znajomych od miedzy innymi Oscara, Louisa nasz szanowny trener,  Gerarda, Camili (moja dzisiejsza partnerka podczas ćwiczeń) oraz BRUNY?!
Dziewczyna Neymara ?
To mnie zatkało..
-Co ci?- podszedł do mnie Pique przybierając smutną minę.
-Nic.- machnęłam ręką, uderzając go nią w łokieć.
-Szczęście że nie jestem niższy bo mogłem stracić oko.- zaśmiał się, a ja wystawiłam mu język.
-Shakira załamała by się. I co wtedy?
-Zupełnie nic.- wzruszyłam ramionami, ukazując szereg śnieżnobiałych ząbków.
Wiedziałam że jego wcześniejsze słowa miały dać mi do zrozumienia że jestem bardzo niska, więc miałam prawo go trochę po wkurzać.
-NIC?!- prychnął, a ja przekręciłam oczami znów zawieszając je na piłkarzu.
-Gdzie Ney?- zbyłam jego wcześniejszą wypowiedź.
-Musi załatwić coś z Oscarem i kazał zawieść mi ciebie do domu.
-Po moim trupie, idę na piechotę!- byłam rozjuszona że nie powiedział mi tego i jak małej dziewczynce załatwił powrót do domu.
-Aż taki zły jestem?- zdziwił się patrząc na mnie.
-A ja aż taka niska!- tupnęłam nogą co musiało wyglądać komicznie przy jego wzroście.
-Nie powiedziałem tego.
-Zasugerowałeś, a to mi wystarczy.- w tym momencie ze Stadionu wyszedł mój zbawiciel.
-Sergi..! Odwiózł byś mnie do domu?- podbiegłam do niego, a ten bez słowa podszedł do swojego samochodu i otwierając drzwi od strony pasażera gestem ręki zaprosił mnie do środka.
-Dziękuje.- dałam mu buziaka w policzek, wsiadając do pojazdu.
Szczerze znałam go tylko z okładek gazet, wywiadów, reklam, a od dwóch dni z widzenia.
Tyle co o nim wiedziałam to był jego wiek, wygląd, imię i nazwisko.
Nic poza tym, może dlatego to była również najlepsza okazja by się lepiej poznać?
Przebiegł przed maską auta i zasiadł na miejscu kierowcy.
Przekręcił kluczyki w stacyjce, po czym z piskiem opon wyjechaliśmy na drogę.
-Czyli jesteś siostrą Neymara?- puścił do mnie oczko.
-Mhm..- przytaknęłam automatycznie.
-Jest coś jeszcze co lubisz oprócz piłki?- stanął na czerwonym świetle, lustrując mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, rozbierał mnie wręcz nim!
-Może tak piłkę kocham i to moja pasja, a oprócz tego nic konkretnego nie ma w moim życiu.- położyłam torbę pomiędzy swoimi nogami.
-A ty?- uniosłam jedną brew do góry.
-W moim sercu jest miejsce tylko na piłkę, no i może dziewczynę.- przerzucił biegi ocierając swoją ręką się o moje kolano.
Poczułam się inaczej, ale w żadnym stopniu nie byłam skrępowana.
W domu dziecka miałam doczynienia czasem z dwa razy gorszymi chłopakami niż może to się niektórym wydawać.
    Gdy po piętnastu minutach znalazłam się pod swoim domem, zauważyłam że nie ma nikogo w domu.
Często właśnie wtedy zaczynałam fiksować, wszędzie widziałam matkę i ojca.v
Czułam się przez nich obserwowana i załamywałam.
A w tym momencie gdzie wszystko zaczynało wracać do normy nie mogłam na to pozwolić.
-Dziękuje za podwózkę, może wszedłbyś na kawę?- zwiesiłam głowę zaczynając bawić się palcami, które w tamtej chwili były bardzo interesujące.
-Z wielką chęcią.- dotknął mych dłoni i szeroko uśmiechnął.
Nim zdążyłam otworzyć drzwi domu, poczułam dziwny chłód w okolicy ramion.
A przecież były 32 stopnie!
Pomału weszłam do środka, za mną oczywiście Sergi z moją torbą z treningu.
Uparł się że ją zabierze, to proszę bardzo.
-Gdzie ją odłożyć?- wskazał na ciężki przedmiot wiszący na jego ramieniu.
-Może do mnie do pokoju, u góry drugie drzwi po lewej.- pokierowałam go, samemu podążając do kuchni.
-Aaa..!- przestraszyłam się wizerunku jakiegoś obcego faceta za oknem.
Zjechałam po ścianie siadając na płytkach i zakrywając twarz dłońmi.
-Co jest!?- wbiegł jak tornado do pomieszczenia Roberto. (W razie co Sergio Roberto to piłkarz i tak się nazywa xD)
-Yyy.. nic. Myślałam że to mysz.- wskazałam na małą szarą dziwnie ułożoną ścierkę.
Wiem że słabe wytłumaczenie, ale nic lepszego w tamtym momencie nie przyszło mi do głowy.
-Okey..- wydukał mało przekonany siadając przy wysepce na barowym krzesełku.
-Kawy, herbat?
-Kawy.
-Rozpuszczalna z dwóch łyżeczek.-mrugnął do mnie okiem.
     Nie zdążyła minąć godzina, a do domu wparował mój brat... jednak nie był sam.. blondynka nie odstępowała go na krok.
Choć w tamtej chwili mało mnie to interesowało.
Zdążyłam tak polubić Roberto że bez problemu i żadnego skrępowania zaprosiłam go do siebie do pokoju.
Powód był oczywiście najprostszy na świecie, nie mogłam znieść tej ropuchy i jej panoszenia się po domu.
Nie była u siebie, a uważała się za najważniejszą na świecie!
Wszystko po niej wynieś zrób, jak brunet chce jej usługiwać proszę bardzo ja nie będę ani mój gość.
-Wiesz co.. choć.- pociągnęłam go za rękę, szepcząc mu do ucha.
Bez większych scen posłuchał mnie i powędrował za mną.
-Fajny pokój!- walnął się na moje łóżko, rzucając mnie poduszką.
-Ej..ej.. zaraz sprawdzisz jak szybko spada się z drugiego piętra!- pogroziłam mu palcem i położyłam obok niego.
-Nie pasuje tu.- wydukałam ledwo słyszalnie.
-Jak to?- podniósł się, opierając na rękach.
-Normalnie.. widzisz te ściany; KREMOWE!? Szafki i wszystko takie jasne zadbane w tym samym kolorze! Zero mnie czerni, fioletu, szarości..- przykryłam się poduszką.
-No to zrób coś z tym, przemebluj, pomaluj.- zaproponował od razu.
-Przestań myślisz że się zgodzą, ja mam być tą idealną córką jak Raffaella, nie ponurą, niewychowaną.
-Ale ty jesteś wychowana.- ściągnął ją zemnie, spoglądając zdziwiony.
-No może i tak, ale ja gram pisze wiersze, tworze, jestem szczera do bólu i to się może niektórym nie podobać.- westchnęłam ciężko.
-Piszesz?- wstałam z łóżka krocząc do szafki z ubraniami.
Otworzyłam ją jak szeroko, spod sterty bluzek wyciągając duży zeszyt.
Na nim był białym flamastrem napis:
-Okey?
-Okey.
W dwóch chmurach, białej i czarnej.
-Łap!- zrobiłam z niego dysk i podałam prosto do rąk.
-Yghm..- otwarł na środkowej stronie i zaczął;
"myślałem, że bez Ciebie umrę kochanie i chyba właśnie umarłem
i sam się szwędam ulicami, tyle tu wspomnień o Tobie, że mógłbym z nich spokojnie stworzyć cały wszechświat."
-Ty zajebiste!- wydarł się że go pół domu słyszało.
-Na serio napisałaś to sama?- przewracał kolejne kartki nie dowierzając.
-Nom..- usiadłam na obrotowym krześle nucąc kawałek mojej ukochanej piosenki.
-A może tak nad łóżkiem byś to sobie sprejem napisała?- obrócił się spoglądając na nią.
-Bingo! Jeju kocham cię za to! Elegancko, ale ściana będzie idealna cała moja inna, taka od mojego serca!- pobiegłam do niego i zaczęłam ściskać.
-Nie ma za co, polecam się na przyszłość.
-Jutro po treningu idę do sklepu po spreje.- uśmiechałam się jak głupia.
-Dobra, oglądamy coś?- spojrzał na laptopa na biurku.
-Tak, ale co?- zmierzyłam go przenikliwym spojrzeniem.
-Horrorek, robi się ciemno?- zerknął na mnie pytająco.
-Ale ja wybieram.
-Oksy dropsy.- przybliżył się do mnie, dotykając ciepłego policzka.
Miał zimną dłoń, ale delikatny . subtelny dotyk że ledwo co go poczułam.
Dzieliły nas centymetry, serce podeszło mi do gardła, przez głowy przeszły mi tysiące myśli.
Dom dziecka, gwałty, śmierć rodziców, mój brat i jego pierwsza miłość, nowy dom, Neymar, Neymar, naszyjnik i znów on..


Od autorki: Wiem długo nie było rozdziału, dlatego teraz choć taki krótki i tajemniczy.
Nie długo next, nadrobię tylko na reszcie blogów.
Miałam dużo nauki, testów, kartkówek -.-










sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 6 "A po co ci to wiedzieć?!"




