niedziela, 14 września 2014

Rozdział 2 "ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś sama.."



~*~
Puk, puk, puk..
Jeżeli zaraz się to nie skończy dostanę szału! 
W moim pokoju jak i całym domu panowała cisza, tak cholernie nie do przyjęcia przez moją osobę, że na krawędzi łóżka paznokciami wybijałam jakiś miły dla ucha rytm.
Ale na dłuższą metę zaczynało mnie to nudzić.
Strasznie mnie korciło żeby zejść na dół, ale po porannym przywitaniu Neya chyba spasuje!
Był dla mnie zimny, oschły i strasznie upierdliwy gdy już o coś spytał.
Przypominając sobie scenę z rana, na moich policzkach mokre ślady zaczęły zaznaczać łzy.
Nikt, nigdy w życiu nie był tak chamski i nie zapytał mnie o rodziców.
A on ten pieprzony egoista zrobił to przy jego rodzinie.
Paliłam się wtedy ze wstydu jak żywa pochodnia!
Do oczu zaczęła napływać słona substancja i szybkim krokiem uciekłam wtedy na górę.
Co dalej?!
Nic, po prostu głodna, wściekła i strasznie zraniona siedzę tu piątą godzinę.
Nie wiem już sama w ogóle czemu tu siedzę, dlaczego stąd nie ucieknę?
Miałam mętlik w głowie, moje ręce drżały jak nigdy dotąd.
Bałam się wstać z łóżka, a co dopiero wyjść z tego pokoju.
Czułam się jak w więzieniu, ale siedzę w nim z własnej boli.
Pomimo wszystko jednak zwlekłam się z siedzenia  i powolnym krokiem ruszyłam do lustra.
Tak, straszna wygoda, lustro w pokoju przez które muszą oglądać siebie w tak tragicznym stanie jak dziś.
Każdy kosmyk włosów powykręcany w inną stronę, a dłuższe końcówki ledwo trzymające się w niedbałym koku z tyłu głowy.
Oczy opuchnięte od płaczu, podkrążone i do tej pory lekko załzawione.
Normalnie istna katastrofa!
Ledwo trzymałam się na nogach, które zdobiły tylko krótkie spodenki od mojej piżamy w kolorze granatowym.
Do tego bluzka Batmana, a raczej jego znaku rozpoznawczego i mogłam schodzić do kuchni!
Tsaa.. już widzę wszystkich miny!
Pomyślą chyba że Bóg już mnie nie lubi i zabiorą do kościoła, albo lepiej jakiegoś typa co wyrzuca z ciała człowieka demony!
Teraz pewnie wyglądałam jakby jakiś mnie opętał..
Wychodziłam z pomieszczenia robiąc małe kroczki w stronę schodów.
Potwornie nie chciałam się pojawić w towarzystwie Neya, ale głodzić się też nie pragnęłam.
~*~
Stałam od pięciu minut przy kuchence zajadając się jogurtem, gdy ktoś z trzaskiem drzwi wparował do domu.
Mierzyłam wzrokiem chłopaka który łapczywie pił przy lodówce zimną wodę.
Był wyraznie zdenerwowany z jakiegoś powodu.
Przyglądałam się mu coraz bardziej zaciekawiona co go tak zdenerwowało, aż chyba sam to zauważył.
Zerknął na mnie i krzywo uśmiechnął..
Chwila..chwila! 
Nie wierzę, Neymar da-Silva Santos Junior umie się cieszyć! 
Kurwa gdzie go tego nauczyli, w dodatku w niespełna pół dnia!
Szacunek dla tych ludzi.
Zerkałam na niego ukradkiem gdy wyrzucałam pudełko do śmieci po czym wstawiałam wodę na Kawę.
Usiadłam na blacie i zaczęłam bawić w kubku czarną mieszanką.
Nie mogłam oderwać od tego wzroku, bo od razu zawiesiłabym go na Brazylijczyku.
