piątek, 5 września 2014

Rozdział 1 "Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić "



~*~
Stałam przed drzwiami mojej szansy.
W głowie wciąż mając słowa brata 'Żegnaj Alu'.
Tak, to moje złudne echo, zaczyna rozpaczać.
Trzęsę się nie mogąc opanować, jak chora psychicznie osoba!
Moje myśli są zdecydowanie za blisko oczu, każą mi patrzeć nie przed siebie, ale w głąb siebie.
Przypominają mi jak chwile temu stałam wtulona w moją 'życiową podporę', on napajał się zapachem mojego brzoskwiniowego szamponu do włosów, a ja jego boskimi perfumami.
Był najlepszą osobą jaką z nam i jedyną, z rodziny, jak i ogólnie.
Zawsze odkąd zmarli rodzice byłam sama, byliśmy sami oboje,
I do tej pory się zastanawiam czy można być samym we dwoje?
To dla mnie nierealne, ale tak jest, nie miałam przyjaciółek, lecz był Adam.
Nie miałam odwagi do nikogo się odezwać, a z nim rozmawiałam godzinami.
Był jak taka siostra bliźniaczka, a nie brat bliźniak.
Właśnie on z samego rana wytłumaczył mi że mam wielkie szczęście, że pomimo wieku ktoś mnie chcę, że mogę być szczęśliwa.
Bylebym tylko tego nie spieprzyła, moje możliwości są różne.
Powoli dostawałam zimnych potów, dreszcze miałam na całym ciele, oddychałam szybko i nie równomiernie, jakby za chwile mieli zabrać mi tlen.
Obracałam się dookoła czy nikt nie idzie, pora obiadu..
Wszyscy jedzą, a mi jak cholera burczy w brzuchu, na dodatek jeszcze cały mnie boli od nerwów.
Obawiam się, że mnie nie zaakceptują, wystawią sobie o mnie zdanie za szybko, a ja muszę przyzwyczaić się do ludzi.
Heh.. mam zupełnie inne obawy niż wczoraj, ale tak samo silne, jak nie bardziej.
Gapiłam się na klamkę z dobre 15 minut, pierwszy raz nie wiedziałam jak jej się używa.
Obawiałam się jej tak, jakby miała mnie poparzyć, nie dotykałam jej, a mimo to czułam że się parze.
Ze wstydu, z braku odwagi, płonę niczym żywa pochodnia.
Moje policzki pewnie teraz wyglądają jak wyciągnięte z pieca, to okropne, ale mam stracha.
Pierwszy raz w życiu złapałam takie coś, były podobne przypadki, lecz nigdy nie było takiego.
Moje ciało widać że tego nie chciało, ale dusza i serce dzięki jednej osobie pragnęło tego.
Mianowicie, robiłam to dla niego, dla brata.
Może w głębi dla siebie, ale nie wierzę w to!
Nie oglądałam się nigdy na ludzi, wiedziałam czego chcę i dążyłam do tego.
Niestety teraz stało się odwrotnie.
~*~
Rozglądałam się po pokoju.
Był kolorowy, zadbany, czysty, zupełnie nie ja!
Ja to szarość, nieład i bajzel.
Jednak nie znali mnie, pewnie myśleli że będę miała dwie wysokie kiteczki, skarpetki za kolona i białą zadbaną sukienkę.
Jeśli tak sądzili z lekka się zdziwili, lubiłam dresy, za duże bluzki i niedbałe koki.
Nie byłam wymarzoną córeczką, ale taką jaka jestem albo mnie kochasz, albo spieprzaj na drzewo!
-Choć na dół przedstawię ci resztę rodziny- poczułam czyjąś dłoń na moim karku.
Pani domu przyjechała po mnie i teraz ma przedstawić całą resztę.
Wydawała się miła, uprzejma, bardzo schludna i miała hopla na punkcie porządku.
-Mhm- przełknęłam głośno ślinę i zeszłam na dół po schodach.
Ciekawiło mnie czy ma dzieci? A może tylko męża i to ta zatytułowana "rodzina"?
Moje kroki były powolne i małe, ale w końcu dotarłam na miejsce.
Pierwsza osoba jaka rzuciła mi się w oczy, był to wysoki brunet w słuchawkach wchodzący w tej chwili do domu.
Miał dobrze zbudowane ciało, piękne idealnie ułożone włosy, brązowe jak czekolada oczka, oraz smutny wyraz twarzy, a raczej oburzony!
Chyba nie podobała mu się moja osoba w jego domu, zmierzył mnie od stóp do głów obojętnym spojrzeniem i ruszył w stronę salonu.
Stałam w nim ja, jego mama, jakaś młoda dziewczyna i straszy pan.
W telewizji leciała jakaś durna telenowela, on jak gdyby nigdy nic nie ściągając przedmiotu z uszu rozwalił się na kanapie.
Pan świata! 
Podeszłam poirytowana do niego i głośno chrząknęłam żeby usłyszał.
Powoli unosił wzrok do góry.
-A tobie pomóc w czymś!- wycedził, po czym zacisnęłam mocno szczękę.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, też się nie cieszę że widzę cie i mam mieszkać z tobą pod jednym dachem, ale do jasnej cholery należy mi się odrobina szacunku. Pod żadnym względem nie jestem gorsza od ciebie!- nie mogłam patrzeć na niego, bo serce krajało mi się na milion małych kawałeczków.