~*~
-Ala..- ktoś powiedział chwytając za moje "zranione" ramię..
I po chwili siedział już obok mnie..
-Co się stało że jesteś tu całkiem sama?- spytał unosząc brew ku górze, a ja bez zastanowienia wtuliłam się w niego.
-Ej.. co jest?- pogłaskał mnie po głowie, całując w jej czubek.
-Nic.. po prostu wolałam pobyć trochę sama, pozbierać myśli.- wymamrotałam żałośnie, a on westchnął głośno.
-I pewnie to wcale nie ma związku z tym bandażem wychodzącym ci z nogawki spodni.- podrapał się po karku, wykrzywiając buzie w lekkim grymasie że go okłamałam.
Miał racje, to było nie fair że nie chciałam powiedzieć mu prawdy.
Jako jedyny w tym momencie mógł jej ode mnie oczekiwać, jednak jakoś krótko go znam i może dlatego bałam się jego reakcji, braku zrozumienia?
-No tak.- walnęłam się w czoło, podwijając nogawki od dżinsów i tym razem porządnie spinając koniec i początek białej 'siateczki' ze sobą.
-Bo ja..- zaczęłam, ale brunet uniósł głowę do góry i wskazał palcem na niebo.
-Widzisz te chmury?- spytał pokazując palcem na jedną z nich.
-No tak, ale teraz już ona jest tam.- przestawiłam jego całą rękę lekko w lewo.
-Właśnie! Ty jesteś jak one, robisz co chcesz i kiedy chcesz, jesteś wolna! Więc nie musisz mi się tłumaczyć jak tego nie chcesz, młoda.- uśmiechnął się szeroko.
Trzeba przyznać Oskar.. punktujesz, i to bardzo.
Na początku uważałam cię za takiego małego dzieciaka, który nigdy nie spoważnieje, a tu proszę...
Jakie mądre słowa powiedziałeś.
-Racja, młoda nie musi ci się z niczego tłumaczyć ani z tobą rozmawiać.- skróciłam swoje myśli do jednego i wstając do pionu, otrzepałam się ruszyłam w stronę wyjścia z parku.
-Alice! Nie o to mi chodziło.- minął mnie i uklęknął przede mną.
-Wybacz.- złożył ręce jakby się modlił.
-Wstawaj ludzie się gapią!- syknęłam widząc wzrok ludzi naokoło nas.
-Ale wybaczysz?- zerknął na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Tak, ale wstawaj!- pokręciłam niedowierzająco głową.
Dos Santos wykonał moje polecenia bardzo zadowolony, mocno po tym przytulając.
-Yyy.. bark mi tchu!- piłkarz miał uścisk niczym boa dusiciel.
-Oj sorka, w nagrodę odprowadzę cię do domu.- zakomunikował idąc do przodu.
-A kto powiedział że ja miałam zamiar iść do domu?- zaśmiałam się i podbiegłam do niego.
Był pokręcony i to na maksa, ale było przy tym coś że nie dało się go nie kochać.
Ta pozytywna energia jaką zarażał każdego bez wyjątków.
Zwracał na siebie uwagę i zawsze potrafił wykorzystać ją żeby zdobyć to czego chciał.
Jak chwile temu.
  Cała droga ogółem minęła nam w dobrej atmosferze, śmialiśmy się i żartowaliśmy ze wszystkiego.
Nie było między nami jakiejś krępującej ciszy, nawet chwili.
Łączyło nas bardzo dużo muzyka, pasja, klub, a dzieliło za ledwie kilka drobnych mało ważnych szczegółów.
-To dobrej nocy i do zobaczenia jutro.- cmoknął mnie w policzek i kładąc ręce do kieszeni odszedł.
-Pa..wzajemnie!- krzyknęłam za nim i pomachałam mu na odchodne.
Wzięłam głęboki oddech, otwierając kluczem dom i nim się obejrzałam byłam już w środku.
-Jestem.- szepnęłam jak najciszej tylko się dało, ściągnęłam buty, lecz nie dane mi było w spokoju iść się położyć.
-Ala kolacja na ciebie czeka.- mama wyszła z kuchni z firmowym uśmiechem.
Tak wiem, wiem, jesteście bardzo zdziwieni że nazwałam ją swoją mamą, a jednak!
Zrozumiałam jakie dostałam szczęście i że nie mam prawa go zniszczyć.
W końcu jest tu dla mnie, chce powoli wypełnić moje życie.
-Już idę.- puściłam jej oczko, rzuciłam torebkę na szafkę i weszłam do kuchni.
-Mmm.. od samego widoku człowiek jest głodny.- sprzedałam jej buziaka w podziękowaniu i usiadłam przy wysepce zajadając się tostami z dżemem truskawkowym.
-Gdzie tak długo byłaś?- usiadła na przeciwko mnie zaciekawiona.
-Tu i tam.- wzruszyłam ramionami, upijając duży łyk gorącej czekolady.
-W domu dziecka?- spojrzała na mnie i zwiesiła głowę w dół.
-Nie, kto ci tak powiedział? Byłam w parku.- uśmiechnęłam się do niej szeroko, chwytając za rękę.
-Z kim niby? Neymar powiedział nam coś innego. Nie kłam proszę cię.- zaczęła płakać, a mi serce pękało patrząc na nią tak załamaną.
-Mówię prawdę, byłam w parku z Oscarem, odprowadził mnie tu potem. Nawet nie byłam w pobliżu tego miejsca.- wzdrygnęłam się, podchodząc do niej i mocno przytulając.
Byłam pewna że gdy tylko się uspokoi, pójdę do Neymara i go rozszarpie.
Nie wytrzymam i pokaże mu co znaczy przysłowie "kłamstwo ma krótkie nogi", już sobie nie pobiega po boisku zaręczam!
-Spokojnie.. nigdy bym ci tego nie zrobiła to po pierwsze, a po drugie nie chce tam wracać to miejsce nie dla dzieci dla nikogo ! To więzienie! Nawet gorzej.- objęłam ją, słyszałam jak głośno bije jej serce.
Na szczęście po chwili się uspokoiła, a ja biorąc kubek czekolady do swojego pokoju, wściekła jak cholera weszłam bez pukania do pokoju bruneta.
To co tam zobaczyłam z lekka mnie zdziwiło, ale nie bardziej niż sytuacja mająca miejsce potem.
W pokoju zamiast barcelońskiej "11" znajdowała się wysoka brunetka, nawet ładnie ubrana, zgrabna..
I można by tak wymieniać długoo...
-Gdzie Neymar?- od razu przeszłam do najważniejszej dla mnie rzeczy.
-A po co ci to wiedzieć?- zmierzyła mnie wzrokiem i wróciła do wgapiania się w swojego nowiuśkiego iPhon'a .
-A po co ci to wiedzieć?!- założyłam ręce na piersi z szyderczym uśmiechem.
-Pod prysznicem- wskazała palcem na drzwi za którymi było słychać lecąc wodę.
-To sobie poczekam.- usiadłam na krawędzi łóżka i bez żadnego skrępowania włączyłam radio chłopaka z jego jak i moją ulubioną piosenkę.
-Yyy.. wyłącz to!- wypuściła jad w moim kierunku. (Tak nie polubiłam jej ;p)
-Yyy.. nie, to ja tu mieszkam nie ty!- upomniałam ją, a ta wywróciła oczami.
-O widzę że przerzuciłaś się na moje klimaty.- Brazylijczyk pewny że to ta lafirynda puściła, wszedł do pokoju.
Ubrany był w biały T-shirt na którym jeszcze było widać kropelki wody po kąpieli, ciemne jeansy i skarpetki (xD).
-To chyba raczej ja puściłam.- zaczęłam bawić się palcami, było mi strasznie niezręcznie, ale musiałam w końcu to wyjaśnić.
Szybko zwrócił głowę w moją stronę i lekko się uśmiechnął.
-No tak, kto inny słucha takiej muzyki jak ja.- walnął się w czoło, a ja cicho zaśmiałam.
-Musimy pogadać?- powiedział pierwszy i gestem ręki rozkazał wyjść na korytarz.
-Co jest?- spytałam gdy byliśmy już sami.
Bez tego czegoś co wygląda jak pół dupy za krzaka. (Tsaa.. kipi ze mnie zazdrość.)
-To jest Bruna moja dziewczyna.- był strasznie oficjalny, a ja myślałam że za chwilę jak prychnę śmiechem to mnie cała ulica na jakiej mieszkamy usłyszy.
-Mhm.. ale nie tłumacz mi się, mało mnie to obchodzi. - machnęłam ręką, a go zamurowało.
-Serio?- zdziwił się.
-Serio serio.. i już nie zachowuj się jak taki sztywniak!- zmierzwiłam mu włosy.
-Hahaha.. okey, okey, pełen luz.- zaczął się ze mną wygłupiać, jak gdyby przed moim wyjściem nic się nie wydarzyło.
-To co cie do mnie sprowadzało?- spojrzał na mnie rozbawiony.
-Nic.. już nic. Tylko poprosiłabym cię abyś nie kłamał już więcej tak swojej mamy, bo się załamie.- dotknęłam jego ramienia i mijając go znalazłam się u siebie w pokoju.
Bezwładnie opadłam na łóżko i zaczęło się.
Walka z samą sobą.
Te ostatnie dni należą do najlepszych i zarazem najgorszych w moim życiu.
Dostałam prace w najlepszym klubie na świecie, zyskałam fajnego kumpla i boską rodzinę, oraz oparzyłam się, zgubiłam łańcuszek, zakochałam w Neymarze i poznałam jego dziewczynę!
No to się nazywa wyliczanka życia!
Jak ja mogłam się w nim zakochać, w zapatrzonym w siebie, głupim, przystojnym, zabawnym, kochającym piłkę tak mocno jak ja człowieku.
Tak, kiedyś mądry człowiek powiedział:
-Gdy jesteś zakochany, nie dostrzegasz wad u drugiej osoby, bo one od razu stają się zaletami.
Może i miał racje, przyznaje Kocham tego kretyna!
 ~*~
Rano obudził mnie nieznośny budzik.
Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać, jednak pierwszy dzień treningu nie można się spóźnić.
Wstałam i powlekłam się ledwo przytomna do łazienki.
Puściłam zimną wodę w kranie i przetarłam sobie nią twarz.
Wróciłam do pokoju spakowałam torbę na trening i wyciągając z szafy spódniczkę pudrowego koloru, czarne wysokie buty na koturnie i białą bluzkę, znów znalazłam się w łazience.
Ubrałam wszystko na siebie, związałam włosy w koka, po czym zeszłam na dół.
Usiadłam na krześle w kuchni, podpierając się łokciami o blat , a oczy same zaczęły mi się zamykać.
-Ej... a ty na trening nie jedziesz?- wyrwał mnie ze snu w który znów się wtopiłam tata.
-Tak jadę! Ale czym?- chwyciłam jabłko koszyczka z owocami.
-Dziś ja cię jeszcze mogę zawieść, ale od jutra albo będziesz chodzić pieszo, albo jeździć z Neymar'em godzinę wcześniej.
-Nieeee...! Jeszcze dwie godziny wcześniej? Tylko nie to!- zawyłam.
   Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.
Pożegnałam się z moim dzisiejszym "szoferem" i trzaskając drzwiami szłam pewnym krokiem na Camp Nou.
Byłam ciekawa czy Ney skończył już trening, pomimo wszystko miałam ochotę choć się z nim minąć w przejściu.
Jakoś tak nigdy nie miałam w naturze ubierania się tak jak dziś, ale skupienie na sobie jego uwagi było tym co chciałam dziś zrobić.
Weszłam do jednego z korytarzy prowadzących do szatni dziewczyn jak i chłopaków..
-Aaaaaaa..!- zaczęłam się drzeć gdy ktoś chwycił mnie od tyłu w pasie.
-Neymar ty pacanie- założyłam ręce na piersi, na co chłopak znów złapał mnie w talli i obrócił kilka razy w okół własnej osi.
-Fiu..fiu.. jak ty ładnie wyglądasz.- postawił mnie z powrotem na ziemie.
Nie powiem że o takie przywitanie i słowa z jego strony mi nie chodziło, bo skłamałabym.
-Popieram!- usłyszałam za sobą mało znajomy mi głos.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Marca Bartre.
-To ty jesteś tym aniołkiem o którym tyle nawija Neymar?- uśmiechnął się do mnie Hiszpan.
-Nie, nie mam na imię Bruna.- zaśmiałam się po czym to samo zrobił jeden z moich rozmówców.(Nie muszę chyba pisać który.)
-Wiem przecież mi chodzi o Ale.- odparł , a ja aż się zaczerwieniłam.
W którym miejscu wyglądam na anioła?Nie mam pojęcia, ale to było miłe.
-W takim razie Ala.- wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Marc.- uścisnął ją, po czym pocałował.
-Ty Romantyk jeden i drugi ona ma mi się na grze skupić i przebrać bo tak na boisko raczej nie wejdzie.- pogroził im palcem Louis.
-Popieram trenera.- minęłam ich i weszłam do szatni.
Gdzie czekały na mnie już, jednocześnie pożerając wzrokiem piłkarki.