Nawet nie ściągnął butów, tylko stał tak bawiąc się butelką po drugiej stronie.
W pewny momencie chciałam podejść do niego i sprawdzić czy nie ma gorączki.
Stoi niedaleko mnie i jeszcze nie obrzuca obelgami.
Cud.. zmądrzał..?
Teraz to dopiero moje myśli w głowie były porąbane.
Gdy woda się przegotowała chciała zejść i zalać nią naczynie w moich rękach.
Lecz powstrzymały mnie czyjeś ręce położone po dwóch stronach moich nóg,  a przede mną stał wysoki brunet.
Zszokowana nie wiedziałam jak powinnam się zachować, wpatrywałam się w jego czekoladowe tęczówki jak zaczarowana.
-Ja chciałem.- spojrzał w moje oczy i się zaciął.
-Płakałaś?- spytał załamany.
-Tak, ale co cie to obchodzi?!- obudził się we mnie instynkt samoobrony.
-Przeze mnie?- zwiesił głowę w dół.
-A przez kogo!- krzyknęłam na niego, w domu jednak chyba byliśmy sami, więc na niczyją pomoc nie mogłam liczyć.
Tak było całe życie, przyzwyczaiłam się!
Działaj sama, a wyjdziesz na tym najlepiej!
-Przepraszam, nie powinienem tak się zachować. Jestem skończonym dupkiem.- powiedział coś co już kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Że..co..?
-Dobrze słyszałaś nie wiem czemu taki dla ciebie byłem, nigdy tak nie potraktowałem nikogo, a zwłaszcza dziewczyny. Domyślam się jak musiałaś się czuć, gdy spytałem rano o rodziców.
Jestem idiotą!- zakuło mnie w sercu, znów wymówił to słowo.
Przynajmniej zrozumiał jak się czułam przez te dni.
Nie było ich dużo bo nawet nie dwa, ale sam fakt jeszcze jeden, a nigdy w życiu już by mnie nie zobaczyli.
-Nic nie powiesz?- musiałam długo rozmyślać, że spytał o to.
-Ja nie wiem co mam powiedzieć, przyjmuje przeprosiny, ale wiedz jak strasznie mnie zraniłeś.- westchnęłam ciężko, a on ściągnął delikatnie biorąc na ręce z blatu.
-Dziękuje.- wyszeptał mi na ucho stawiając na podłodze.
Przez naszą rozmowę musiałam drugi raz robić sobie napój i z nim powędrowałam na górę.
Tak chwyciłam pierwsze lepsze słuchawki i odpłynęłam.
~*~
Przebudziłam się koło 19,
Usiadłam na skraju łóżka i przeciągnęłam niczym rasowa kotka.
Obejrzałam dookoła i zwaliłam na podłogę koc którym byłam okryta.
Weszłam do swojej osobistej łazienki, odkręcając kurek z gorącą wodą.
Obmyłam sobie twarz żeby ją ożywić i zrzucając z siebie piżamę ruszyłam w stronę wanny.
Napuściłam do niej sporą ilość wody, po czym zanurzyłam.
Moje ciało przeszedł bardzo przyjemny dreszcz.
Delikatnie gładziłam skórę moich nóg gdy usłyszałam czyjś krzyk w salonie.
Szczerze, serce podeszło mi do gardła, przełknęłam głośno ślinę wyskakując przy tym z wody.
Założyłam na siebie to w czym byłam wcześniej i zleciałam szybko po schodach do salonu.
-Co się stało?- Rafaella stała przy sofie płacząc.
-Moja sukienka.- zaczęła się tajać, a Neymar nie dowierzając przekręcił oczami i wyszedł.
-Ale co z nią jest nie tak?
-Ktoś poplamił mi ją wiśniowym sokiem.- wskazała na jej przód.
-Jał..- wymamrotałam pod nosem.
-Co ja mam zrobię miałam w niej dziś iść na imprezę- przegryzłam wargę myśląc co na to poradzić.