Miał wręcz okropną wadę MNIE TU NIE BYŁO JA CIE NIE ZNAM. WEZ WYJDZ ! 
Maluteńka wada na jego nieskazitelnej osobie, myślał o mnie jak o wyrzutku, marginesie społeczeństwa, po prostu śmieciu.
A ja nie dam się tak traktować! 
Niech sobie zapamięta, najlepiej na czole napisze wielkimi literami 'Alice Douson się nie obraża!'
-Słucham?- wybuchł nieopanowanym śmiechem. 
Przez co bardziej  wyprowadził mnie z równowagi.
-No dobrze słyszysz, bardzo dobrze, i mam nadzieje że tak zostanie bo nie lubię się powtarzać!
-A to nawet dobre.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Neymar..- mruknęła średniego wzrostu brunetka.
-Oo.. to tak nazywa się wielki pan świata!- wydarłam się i skierowałam wzrok na resztę osób w salonie.
-Dziękuje bardzo za wszystko, ale chyba poznamy się innym razem, a teraz wrócę do swojego pokoju.- zacmokałam ustami z powodu suchości w gardle.
Odwróciłam się na pięcie i popędziłam szybkim krokiem w wyznaczonym kierunku.
Nie słyszałam żadnych słów za sobą, szłam jak w transie, nie było nikogo, niczego, tylko ja!
Gdy dotarłam na miejsce bezwładnie opadłam na łóżko, rozpłakałam się głowę chowając w puszystą poduszkę.
Patrząc na jego matkę, jak po mnie przyszła, czułam że będzie dobrze, że złapie z nią kontakt, ale nie spodziewałam się tego.
-Ej.. on już taki jest- ktoś zaczął głaskać mnie po głowię.
Szybko zrywając się z pościeli  wtuliłam się w ramiona mojego wybawiciela.
Właściwie wybawicielki, bez niej bezradna ryczałabym w kołdrę.
-Mała, ci.. będzie dobrze- objęła mnie mocniej, a ja aż krztusiłam łzami.
Uspokoił mnie jednak jej ton, to jak mnie traktowała.
-Raffaella- dała mi na tacy najserdeczniejszy uśmiech świata.
-Alicja dla znajomych Ala- odwzajemniłam go ocierając pojedyncze łezki.
-Jeja zawsze chciałam mieć siostrę o tym imieniu, kocham moich rodziców- pisnęła przyciągając mnie do siebie.
Zakuło mnie w sercu, pierwsze słowa tak miłe usłyszałam z czyiś ust.
Ta część rodziny chyba mnie trawi. 
Westchnęłam z ulgą..
~*~
Wstałam rano słysząc pukanie czyiś butów i unoszący się w powietrzu zapach świeżych naleśników.
Zsunęłam się na kraniec łóżka i w dość tragicznym stanie przeciągnęłam się niczym rasowa kotka.
-Dzień dobry- usłyszałam czyjś głos przy drzwiach.
-Dzień dooo..bry- ziewałam co chwila.
-Neymar- podał mi dłoń tata Raf jak i Neymara.
Ta dość dziwnie tata i syn, to samo imię? 
Ale jak kto lubi.
-Ala- miałam zamiar być miła i nie obrażać się na nich, o kapryśnego synusia.
Szczerze, w podświadomości mówiłam sobie "nie spotkasz go dzisiaj, nie ma opcji, ten dom jest duży." 
Łudzić się w końcu można!
Wchodząc do kuchni ujrzałam już całą rodzinę przy stole.
To był dla mnie dość dziwny widok, bo nigdy nie miałam prawdziwej rodziny, a żeby siedziała razem przy stole to tym bardziej.
Pewnie uśmiechnęłabym się szeroko do nich, ale była tam czarna owca, pępek świata Ney.
Po jaką cholerę teraz chce mi uprzykrzyć życie, trzeba było myśleć jak mnie w tym domu jeszcze nie było!
Stanęłam w drzwiach opierając się o ich framugę i głośno westchnęłam.
Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić.
Teraz mogę powiedzieć najszczerzej jak tylko mogę że kochałam ją, brakuje jej mi, bardzo..


"Nie lubię tych wieczorów, gdy skulam się pod kołdrą na łóżku, przytulam do poduszki i usiłuję opanować myśli, które rozpierdalają mi głowę."







3 komentarze:

  1. Cudny rozdział ale dlaczego tak szybko się skończył. :(
    Czekam na następny, jestem ciekawa co będzie dalej z Neyem i Alą. :)
    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku no jaki cudny! :c
    Nie mogę się zbytnio rozpisywać,rozumiesz...telefon xd
    Szkoda że taki krótki... :C
    Ale czekam na Nexta!
    Infromuj:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę coraz lepsze się robi to opowiadanie ! :)
    Nie trzymaj mnie dłużej niepewności kochana i szybko dodaj coś nowego :)

    <3

    OdpowiedzUsuń