***
Od autorki:
Hey hey :*
Wiem że długo nie było rozdziału ale no cóż brak czasu.. problemy narastające wciąż problemy.
Nie sprzyjają pisaniu niczego.
Dziś napisane z serca.
Macie po prostu komentować motywować, a nie długo tydzień i dwa dni i nowyy..
Przysięgam.
Ale Komentarze muszą być one mnie tak motywują, nawet odrobina krytyki mnie nie zaboli.

wtorek, 21 października 2014

Rozdział 5 "Moje życie jest jak moje włosy, trudne do ułożenia..!"

~*~


-Neymar..! Nie ma go, już nigdy go nie znajdę!- opadłam na łóżko, chowając twarz w dłoniach.
-Ej.. nie przejmuj się musi gdzieś tu być.- objął mnie ramieniem i pocałował delikatnie w głowę.
-To nie prawda, sam już nawet w to nie wierzysz! Szukaliśmy go wczoraj i dziś, a łańcuszka jak nie było tak nie ma!- wydarłam się zalewając łzami.
-Może gdzieś wpadł za szafę czy komodę?- próbował mnie pocieszyć, ale nie za dobrze mu to szło.
-A czy ja nim rzucałam?! No chyba nie! Ja w nim chodziłam..!- wyżywałam się na nim jakby to była jego wina.
W pewnej chwili kompletnie nie mógł już patrzeć jak coraz więcej kropelek słonej cieczy, zatacza mokre ślady na moich policzkach i wziął mnie w swoje objęcia, chowając twarz w moich włosach.
Tak, bardzo go potrzebowałam, z każdym dniem jakby coraz bardziej i bardziej..
Mogłam szczerze już powiedzieć że jeżeli by chciał, mógłby zastąpić mi powietrze.
    Jego miętowy stabilny oddech w dość przyjemny sposób drażnił skórę mojej szyi, uspokajając przy tym moje serce które biło jak oszalałe.
Powoli uspokajał mnie kołysząc delikatnie to w prawo, to w lewo.
Czułam że zaraz zasnę w jego ciepłych objęciach.
W końcu pół nocy jak i cały wcześniejszy dzień szukaliśmy mojego skarbu, w tym momencie najcenniejszej dla mnie rzeczy na świecie.
Oddałabym wszystko co mam żeby tylko znów znalazł się na mojej szyi.
-Cii.. już dobrze? - oderwał się ode mnie i chwycił za ramiona, patrząc głęboko w oczy.
-Mhm..- pokiwałam znacząco głową.
-Połóż się na chwile przyniosę ci coś do picia, odpoczniesz..- puścił mi oczko i wyszedł.
Usiadłam na materacu i podsuwając sobie poduszkę pod głowę, skuliłam się w kłębek i położyłam.
Ostatnie strugi łez zlatywały po mojej twarzy, powoli przestawałam drżeć i się opanowywałam.
Moje oczy robiły się coraz cięższe i bardziej spuchnięte od łkania.
Powoli zaczynałam je zamykać..
~*~
Biegłam po zimnej ziemi na boso, dookoła nie było nikogo.
Jedynie drzewa lekko falujące na wietrze.
Była noc, niebo rozświetlały miliony gwiazd.
Było mi zimno, tak cholernie było mi zimno, ale nie zatrzymywałam się.
Ktoś mnie gonił krzycząc że i tak mu daleko nie ucieknę.
Byłam silna, może raczej chciałam taka być..
Las ciągnął się jakby nie miał końca, powoli traciłam siłę i wiarę że zwieje temu typowi z tyłu.
Postanowiłam że teraz albo nigdy, wskoczyłam w bardziej zagajoną część lasu i biegłam ile sił w nogach.
Gdy już nie słyszałam żeby ktoś za mną biegł stanęłam.
Rozejrzałam się jeszcze raz i skuliłam przy drzewie które zasłaniało kilka większych krzaków.
Podciągnęłam nogi pod samą brodę i oplotłam je rękoma, dopiero teraz się zorientowałam że moje ubranie jest zniszczone, podarte, poszarpane, brudne od błota..
Zwiesiłam głowę w dół i myślałam.
W oddali było słychać kroki, stawały się one coraz głośniejsze i głośniejsze.
Przede mną stanęła osoba w czarnych adidasach o białych sznurówkach, uważnie przeciągałam wzrok po całym jej ciele aż doszłam do szyi.
-To moje!- wydarłam się jak mała dziewczynka której ktoś zabrał lalkę.
Miała założoną moją pamiątkę od rodziców.
Wszystko we mnie się gotowało, pierwszy raz byłam chyba tak na kogoś wściekła.
Podniosłam się z mchu otrzepując, po czym mój rozmówca wbił mnie w drzewo..
-Łapy z daleka- wysyczał mi cieniutki głosik.
Tsa.. to była dziewczyna.
-Ostatni raz cię tu widzę zrozumiano! 
~*~
Przebudziłam się błyskawicznie otwierając oczy.
Pfuu.. jestem nadal w pokoju piłkarza.
Przetarłam piąstkami oczy i przeciągnęłam.
Do moich uszu dotarł czyjś cichutki chichot.
Automatycznie odwróciłam głowę.
-Mogę wiedzieć co cie tak bawi- uniosłam jedną brew do góry, zakładając ręce na piersi.
-Nic, nic. Trzymaj- podał mi herbatę i odłożył laptopa w którym czegoś szukał na bok.
-Dzięki- uśmiechnęłam się szeroko i oparłam o chłodną ścianę.
-Długo spałam?- spytałam biorąc duży łyk napoju z kubka.
-Nie, zaledwie dwie godziny- machnął ręką.
-Ile? Od jutra muszę to zmienić, bo zaśpię na każdy trening- walnęłam się w czoło.
-I tak za każdym razem ja pierwszy wyjeżdżam więc jak wrócę to cie obudzę.- skierował wzrok na ekran monitora, a następnie znów na mnie.
-No pewnie, a ja w 10 minut na pewno zdążę się uszykować dojechać na Camp Nou i przebrać.- ironizowałam.
-No czemu nie, zawsze warto spróbować- zaśmiał się za co dostał kuksańca w bok.
-Auć..- prychnął śmiechem, przewróciłam załamana oczami i zabrałam mu komputer leżący niedaleko mnie.
-Czego szukasz?- zgryzłam wargę, widząc jakąś stronę z zakupami przez internet.
-A tak sobie- zamknął mi go przed nosem, o mało co nie przymykając mi również palca.
-A tak na serio?
-No szukam jakiś perfum dla Raf.
-Dla Rafaelli ? Ona ma setki perfumów?!- po jego oczach szło wyczytać że kłamie, ale cóż nie to nie, łaski bez nie pomogę mu.
Wstałam z łóżka i twierdząc że idę pod prysznic, wyszłam z pomieszczenia.
Powoli kierując się w stronę swojego pokoju, usłyszałam jak Ney umawia się z kimś po treningu w naszym domu, a po chwili już tylko głośną muzykę.
Stanęłam przed ogromną szafą i wybrałam z niej świerzę pachnące ubrania, chwyciłam ręcznik z szafki i ruszyłam do łazienki.
Nalałam całą wannę wody, ściągnęłam z siebie dotychczasowe ubranie, patrząc w lustro.
Nigdy, ale to nigdy nie byłam zakochana i nie mam pojęcia jakie to uczucie.
Nie interesowało mnie to nawet nigdy, wszyscy chodzili za ręce, całowali się i przytulali, a ja? 
Stałam zawsze z boku, nie kręciły mnie takie rzeczy.
Może dlatego że nic do nikogo nie czułam? 
A może byłam i jestem za brzydka żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę? 
Po moim policzku stoczyła się samotna łza, którą szybko starłam.
-Koniec rozczulania się nad sobą! Alice bierzemy się w garść i już nie płaczemy!- mówiłam sama do siebie wchodząc do gorącej wody.
Wygięłam się w łuk i wykrzywiłam buzie w wielkim grymasie.
Woda była za gorąca i mnie poparzyła.. nie za mocno, ale na tyle że ślady zostaną z dobry tydzień na skórze.
      Szybko wyszłam z wanny i podlatując do zlewu, przekręciłam kurek na zimną wodę.
Syczałam z bólu nie mogąc się opanować, strasznie piekło.
Moja skóra zaczęła przybierać coraz bardziej czerwony kolor.
Obserwowałam każdy centymetr mojego ciała, schładzając go.
Wyciągnęłam z szafeczki pod umywalką, bandaże i lekko owinęłam nimi brzuch, uda, oraz ręce.
Założyłam na siebie szary sweter, długie dżinsy i zaczęłam się malować.
Kilka machnięć tuszem do rzęs plus kredka do oczu i