-Wiesz co ja mam chyba pomysł- pobiegłam na górę.
  -Trzymaj.- wróciłam dając jej bardzo podobną sukienkę.
-Skąd ją masz?
-Dostałam od brata na 17 urodziny.- pominęłam to że zarabiał na nią dobre pół roku.
-Będzie świetnie pasowała do twoich butów.- spojrzałam na szpilki w rogu pokoju.
-Tak sądzisz? Twój brat ma gust i ja teraz boską siostrzyczkę.- przytuliła mnie, a ja o mało nie prychnęłam śmiechem widząc minę Neya opierającego się o framugę drzwi.
Było widać że miał coś z tym wspólnego, lecz nie miałam zamiaru słyszeć ich bezsensownej kłótni.
Kręcąc niedowierzająco głową minęłam go wędrując w stronę schodów.
Nie miałam na nic ochoty tylko bym spała, piła i jadła! Tak.. to moje plany na ten tydzień.
Zmarszczyłam czoło widząc że okno w moim pokoju jest otwarte.
Byłam świadoma że je zamykałam, musiałam się pomylić..
Usiadłam na krześle przy biurku i oddychałam świeżym zimnym powietrzem.
Drażniło moją skórę bardzo mocno przez kąpiel jaką niedawno brałam.
Jak na Hiszpanie pogoda tragiczna, ciemne chmury, silny wiatr i małe kropelki deszczu spadające z nieba.
- Mała..- usłyszałam czyjś szept za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam bruneta.
-Rodzice będę wczesnym rankiem bo zostają na noc u mojej cioci.- ostatnie słowa wymamrotał ledwo dla mnie zrozumiale. Pohamowywał się, bardzo dobrze, oby tak dalej da- Silva.
-Raf na imprezie pewnie też zostanie długo.. To może obejrzymy jakiś film.- podrapał się po karku, widać że był lekko skrępowany.
-Mmm..- przygryzłam wargę nie pewnie.
-Z wielką chęcią, ale jestem zmęczona.
-Serio? Spałaś dobre kilka godzin w dzień?
-Skąd wiesz?
-Wszedłem do ciebie do pokoju żeby spytać się czy zamawiamy pizze na kolacje, a ty leżałaś odkryta przy oknie.
-Aa.. to dla tego obudziłam się z kocem na sobie.- walnęłam się w czoło po czym skierowałam swoje paczadełka na jego.
-Długo w nocy nie mogłam zasnąć i to dlatego. Może obejrzymy jutro?
-Okey w razie co jestem  na dole.- ukazał szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-Dobranoc.- krzyknął na odchodne i wyszedł z pomieszczenia.
Nawet nie słyszałam jak do niego wszedł?!
Narzuciłam małe słuchawki na uszy i odpływałam z muzyką..
~*~
-Aaaaaaa...- wrzeszczałam zrywając się ze snu i gwałtownie siadając na łóżku.
Nogi podwinęłam pod brodę i przytuliłam nieszczelnie rękami.
Łzy ciekły z moich oczu jak woda z hydrantu. Nie no boskie porównanie! 
Cenimy takie Alice!
W głębi siebie słyszałam głosy rodziców, a przed oczami znajdował się obraz z ich pogrzebu, zamiast mojego nowego pokoju.
Zamknęłam je żeby przestać to widzieć i tak się stało.
Niestety wtedy zobaczyłam brata, zostawiłam go samego w domu dziecka.
Czego się dziwić że widzę go po nocach?!
Spojrzałam nerwowo na zegarek.. 1:12.
Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
Ciemno jak w dupie.. czyli Neymar już śpi.
Po cichu żeby go nie obudzić ruszyłam w kierunku kuchni.
Nie mam pojęcia po jakiego czorta usiadłam na barowym krześle koło wysepki i przymknęłam ciężki powieki.
Na stole leżało pudełko od jedzenia, otwarłam je i zobaczyłam dwa kawałki ciasta z pomidorem, serem, pieczarkami i mięsem.