byłam gotowa.
Wbiegłam do swojego pokoju i zwinnym ruchem zabierając z tapczanu telefon, portfel i klucze, zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?- usłyszałam za sobą cichy głos.
Nic nie odpowiedziałam tylko wiązałam adidasy.
-Pytam się?- oparł się o ścianę na przeciwko mnie Brazylijczyk.
-A ja nie mam ochoty odpowiadać.- minęłam go pakując wszystkie potrzebne rzeczy do torebki.
-Musisz się ze mną droczyć?- chwycił mnie za rękę.
-Nie muszę, ale mogę, to po pierwsze, a po drugie puszczaj bo to boli! Wrócę wieczorem przekaż rodzicom- wyrywając się mu trzasnęłam drzwiami i znalazłam się na powietrzu.
Ciepły przyjemy wiatr i szarość z braku słońca na niebie.
~*~
Spacerowałam po parku nie mogąc ogarnąć syfu w mojej głowie.
Wszystkie możliwe myśli jakie miałam krążyły na dwa główne tematy:
-Neymar i jego zmienne zachowanie.
-Brak inteligencji z mojej strony i wejście do wrzącej wody.
Chyba nigdy w życiu nie było mi lepiej! 
Usiadłam na mostku od małego jeziorka i patrząc się tępo w lustro wody oparłam się o jego drewnianą 'poręcz'.
Dużo ludzi mnie mijało, większa ich ilość wracała z pracy, a mniejsza wybierała się na zakupy czy też na spacer.
Jedynie ja chyba wśród tych ostatnich byłam sama. 
Reszta to były spacerujące pary, rodziny, przyjaciele..
Dziwiło mnie to, że rusza mnie takie coś.. SAMOTNOŚĆ.
 Zawsze byłam sama i mi to nie przeszkadzało, a dziś? 
Dałabym wszystko żeby był tu ze mną on..
-Ala..- ktoś powiedział chwytając moje "zranione" ramię..




~*~
Hey..*.*
Ostatnia liczba komentarzy mnie załamała :(
Piszcie je ja was proszę..;(
Jest 167 wejść pod postem, a komentarzy 4 :/ 
No nic następny dostaniecie po 10 komentarzach.
To nie kara czy coś, ale wiem że jesteście i to dlatego :)
Jestem wyczerpana, ale dla was pisałam.
Miałam 6 stron z Wos-a i mase nauki, ale proszę oto dla Was ;D
Mam nadzieje że nie zawiodłam, od następnego akcja..akcja panie :D 
Bajo i licze na was tam u dołu w białej kratce :* 
Papaśki..*.*

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 4 "Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni?"




-Ala..! Szybko bo zaraz muszę być u Oscara!- wrzeszczał na mnie z dołu lekko poirytowany Neymar.
-Chwila- wymamrotałam ledwo słyszalnie i pudełkiem które miałam w rękach z całej siły cisnęłam w ścianę.
Rzuciłam się na łóżko i chowając głowę w dłoniach zaczęłam cicho łkać.
-Co się dzie.. Alice wszystko okey?!- podleciał do mojego łóżka niczym błyskawica chłopak.
-Nic nie jest okey.- zacisnęłam zęby tłumiąc gniew jaki miałam w sobie.
-Czemu płaczesz. Ej..?- usiadł obok i odruchowo objął mnie, przyciskając do swojej piersi.
-Bo..bo..- zaczęłam się jąkać.
-Cii.. uspokój się mamy czas.- pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło.
Tsa.. teraz nagle masz czas, a przed chwilą darłeś ryja że się spóźnimy!
-Jestem spokojna- uniosłam głowę spoglądając w jego ciemne tęczówki.
-To w takim razie powiedz co cie tak rozzłościło?- zerknął na podłogę gdzie leżało rozwalone pudełko z moją biżuterią.
-Zgubiłam..- zaczęłam się trząść nie mogąc powiedzieć nawet jednego prostego zdania.
Brazylijczyk nie mógł na to patrzeć, wziął mnie od razu w swoje ramiona i swoim stabilnym miętowym oddechem, ustatkował bicie mojego serca.
Tak, bardzo się denerwowałam, nie mogłam opanować, a wystarczyło jego kilka ciepłych słów, a poczułam znów opanowanie i spokój w moim organizmie.
Wszystko prysło niczym bańka mydlana, tak bardzo byłam mu wdzięczna za obecność wtedy, gdy go najbardziej potrzebuje.
Za pomoc w trudnych chwilach.. był wszędzie po prostu.
Neymar da-Silva Santos Junior ten wielki pan świata, arogant, ma w sobie coś dobrego!
-Wytłumaczysz mi?- nosem drażnił mój policzek, zmysłowo jeżdżąc po nim.
-Ja zagubiłam łańcuszek który dostałam od rodziców na pierwsze urodziny, zawsze go ze sobą miałam, nigdy go nie ściągałam, a teraz?- pokazałam na swoją szyje.
-Zerwał mi się! Nie ma go!- krzyknęłam zrozpaczona.
Pomimo wszystkiego co miałam od nich to było najważniejsze srebrny naszyjnik przy zapięciu z małym serduszkiem, a na nim data mojego urodzenia.
To było dla mnie okropne że teraz nagle go nie ma!
Nawet w bidulu nosiłam go zawsze na sobie, nikt mi nie mógł go zabrać bo był przy mnie.
Niestety od wczoraj gdzie spałam w pokoju bruneta,  nie pamiętam żebym miała go na sobie!
A co jeśli ..!
-Ney jak wczoraj u ciebie byłam, on musiał mi się tam zapodziać, bo nie miałam go z rana jak byłam na śniadaniu, a u ciebie pamiętam że leżałam z nim.- nadawałam tak szybko że brunet mógł załapać z ledwością co trzecie słowo.
-Jeżeli jest u mnie znajdziemy go jak wrócimy, bo teraz to ty jedziesz na trening jakiś, tak ?
-No tak- westchnęłam ciężko i chwytając torbę ruszyłam na dół.
~*~
-Zwolnij!- wrzasnęłam na bruneta, a ten prychnął śmiechem.
-Przestań przecież jadę wolno- uśmiechnął się do mnie, po czym zmieniając biegi lekko otarł się ręką o moje kolano.
-Co trenujesz?- zmienił szybko temat żebym nie patrzyła na trasę i licznik który wybijał coraz to większe liczby. 
-Dopóki mnie nie przyjmą to nic.- wyszczerzyłam się, a chłopak pokręcił niedowierzająco głową, ukazując szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-A tak na serio?- zerknął na mnie przelotnie, po czym znów skierował swój wzrok na jezdnie.
-Piłkę nożną.- przełknęłam głośno ślinę.
-Że co?- jego źrenice powiększyły się dwukrotnie, a ciało zamarło w bez ruchu.
Szczęście że w tym momencie wylądowaliśmy pod domem jego kumpla.
-Poczekaj tu na mnie- wysiadł z samochodu i skierował się w stronę drzwi.
-Nigdzie się nie wybieram, możesz być spokojny!- wymamrotałam naburmuszona na niego, zakładając ręce na piersi.
     -Hey- do auta wszedł średniego wzrostu brunet, z lekkim zarostem i obszerną torbą.
-Oscar- wyciągnął w moją stronę rękę.
-Alice- uścisnęłam ją, wysilając się na najszczerszy jaki w tamtej chwili potrafiłam uśmiech.
-A wy można wiedzieć gdzie jedziecie?- zadałam pytanie które zbiło dwóch Brazylijczyków z tropu.
-To ty nie wiesz?- zdziwił się przyjaciel Neya.
-No nie.- obróciłam się w jego kierunku.
-Jedziemy na trening, Neymar jest zawodowym piłkarzem Barcelony, a ja próbuje się tam dostać.- uśmiechnął się, a ja walnęłam da-Silve w ramię.
-Czemu mi nie powiedziałeś!- warknęłam na niego, a ten gwałtownie zahamował przez czerwone światło.
-Nie było okazji.- powiedział cicho.
-Aham..- wycedziłam ironicznie przez zęby.
-To w takim razie dziś się  zobaczymy.- puściłam oczko do bruneta siedzącego z tyłu.
-Jak to?
-Normalnie ja jadę na kwalifikacje do damskiej drużyny bordowo-granatowych.- powiedziałam na jednym tchu, dumna z siebie.
Ich miny..bezcenne.
~*~
Gdy dojechaliśmy pod Camp Nou wszyscy razem ruszyliśmy do środka, mój braciszek prosto na murawę do trenera, a my z Oscarem do swoich szatni.
O dziwo, gdy weszłam na stadion nic nie czułam.. zero.
Dopiero po przebraniu się w strój, zawiązaniu sznurówek u korków, coś mnie tknęło.
Poczułam ukłucie w sercu i przyjemne motyle w brzuchu.
W końcu wzięłam się za siebie, i dodałam sobie odrobinę  odwagi żeby pokazać światu kim jestem.
Nie szarą pospolitą myszką która nic nie umie i niczym nie wyróżnia się z tłumu, a pełnowartościową dziewczyną.
  Nadepnęłam nogą na zieloną trawę i stres wdarł się w moje serce i umysł.
-Masz 11 numer, nie przejmuj się to szczęśliwa liczba dasz radę.- uśmiechnął się Osc ciągle nadając mi do ucha.
- Nie truj jej niech się skupi- kopnął do z uśmiechem na ustach Ney.
-Dobra, dobra.- wystawił ręce w geście obrony i odszedł kawałek dalej.
-Uspokój się jak i swój oddech i się skup. Macie tylko mecz, a potem wolne i po naszym treningu wyniki.- powiedział szeptem i spojrzał na ludzi dookoła nas.
-Powodzenia.- klepnął mnie w ramię i zajął miejsce koło Lionela Messiego na trybunach.
Jezu.. bo tu zajdę na zawał. Tyle tu sław, a mój durnowaty braciszek jest jedną z nich!
Nadal nie mogę tego pojąć że nie domyśliłam się kim jest, że jest światowej sławy piłkarzem.
-Zapraszamy na podział- uśmiechnął się Louis Enerique.
Stanęłam bardzo blisko trenera i wsłuchiwałam się w to co mówi.
Wszyscy wciąż spoglądali na mnie jak na idiotkę.
Pewnie chodziło o to że wielka ich sława podeszła do mnie nie całe trzy minuty temu i poklepała po ramieniu.
Aaa... ! Szok! Pewnie będę teraz wielką divą, nareszcie zawsze o tym marzyłam!- litości wyczujcie ten sarkazm.
-No to tak, po pierwsze podzielimy  was na dwie drużyny. Jest was 22 więc akurat na jeden mecz. Wymieszany chłopaków i dziewczyn, jednak będzie trudniej potrzebujemy tylko 4 osób i musicie się wyróżnić. Niestety nie będę ja was oceniać, a oni- wskazał na trybuny.
-Przedstawiać wam ich?- spojrzał na nas.
-To tak.- wyszła z tłumu dość niska blondynka, strasznie cicha z tego co zdążyłam zauważyć. Tak jakby przestraszona..
-Dobrze, a więc Lionel Messi nasz pajacyk, Neymar da-Silva coś tam dalej zawsze zapominam nasz błazen, oraz dziewczyny. Camila nasz śmieszek, jak i Bella nasz pracuś.- zaśmiał się, a wszyscy rozluznili jeszcze bardziej.
      ~*~
Piłka i ja.. drybling podanie.. drybling podanie.. prosto..prosto i.. zjebałam! 
Nie patrzyłam na nikogo wiedziałam ze jak to zepsuje zniszczę samą siebie, nie będę miała już szansy i wyląduje na zmywaku w jakiejś taniej restauracji!
Biegałam starałam się i nic, wszyscy strzelali bramki z mojej jak i przeciwnej drużyny, a ja pomagałam im zabłysnąć.
Byłam jak pionek którym ruszali jak tylko mogli, myślałam że będzie inaczej.
A tu co !? Mijam wszystkich, biegnę, skaczę, mijam, wybijam, robię dużo, ale nic ponad przeciętną.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
4 minuty doliczone, sunę z piłką, bez spalonego mijam obrońców i zostaje sam na sam z bramkarzem.
Teraz albo nigdy, odwracam się, za mną blondynka z mojej grupy Anabel.
Ściska mnie coś w żołądku czuje że bramkarz wie co zrobię, nie mam po kombinować, chyba że..
Podaje do niej i ta wbija bramkę.
Luis krzyczy KONIEC MECZU, a ja 
rzucam się załamana na murawę.
-Ja pierdole!- wściekłam się i resztkami sił podnosząc się, na oślep trafiłam w piłkę, a ta podkręcona wleciała do siatki nie krytej już przez nikogo.
-A ostatnią panią jaką zabieramy ze sobą jest Alice da-Silva Santos- uśmiechnął się rzucając na bok tabele z wynikami.
-Co że ja?!- patrzyłam na trenera jak na głupka.
-Tak, zaczynasz od środy.- przytulił mnie uradowany.
-Hy.. ale środa jest już pojutrze!- krzyknęłam płacząc.
Nie mogłam tego pojąć. 
To zbyt cudowne żeby było prawdziwe.
   -Wy naprawdę nie jesteście spokrewnieni? - zaśmiał się Osc biorąc nas pod swoje ramiona, idąc w stronę samochodu. 




~*~
Hey :D 
Tak szczerze? Ta sielanka już mnie nudzi, wiec następny rozdział to będzie tykająca bomba.
Pomogła mi ją wybrać Kinga i za to jestem jej wdzięczna jak i wy będziecie w 5 <3 :*
Dziękuje także z. Ponad 1000 wyświetleń i 12 komentarzy.
Kocham was moje panie ! ;*
*.*
Buziaki i już was nie zanudzam..
Bajo..











sobota, 27 września 2014

Rozdział 3 "Zostań bo ta noc, to ona płacze deszczem.."

~*~
Zadrżałam widząc jego wzrok na sobie, był taki chłodny przez mój niewyparzony język.
Mogłam siedzieć cicho, ale nie!
Musiałam się cholera odezwać!
Lustrował mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, a w moich paczadełkach zbierało się coraz więcej łez.
Nie chciałam okazać że jestem słaba, to nie było w moim stylu.
Jednak wszystko co było we mnie prysło na zewnątrz, niczym bańka mydlana ulotniły się ze mnie emocje tłumione w środku.
-Co ty sobie myślisz że ja nie mam uczuć, możesz tak stać i bawić się mną. Nie jestem zabawką! I jak każdy mogę mieć gorsze dni, a nawet noce! Mam dosyć tego że znów traktujesz mnie przedmiotowo. Po co mówisz że się zmienisz. Nie minął dzień, a znów pokazałeś prawdziwą twarz!- wrzeszczałam żeby w końcu pojął co robi.
Lecz do niego nic nie dotarło, stał jak słup i nawet nie patrzył już na mnie, a na czubki swoich stóp.
Podciągnęłam nosem przez słoną substancje którą wręcz się krztusiłam.
Zataczała mokre ślady na moich czerwonych policzkach.
Chwilę stałam koło niego z nadzieją że się odezwie, ale gdy tak się nie stało minęłam go i ruszyłam do swojego pokoju.
Nie zdążyłam dotknąć klamki, a czyjaś ręka walnęła o drzwi z impetem.
Strasznie się przestraszyłam,
odwracając w stronę chłopaka.
-Odejdź i daj mi wejść do środka!- byłam stanowcza, nie chciałam żeby na mnie patrzył.
-Nie, musimy porozmawiać, bo ja nie chciałem żebyś to tak odebrała.
-A jak to ja pierdole miałam odebrać!- krzyknęłam, tając się jak nienormalna.
-Przepraszam.- wziął mnie w swoje ramiona.
Poczułam ciepło przeszywające mnie od środka.
    Płakałam waląc go pięściami wściekła, ale po chwili coś mnie tknęło i wpadłam znów bezwładnie w jego ciepłe otwarte ramiona, tym razem z własnej woli.
Powoli się uspokajałam napajając zapachem jego perfum.
Jego stabilny miętowy oddech drażnił skórę mojej szyi.
Moje tętno zaczęło wracać do normalnego stanu gdy nagle delikatnie odciągnął mnie od siebie, na wyciągnięcie rąk i spoglądał w moje oczy.
-Naprawdę nie chciałem..- wymruczał ledwo słyszalnie, a ja zaczęłam kaszleć.
-Przeziębiłaś się- uśmiechnął się leciutko przez grymas jaki do tej pory malował się na jego twarzy.
Neymarze da-silva Santosie Juniorze..
Czy mi się zdaje czy ty masz uczucia!?
Lampiłam się na niego dłuższą chwilkę gdy poczułam czyjąś dłoń na moim barku.
-Aaaa...!- wydarłam się widząc za sobą moją biologiczną matkę.
-To mi się śni, powiedz mi to.. błagam..- widziałam przerażenie ze strony chłopaka, biedny nie widział co ma zrobić, czego się tak przestraszyłam.
Miałam rozum i byłam świadoma że duchy nie istnieją, ale to było takie realistyczne!
Ja ją czułam na sobie!
-Ci...- próbował mnie uspokoić gładząc po włosach.
Jednak się przeliczył, ja nie pies od głaskania po głowie nie zacznę biegać ciesząc się życiem po domu! A zwłaszcza na czworaka..!
-Neymar to wraca do mnie.- przełknęłam gule w gardle dość głośno.
-Co wraca?- spytał zszokowany.
-Moi rodzice, ich śmierć, te zmory!- wskazałam na miejsce gdzie chwilę temu ujrzałam matkę!
-Ja-ja-ja.. nie chcę.- przegryzłam wargę stając na przeciwko niego.
-Wiem że nie chcesz i obiecuje że to nie wróci na dobre.- starł łzę z mojego rozgrzanego  policzka.
-Choć.- chwycił mnie za rękę i przez wielkie balkonowe drzwi znalazłam się wraz z nim na świeżym powietrzu.
Oparłam się o jeszcze mokrą od deszczu balostradę i wdychałam buzią chłodne powietrze.
Objął mnie od tyłu swoimi wielkimi rękoma które następnie znalazły się na moim brzuchu, kołysząc to w lewo to w prawo.
Nic nie popsuło by tego magicznego momentu, oprócz głośnego grzmotu i błyskawicy przeszywającej niebo.
-Znów zbiera się na burzę- westchnął głośno i skierował mnie w stronę nieznanego mi jeszcze pomieszczenia.
Tsaa.. jego pokój, mogłam się domyślić!
W tamtej chwili mało mnie obchodził, ale jako pierwsze rzuciły mi się w oczy dyplomy, trofea, różne piłki jak i gwiazdy futbolu na plakatach.
Widać co było jego pasją.
  Usiadłam na dość wygodnym łóżku chwytając w ręce małą puchatą poduszkę.
-Trzymaj- rzucił w moją stronę ciemną bluzę przekładaną przez głowę.
-Po co mi to?- uniosłam najwyżej jak tylko mogłam brwi, z lekka zdziwiona.
-No wiesz ta kołdra raczej za ciepła nie jest, a z twoim katarem rozchorujesz się jeszcze bardziej.- podrapał się po karku.
-Ta kołdra ?- zmierzyłam wzrokiem jego pościel nie dowierzając.
-A widzisz tu inną? Chyba że chcesz spać sama u siebie z rodz..
-Dobra, okey, już zakładam tatusiu.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od dawna szczerze.
-Jestem od ciebie tylko dwa lata starszy.
-No i co z tego.- wystawiłam mu język.
-Heh..- pokręcił trochę głową i zniknął za drzwiami garderoby, łazienki?
Nie mam bladego pojęcia!
Ułożyłam się po lewej stronie materaca i obtulając kołdrą przymknęłam oczy.
Bluza bruneta dawała mi dużo ciepła, ale typowy zmarzluch ze mnie gdy łapie mnie jakaś grypa, a wszystko na to wskazywało.
-O nie!- usłyszałam czyjś wzrok.
-Ja śpię po tej stronie.- chciał mnie przesunąć bez większego rezultatu.
-Skończ marudzić, dziewczynom się ustępuje!
-A widzisz tu jakąś!- zaśmiał się, a ja trzepnęłam go przez głowę.
-Hahaha..ale śmieszne- ironizowałam oburzona.
-Zjeżdżaj!- pchnęłam go na drugi kraniec łóżka.
-Pff..- bąknął.
-Coś mówisz?- spytałam odwracając się w jego kierunku.
-Nic, nic śpij.- machnął ręką.
~*~
Przebudziłam się bardzo spokojna, nie wiem co było tym spowodowane.
Pierwszy raz poczułam że nie mam czego się obawiać, że nic mi nie grozi.
Pewnie jak zwykle do nocy, ale to przynajmniej coś.
Czułam czyjąś dłoń na moim biodrze, lekko zadrżałam z tego powodu, ale po porządnym otwarciu oczu zobaczyłam Neya.
Tak, dzięki niemu wczoraj nic złego się nie stało, mogłam ze spokojem położyć się i zasnąć.
Ściągając delikatnie żeby go nie obudzić rękę z mojej talli, podniosłam się do pionu i przetarłam piąstkami oczy.
Jeszcze się przeciągając podeszłam do okna i lekko je uchyliłam.
Oparłam się plecami o parapet i dłońmi okryłam szczelnie swoje ciało, na którym znajdowała się bluza bruneta.
Nie miałam zamiaru już myśleć o tym co się wczoraj stało, praktycznie to nawet mało pamiętam.
Przyglądałam się pokojowi do którego wpadało w tym momencie słońce.
Był bardzo czysty i zadbany jak na sypialnie chłopaka.
Na bank ktoś mu tu sprząta, ja tu mieszkam trzy dni, a mam dwa razy większy bajzel.
    Po dłuższym namyśle stwierdziłam że idę na dół zjeść śniadanie.
Gdy jednak postawiłam nogę w kuchni żałowałam swojego pomysłu.
Rodzice Raf i Neymara siedzieli przy stole i zajadali się kanapkami pijąc do tego mocną czarną kawę.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do nich szeroko i weszłam w głąb pomieszczenia.
-Dzień dobry Alice.- odpowiedzieli równo.
-Jak się spało?- spytał starszy pan biorąc do ręki poranną gazetę.
Stanęłam jak słup z butelką wody jaką trzymałam w rękach.
Zacisnęłam odruchowo na niej palce i wzięłam głęboki oddech.
-Bardzo dobrze.- zgryzłam policzek od środka bojąc się że z rana byli u mnie w pokoju i mnie tam nie zastali.
-To się cieszę, bo tak ciężko było mi skręcać to łóżko.- zaśmiał się, a jai poszłam w jego ślady.
-Pomimo wszystko bardzo wygodne.- usiadłam obok nich robiąc największą głupotę na świecie.
-Czy to nie jest bluza Neymara?- skarciła mnie wzrokiem jego mama.
Na te słowa prawie zadławiłam się jedzeniem jakie właśnie pałaszowałam.
-Yyy.. nie to bluza mojego brata, dał mi ją jak wyjeżdżałam tu do was.- próbowałam jakoś wybrnąć, ale ona musiała kosztować majątek, a dziwne żeby dziecko z domu dziecka miało na taką rzecz pieniądze.
-Mhm..- widać że ledwo ledwo, lecz mi uwierzyła.
Uff.. cały strach ze mnie zszedł.
-Chciałabym dziś ok.15 jechać zapisać się do szkoły.- przerwałam krępującą cisze.
-My będziemy w pracy- westchnęli obaj.
-Ale może Ney cie zawiezie jak będzie jechał do Oscara.- uśmiechnęła się lekko kobieta, a ja odwzajemniłam gest.
Choć nie wiedziałam kilku rzeczy:
-Kim jest Oscar?
-Po co do niego mój nowy braciszek ma zamiar jechać?
-I czy po drodze nas dwóch w samochodzie nie zabije?!
Gdyż nie mogę sobie wyobrazić jak on prowadzi samochód!
      Patrzyłam jak obydwoje mijają mnie życząc miłego dnia i wychodzą do pracy.
Jak tylko trzasnęły za nimi drzwi pozbierałam naczynia i ruszyłam z nimi do zlewu.
Powoli włączając radio zaczęłam śpiewać lecącą w nim piosenkę i zmywać szklanki, kubki, talerze i sztućce.
- Zostań bo ta noc, to ona płaczę deszczem..
Zostań bo jak nikt przynosisz mi powietrze..- ktoś zaczął śpiewać razem ze mną.
Postanowiłam się nie odwracać i poczekać na dalsze ruchy osoby która znajdowała się ze mną w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?- zachrypniętym głosem spytał mężczyzna za mną.
-Bosko-  przegryzłam wargę obracając w stronę mojego rozmówcy.
-To czemu tak szybko wstałaś?
-Bo byłam głodna, ale najadłam się nadto wymyślając dobre kłamstwo na to że jestem w twoich ubraniach.- zawiesiłam ręce na jego szyi.
-Co?! Rodzice wrócili już do domu?
-Tak już są w pracy nawet! Gratuluje spostrzegawczości.- zachichotałam, a ten delikatnie usadowił na blacie.
-No wiem, czasem nie za dobrze łapie jaka jest godzina.
-Ta.. a zwłaszcza jak wstajesz- zaczęłam brechać jak nienormalna, po czym chwytając trochę piany z szmatki wytarłam nią policzki chłopaka.
-Hahaha.. wreszcie jesteś czysty- zaśmiałam się ukazując szereg białych ząbków.
-Ah.. tak- nabrał wody na ręce z kranu i wysmarował całą moją twarz nią.
-Ej..- założyłam ręce na piersi, wydymając usta w geście wielkiego grymasu.
-No co?- przybliżył się tak że stykaliśmy się czubkami nosów.
-Mam Focha- warknęłam, lecz Ney z uśmiechem na buzi zgarnął niesforny kosmyk moich włosów z twarzy i pocałował w policzek.
-Z pustyni przywozić deszcz co zgasi pragnienie w was!- wyszczerzyłam się skacowana Raffaella.
Oderwaliśmy się od siebie w szybkim tempie.
Myślałam czy czasem nie zagalopowaliśmy się z tymi czułościami!
Jednak będąc koło niego czułam się bardzo dobrze, jak przy Adamie, a nawet..
Nie! Adam najważniejszy, najlepszy!