Masakra jakie kalorie.. 
Jednak głodnemu wszystko wolno.
Chwyciłam go i już chciałam zacząć jeść, gdy usłyszałam jakieś głosy.
Obróciłam się za sobą a telewizor grał w najlepsze. 
Poszłam go wyłączyć z zaszklonymi od łez oczami gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach.
-Co tu robisz- wymruczał zmysłowo do mojego ucha mulat.
-Yyy.. wyłączam po tobie.- guzikiem od pilota zgasiłam wszystko że jedyne światło dawały nam halogeny z nad kuchenki.
Staliśmy pośrodku salonu za dobrze się nie widząc.
Na swojej tali wciąż czułam ciepły dotyk chłopaka.
Byłam taka niska i krucha w porównaniu do niego..
-Miałem zamiar jeszcze oglądać, ale spoko.- czułam że na jego twarz wkrada się lekki grymas.
-Przepraszam, ale jak coś to mogłeś tu siedzieć, a nie łazić.- bąknęłam oburzona.
-No wiesz musiałem na chwile wyjść.
-Jak pada!? - wskazałam palcem na okno za którym panowała już nie zła burza.
-Musiałem pogadać przez telefon.
-Nie mogłeś w domu?- czułam że nie powie mi po co wywiało go na dwór. 
No, ale jego sprawa.
Był mokry gdy przejechałam ręką po jego cieplutkiej bluzie.
-Znów płakałaś?- uniósł moją brodę w górę żebym w tym półmroku odszukała jego brązowe oczka.
Nie powiem szybko je znalazłam i zatonęłam w nich nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.
-Wca-le-że-nie.- jąkałam się po połowie słowa nie mogąc go dokończyć.
-Kogo ty chcesz oszukać.- skarcił mnie,a ja zdziwiłam że znów usłyszałam ten dziwny ton, chłodny, zimowy, mrożący krew w moich żyłach.
Nienawidziłam go u żadnego faceta.
-Ciebie.- wycedziłam, przełykając głośno ślinę.
Idiotka, tak pokłóć się z nim, właśnie tego teraz potrzebujesz?! 
Krople słonej jak sól wody kapały na podłogę zjeżdżając po moich policzkach.
Całe zalały się krwistą czerwienią, a ciało przesyła gęsia skórka.
~*~
"ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś  sama.."





~*~
Hey :D Następny rozdział za 6 komentarzy :*
I oczywiście za tydzień.
Na razie muszę nadrobić na reszcie braki więc trochę niestety poczekacie :/
Ale cóż nie ma tak dobrze.
Chciałam was poinformować że macie nie zrażać się do tego bloga.
Jeszcze chwila i pojawi się taka akcja że hohoho.. 
Nie oderwiecie się, ale nie mogę od tak do niej przejść nie idzie wgl :/
No nic motywujcie mnie komentarzami i wyrażajcie swoje opnie.
Pisane wszystko od serducha <3 








6 komentarzy:

  1. Za krótkie chyba!
    Kolejny, świetny rozdział. :)
    Ney i Ala tak bardzo do siebie pasują, eh.
    Pozdrawiam i czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra! I taaaaaakie dłuuuugie :D Przypłaciłam ten rozdział angielskim ale warto było, myślę że mi to wybaczą xD
    Czekam na nexta, mam nadzieję że pojawi się szybko, bo między bohaterami iskrzy xD
    Buziaki kochana i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie cudo i postarałaś się,że jest dość długi!
    Problem,że jestem w samochodzie i mam słaby zasięg w tym też słaby internet więc nie wiele mogę pisać:/
    Przepraszam,że teraz dopiero przeczytałam,ale rozumiesz szkoła...
    3gimazjum to nie jest zabawa,a musze sobie poradzić! :)
    Pozdrawiam i życze dużo weny!:*

    OdpowiedzUsuń