~*~
Hey *.*
Wreszcie zdobyłam się na odwagę i napisałam 3 :) 
Po prostu musiałam jeszcze dziś i to mam nadzieje docenicie.
Krótszy niż ostatnio, ale ma to co chciałam przekazać RADOŚĆ, SMUTEK, BÓL, ŚMIECH i ISKIERKI ;*
Pierwszy raz pisząc czułam że nie zmieniam fabuły i gram coraz lepiej w tą grę między Neymar'em a Alice.
Dokąd to dojdzie ? 
Tu już nie mam pojęcia! :D 
8 komentarzy= Nowy porządny rozdziałek.
Ściskam *.*.*.*.*.*
Papa..











niedziela, 14 września 2014

Rozdział 2 "ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś sama.."



~*~
Puk, puk, puk..
Jeżeli zaraz się to nie skończy dostanę szału! 
W moim pokoju jak i całym domu panowała cisza, tak cholernie nie do przyjęcia przez moją osobę, że na krawędzi łóżka paznokciami wybijałam jakiś miły dla ucha rytm.
Ale na dłuższą metę zaczynało mnie to nudzić.
Strasznie mnie korciło żeby zejść na dół, ale po porannym przywitaniu Neya chyba spasuje!
Był dla mnie zimny, oschły i strasznie upierdliwy gdy już o coś spytał.
Przypominając sobie scenę z rana, na moich policzkach mokre ślady zaczęły zaznaczać łzy.
Nikt, nigdy w życiu nie był tak chamski i nie zapytał mnie o rodziców.
A on ten pieprzony egoista zrobił to przy jego rodzinie.
Paliłam się wtedy ze wstydu jak żywa pochodnia!
Do oczu zaczęła napływać słona substancja i szybkim krokiem uciekłam wtedy na górę.
Co dalej?!
Nic, po prostu głodna, wściekła i strasznie zraniona siedzę tu piątą godzinę.
Nie wiem już sama w ogóle czemu tu siedzę, dlaczego stąd nie ucieknę?
Miałam mętlik w głowie, moje ręce drżały jak nigdy dotąd.
Bałam się wstać z łóżka, a co dopiero wyjść z tego pokoju.
Czułam się jak w więzieniu, ale siedzę w nim z własnej boli.
Pomimo wszystko jednak zwlekłam się z siedzenia  i powolnym krokiem ruszyłam do lustra.
Tak, straszna wygoda, lustro w pokoju przez które muszą oglądać siebie w tak tragicznym stanie jak dziś.
Każdy kosmyk włosów powykręcany w inną stronę, a dłuższe końcówki ledwo trzymające się w niedbałym koku z tyłu głowy.
Oczy opuchnięte od płaczu, podkrążone i do tej pory lekko załzawione.
Normalnie istna katastrofa!
Ledwo trzymałam się na nogach, które zdobiły tylko krótkie spodenki od mojej piżamy w kolorze granatowym.
Do tego bluzka Batmana, a raczej jego znaku rozpoznawczego i mogłam schodzić do kuchni!
Tsaa.. już widzę wszystkich miny!
Pomyślą chyba że Bóg już mnie nie lubi i zabiorą do kościoła, albo lepiej jakiegoś typa co wyrzuca z ciała człowieka demony!
Teraz pewnie wyglądałam jakby jakiś mnie opętał..
Wychodziłam z pomieszczenia robiąc małe kroczki w stronę schodów.
Potwornie nie chciałam się pojawić w towarzystwie Neya, ale głodzić się też nie pragnęłam.
~*~
Stałam od pięciu minut przy kuchence zajadając się jogurtem, gdy ktoś z trzaskiem drzwi wparował do domu.
Mierzyłam wzrokiem chłopaka który łapczywie pił przy lodówce zimną wodę.
Był wyraznie zdenerwowany z jakiegoś powodu.
Przyglądałam się mu coraz bardziej zaciekawiona co go tak zdenerwowało, aż chyba sam to zauważył.
Zerknął na mnie i krzywo uśmiechnął..
Chwila..chwila! 
Nie wierzę, Neymar da-Silva Santos Junior umie się cieszyć! 
Kurwa gdzie go tego nauczyli, w dodatku w niespełna pół dnia!
Szacunek dla tych ludzi.
Zerkałam na niego ukradkiem gdy wyrzucałam pudełko do śmieci po czym wstawiałam wodę na Kawę.
Usiadłam na blacie i zaczęłam bawić w kubku czarną mieszanką.
Nie mogłam oderwać od tego wzroku, bo od razu zawiesiłabym go na Brazylijczyku.
Nawet nie ściągnął butów, tylko stał tak bawiąc się butelką po drugiej stronie.
W pewny momencie chciałam podejść do niego i sprawdzić czy nie ma gorączki.
Stoi niedaleko mnie i jeszcze nie obrzuca obelgami.
Cud.. zmądrzał..?
Teraz to dopiero moje myśli w głowie były porąbane.
Gdy woda się przegotowała chciała zejść i zalać nią naczynie w moich rękach.
Lecz powstrzymały mnie czyjeś ręce położone po dwóch stronach moich nóg,  a przede mną stał wysoki brunet.
Zszokowana nie wiedziałam jak powinnam się zachować, wpatrywałam się w jego czekoladowe tęczówki jak zaczarowana.
-Ja chciałem.- spojrzał w moje oczy i się zaciął.
-Płakałaś?- spytał załamany.
-Tak, ale co cie to obchodzi?!- obudził się we mnie instynkt samoobrony.
-Przeze mnie?- zwiesił głowę w dół.
-A przez kogo!- krzyknęłam na niego, w domu jednak chyba byliśmy sami, więc na niczyją pomoc nie mogłam liczyć.
Tak było całe życie, przyzwyczaiłam się!
Działaj sama, a wyjdziesz na tym najlepiej!
-Przepraszam, nie powinienem tak się zachować. Jestem skończonym dupkiem.- powiedział coś co już kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Że..co..?
-Dobrze słyszałaś nie wiem czemu taki dla ciebie byłem, nigdy tak nie potraktowałem nikogo, a zwłaszcza dziewczyny. Domyślam się jak musiałaś się czuć, gdy spytałem rano o rodziców.
Jestem idiotą!- zakuło mnie w sercu, znów wymówił to słowo.
Przynajmniej zrozumiał jak się czułam przez te dni.
Nie było ich dużo bo nawet nie dwa, ale sam fakt jeszcze jeden, a nigdy w życiu już by mnie nie zobaczyli.
-Nic nie powiesz?- musiałam długo rozmyślać, że spytał o to.
-Ja nie wiem co mam powiedzieć, przyjmuje przeprosiny, ale wiedz jak strasznie mnie zraniłeś.- westchnęłam ciężko, a on ściągnął delikatnie biorąc na ręce z blatu.
-Dziękuje.- wyszeptał mi na ucho stawiając na podłodze.
Przez naszą rozmowę musiałam drugi raz robić sobie napój i z nim powędrowałam na górę.
Tak chwyciłam pierwsze lepsze słuchawki i odpłynęłam.
~*~
Przebudziłam się koło 19,
Usiadłam na skraju łóżka i przeciągnęłam niczym rasowa kotka.
Obejrzałam dookoła i zwaliłam na podłogę koc którym byłam okryta.
Weszłam do swojej osobistej łazienki, odkręcając kurek z gorącą wodą.
Obmyłam sobie twarz żeby ją ożywić i zrzucając z siebie piżamę ruszyłam w stronę wanny.
Napuściłam do niej sporą ilość wody, po czym zanurzyłam.
Moje ciało przeszedł bardzo przyjemny dreszcz.
Delikatnie gładziłam skórę moich nóg gdy usłyszałam czyjś krzyk w salonie.
Szczerze, serce podeszło mi do gardła, przełknęłam głośno ślinę wyskakując przy tym z wody.
Założyłam na siebie to w czym byłam wcześniej i zleciałam szybko po schodach do salonu.
-Co się stało?- Rafaella stała przy sofie płacząc.
-Moja sukienka.- zaczęła się tajać, a Neymar nie dowierzając przekręcił oczami i wyszedł.
-Ale co z nią jest nie tak?
-Ktoś poplamił mi ją wiśniowym sokiem.- wskazała na jej przód.
-Jał..- wymamrotałam pod nosem.
-Co ja mam zrobię miałam w niej dziś iść na imprezę- przegryzłam wargę myśląc co na to poradzić.
-Wiesz co ja mam chyba pomysł- pobiegłam na górę.
  -Trzymaj.- wróciłam dając jej bardzo podobną sukienkę.
-Skąd ją masz?
-Dostałam od brata na 17 urodziny.- pominęłam to że zarabiał na nią dobre pół roku.
-Będzie świetnie pasowała do twoich butów.- spojrzałam na szpilki w rogu pokoju.
-Tak sądzisz? Twój brat ma gust i ja teraz boską siostrzyczkę.- przytuliła mnie, a ja o mało nie prychnęłam śmiechem widząc minę Neya opierającego się o framugę drzwi.
Było widać że miał coś z tym wspólnego, lecz nie miałam zamiaru słyszeć ich bezsensownej kłótni.
Kręcąc niedowierzająco głową minęłam go wędrując w stronę schodów.
Nie miałam na nic ochoty tylko bym spała, piła i jadła! Tak.. to moje plany na ten tydzień.
Zmarszczyłam czoło widząc że okno w moim pokoju jest otwarte.
Byłam świadoma że je zamykałam, musiałam się pomylić..
Usiadłam na krześle przy biurku i oddychałam świeżym zimnym powietrzem.
Drażniło moją skórę bardzo mocno przez kąpiel jaką niedawno brałam.
Jak na Hiszpanie pogoda tragiczna, ciemne chmury, silny wiatr i małe kropelki deszczu spadające z nieba.
- Mała..- usłyszałam czyjś szept za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam bruneta.
-Rodzice będę wczesnym rankiem bo zostają na noc u mojej cioci.- ostatnie słowa wymamrotał ledwo dla mnie zrozumiale. Pohamowywał się, bardzo dobrze, oby tak dalej da- Silva.
-Raf na imprezie pewnie też zostanie długo.. To może obejrzymy jakiś film.- podrapał się po karku, widać że był lekko skrępowany.
-Mmm..- przygryzłam wargę nie pewnie.
-Z wielką chęcią, ale jestem zmęczona.
-Serio? Spałaś dobre kilka godzin w dzień?
-Skąd wiesz?
-Wszedłem do ciebie do pokoju żeby spytać się czy zamawiamy pizze na kolacje, a ty leżałaś odkryta przy oknie.
-Aa.. to dla tego obudziłam się z kocem na sobie.- walnęłam się w czoło po czym skierowałam swoje paczadełka na jego.
-Długo w nocy nie mogłam zasnąć i to dlatego. Może obejrzymy jutro?
-Okey w razie co jestem  na dole.- ukazał szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-Dobranoc.- krzyknął na odchodne i wyszedł z pomieszczenia.
Nawet nie słyszałam jak do niego wszedł?!
Narzuciłam małe słuchawki na uszy i odpływałam z muzyką..
~*~
-Aaaaaaa...- wrzeszczałam zrywając się ze snu i gwałtownie siadając na łóżku.
Nogi podwinęłam pod brodę i przytuliłam nieszczelnie rękami.
Łzy ciekły z moich oczu jak woda z hydrantu. Nie no boskie porównanie! 
Cenimy takie Alice!
W głębi siebie słyszałam głosy rodziców, a przed oczami znajdował się obraz z ich pogrzebu, zamiast mojego nowego pokoju.
Zamknęłam je żeby przestać to widzieć i tak się stało.
Niestety wtedy zobaczyłam brata, zostawiłam go samego w domu dziecka.
Czego się dziwić że widzę go po nocach?!
Spojrzałam nerwowo na zegarek.. 1:12.
Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
Ciemno jak w dupie.. czyli Neymar już śpi.
Po cichu żeby go nie obudzić ruszyłam w kierunku kuchni.
Nie mam pojęcia po jakiego czorta usiadłam na barowym krześle koło wysepki i przymknęłam ciężki powieki.
Na stole leżało pudełko od jedzenia, otwarłam je i zobaczyłam dwa kawałki ciasta z pomidorem, serem, pieczarkami i mięsem.
Masakra jakie kalorie.. 
Jednak głodnemu wszystko wolno.
Chwyciłam go i już chciałam zacząć jeść, gdy usłyszałam jakieś głosy.
Obróciłam się za sobą a telewizor grał w najlepsze. 
Poszłam go wyłączyć z zaszklonymi od łez oczami gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach.
-Co tu robisz- wymruczał zmysłowo do mojego ucha mulat.
-Yyy.. wyłączam po tobie.- guzikiem od pilota zgasiłam wszystko że jedyne światło dawały nam halogeny z nad kuchenki.
Staliśmy pośrodku salonu za dobrze się nie widząc.
Na swojej tali wciąż czułam ciepły dotyk chłopaka.
Byłam taka niska i krucha w porównaniu do niego..
-Miałem zamiar jeszcze oglądać, ale spoko.- czułam że na jego twarz wkrada się lekki grymas.
-Przepraszam, ale jak coś to mogłeś tu siedzieć, a nie łazić.- bąknęłam oburzona.
-No wiesz musiałem na chwile wyjść.
-Jak pada!? - wskazałam palcem na okno za którym panowała już nie zła burza.
-Musiałem pogadać przez telefon.
-Nie mogłeś w domu?- czułam że nie powie mi po co wywiało go na dwór. 
No, ale jego sprawa.
Był mokry gdy przejechałam ręką po jego cieplutkiej bluzie.
-Znów płakałaś?- uniósł moją brodę w górę żebym w tym półmroku odszukała jego brązowe oczka.
Nie powiem szybko je znalazłam i zatonęłam w nich nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.
-Wca-le-że-nie.- jąkałam się po połowie słowa nie mogąc go dokończyć.
-Kogo ty chcesz oszukać.- skarcił mnie,a ja zdziwiłam że znów usłyszałam ten dziwny ton, chłodny, zimowy, mrożący krew w moich żyłach.
Nienawidziłam go u żadnego faceta.
-Ciebie.- wycedziłam, przełykając głośno ślinę.
Idiotka, tak pokłóć się z nim, właśnie tego teraz potrzebujesz?! 
Krople słonej jak sól wody kapały na podłogę zjeżdżając po moich policzkach.
Całe zalały się krwistą czerwienią, a ciało przesyła gęsia skórka.
~*~
"ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś  sama.."





~*~
Hey :D Następny rozdział za 6 komentarzy :*
I oczywiście za tydzień.
Na razie muszę nadrobić na reszcie braki więc trochę niestety poczekacie :/
Ale cóż nie ma tak dobrze.
Chciałam was poinformować że macie nie zrażać się do tego bloga.
Jeszcze chwila i pojawi się taka akcja że hohoho.. 
Nie oderwiecie się, ale nie mogę od tak do niej przejść nie idzie wgl :/
No nic motywujcie mnie komentarzami i wyrażajcie swoje opnie.
Pisane wszystko od serducha <3 








piątek, 5 września 2014

Rozdział 1 "Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić "



~*~
Stałam przed drzwiami mojej szansy.
W głowie wciąż mając słowa brata 'Żegnaj Alu'.
Tak, to moje złudne echo, zaczyna rozpaczać.
Trzęsę się nie mogąc opanować, jak chora psychicznie osoba!
Moje myśli są zdecydowanie za blisko oczu, każą mi patrzeć nie przed siebie, ale w głąb siebie.
Przypominają mi jak chwile temu stałam wtulona w moją 'życiową podporę', on napajał się zapachem mojego brzoskwiniowego szamponu do włosów, a ja jego boskimi perfumami.
Był najlepszą osobą jaką z nam i jedyną, z rodziny, jak i ogólnie.
Zawsze odkąd zmarli rodzice byłam sama, byliśmy sami oboje,
I do tej pory się zastanawiam czy można być samym we dwoje?
To dla mnie nierealne, ale tak jest, nie miałam przyjaciółek, lecz był Adam.
Nie miałam odwagi do nikogo się odezwać, a z nim rozmawiałam godzinami.
Był jak taka siostra bliźniaczka, a nie brat bliźniak.
Właśnie on z samego rana wytłumaczył mi że mam wielkie szczęście, że pomimo wieku ktoś mnie chcę, że mogę być szczęśliwa.
Bylebym tylko tego nie spieprzyła, moje możliwości są różne.
Powoli dostawałam zimnych potów, dreszcze miałam na całym ciele, oddychałam szybko i nie równomiernie, jakby za chwile mieli zabrać mi tlen.
Obracałam się dookoła czy nikt nie idzie, pora obiadu..
Wszyscy jedzą, a mi jak cholera burczy w brzuchu, na dodatek jeszcze cały mnie boli od nerwów.
Obawiam się, że mnie nie zaakceptują, wystawią sobie o mnie zdanie za szybko, a ja muszę przyzwyczaić się do ludzi.
Heh.. mam zupełnie inne obawy niż wczoraj, ale tak samo silne, jak nie bardziej.
Gapiłam się na klamkę z dobre 15 minut, pierwszy raz nie wiedziałam jak jej się używa.
Obawiałam się jej tak, jakby miała mnie poparzyć, nie dotykałam jej, a mimo to czułam że się parze.
Ze wstydu, z braku odwagi, płonę niczym żywa pochodnia.
Moje policzki pewnie teraz wyglądają jak wyciągnięte z pieca, to okropne, ale mam stracha.
Pierwszy raz w życiu złapałam takie coś, były podobne przypadki, lecz nigdy nie było takiego.
Moje ciało widać że tego nie chciało, ale dusza i serce dzięki jednej osobie pragnęło tego.
Mianowicie, robiłam to dla niego, dla brata.
Może w głębi dla siebie, ale nie wierzę w to!
Nie oglądałam się nigdy na ludzi, wiedziałam czego chcę i dążyłam do tego.
Niestety teraz stało się odwrotnie.
~*~
Rozglądałam się po pokoju.
Był kolorowy, zadbany, czysty, zupełnie nie ja!
Ja to szarość, nieład i bajzel.
Jednak nie znali mnie, pewnie myśleli że będę miała dwie wysokie kiteczki, skarpetki za kolona i białą zadbaną sukienkę.
Jeśli tak sądzili z lekka się zdziwili, lubiłam dresy, za duże bluzki i niedbałe koki.
Nie byłam wymarzoną córeczką, ale taką jaka jestem albo mnie kochasz, albo spieprzaj na drzewo!
-Choć na dół przedstawię ci resztę rodziny- poczułam czyjąś dłoń na moim karku.
Pani domu przyjechała po mnie i teraz ma przedstawić całą resztę.
Wydawała się miła, uprzejma, bardzo schludna i miała hopla na punkcie porządku.
-Mhm- przełknęłam głośno ślinę i zeszłam na dół po schodach.
Ciekawiło mnie czy ma dzieci? A może tylko męża i to ta zatytułowana "rodzina"?
Moje kroki były powolne i małe, ale w końcu dotarłam na miejsce.
Pierwsza osoba jaka rzuciła mi się w oczy, był to wysoki brunet w słuchawkach wchodzący w tej chwili do domu.
Miał dobrze zbudowane ciało, piękne idealnie ułożone włosy, brązowe jak czekolada oczka, oraz smutny wyraz twarzy, a raczej oburzony!
Chyba nie podobała mu się moja osoba w jego domu, zmierzył mnie od stóp do głów obojętnym spojrzeniem i ruszył w stronę salonu.
Stałam w nim ja, jego mama, jakaś młoda dziewczyna i straszy pan.
W telewizji leciała jakaś durna telenowela, on jak gdyby nigdy nic nie ściągając przedmiotu z uszu rozwalił się na kanapie.
Pan świata! 
Podeszłam poirytowana do niego i głośno chrząknęłam żeby usłyszał.
Powoli unosił wzrok do góry.
-A tobie pomóc w czymś!- wycedził, po czym zacisnęłam mocno szczękę.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, też się nie cieszę że widzę cie i mam mieszkać z tobą pod jednym dachem, ale do jasnej cholery należy mi się odrobina szacunku. Pod żadnym względem nie jestem gorsza od ciebie!- nie mogłam patrzeć na niego, bo serce krajało mi się na milion małych kawałeczków.
Miał wręcz okropną wadę MNIE TU NIE BYŁO JA CIE NIE ZNAM. WEZ WYJDZ ! 
Maluteńka wada na jego nieskazitelnej osobie, myślał o mnie jak o wyrzutku, marginesie społeczeństwa, po prostu śmieciu.
A ja nie dam się tak traktować! 
Niech sobie zapamięta, najlepiej na czole napisze wielkimi literami 'Alice Douson się nie obraża!'
-Słucham?- wybuchł nieopanowanym śmiechem. 
Przez co bardziej  wyprowadził mnie z równowagi.
-No dobrze słyszysz, bardzo dobrze, i mam nadzieje że tak zostanie bo nie lubię się powtarzać!
-A to nawet dobre.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Neymar..- mruknęła średniego wzrostu brunetka.
-Oo.. to tak nazywa się wielki pan świata!- wydarłam się i skierowałam wzrok na resztę osób w salonie.
-Dziękuje bardzo za wszystko, ale chyba poznamy się innym razem, a teraz wrócę do swojego pokoju.- zacmokałam ustami z powodu suchości w gardle.
Odwróciłam się na pięcie i popędziłam szybkim krokiem w wyznaczonym kierunku.
Nie słyszałam żadnych słów za sobą, szłam jak w transie, nie było nikogo, niczego, tylko ja!
Gdy dotarłam na miejsce bezwładnie opadłam na łóżko, rozpłakałam się głowę chowając w puszystą poduszkę.
Patrząc na jego matkę, jak po mnie przyszła, czułam że będzie dobrze, że złapie z nią kontakt, ale nie spodziewałam się tego.
-Ej.. on już taki jest- ktoś zaczął głaskać mnie po głowię.
Szybko zrywając się z pościeli  wtuliłam się w ramiona mojego wybawiciela.
Właściwie wybawicielki, bez niej bezradna ryczałabym w kołdrę.
-Mała, ci.. będzie dobrze- objęła mnie mocniej, a ja aż krztusiłam łzami.
Uspokoił mnie jednak jej ton, to jak mnie traktowała.
-Raffaella- dała mi na tacy najserdeczniejszy uśmiech świata.
-Alicja dla znajomych Ala- odwzajemniłam go ocierając pojedyncze łezki.
-Jeja zawsze chciałam mieć siostrę o tym imieniu, kocham moich rodziców- pisnęła przyciągając mnie do siebie.
Zakuło mnie w sercu, pierwsze słowa tak miłe usłyszałam z czyiś ust.
Ta część rodziny chyba mnie trawi. 
Westchnęłam z ulgą..
~*~
Wstałam rano słysząc pukanie czyiś butów i unoszący się w powietrzu zapach świeżych naleśników.
Zsunęłam się na kraniec łóżka i w dość tragicznym stanie przeciągnęłam się niczym rasowa kotka.
-Dzień dobry- usłyszałam czyjś głos przy drzwiach.
-Dzień dooo..bry- ziewałam co chwila.
-Neymar- podał mi dłoń tata Raf jak i Neymara.
Ta dość dziwnie tata i syn, to samo imię? 
Ale jak kto lubi.
-Ala- miałam zamiar być miła i nie obrażać się na nich, o kapryśnego synusia.
Szczerze, w podświadomości mówiłam sobie "nie spotkasz go dzisiaj, nie ma opcji, ten dom jest duży." 
Łudzić się w końcu można!
Wchodząc do kuchni ujrzałam już całą rodzinę przy stole.
To był dla mnie dość dziwny widok, bo nigdy nie miałam prawdziwej rodziny, a żeby siedziała razem przy stole to tym bardziej.
Pewnie uśmiechnęłabym się szeroko do nich, ale była tam czarna owca, pępek świata Ney.
Po jaką cholerę teraz chce mi uprzykrzyć życie, trzeba było myśleć jak mnie w tym domu jeszcze nie było!
Stanęłam w drzwiach opierając się o ich framugę i głośno westchnęłam.
Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić.
Teraz mogę powiedzieć najszczerzej jak tylko mogę że kochałam ją, brakuje jej mi, bardzo..


"Nie lubię tych wieczorów, gdy skulam się pod kołdrą na łóżku, przytulam do poduszki i usiłuję opanować myśli, które rozpierdalają mi głowę."