sobota, 27 września 2014

Rozdział 3 "Zostań bo ta noc, to ona płacze deszczem.."

~*~
Zadrżałam widząc jego wzrok na sobie, był taki chłodny przez mój niewyparzony język.
Mogłam siedzieć cicho, ale nie!
Musiałam się cholera odezwać!
Lustrował mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, a w moich paczadełkach zbierało się coraz więcej łez.
Nie chciałam okazać że jestem słaba, to nie było w moim stylu.
Jednak wszystko co było we mnie prysło na zewnątrz, niczym bańka mydlana ulotniły się ze mnie emocje tłumione w środku.
-Co ty sobie myślisz że ja nie mam uczuć, możesz tak stać i bawić się mną. Nie jestem zabawką! I jak każdy mogę mieć gorsze dni, a nawet noce! Mam dosyć tego że znów traktujesz mnie przedmiotowo. Po co mówisz że się zmienisz. Nie minął dzień, a znów pokazałeś prawdziwą twarz!- wrzeszczałam żeby w końcu pojął co robi.
Lecz do niego nic nie dotarło, stał jak słup i nawet nie patrzył już na mnie, a na czubki swoich stóp.
Podciągnęłam nosem przez słoną substancje którą wręcz się krztusiłam.
Zataczała mokre ślady na moich czerwonych policzkach.
Chwilę stałam koło niego z nadzieją że się odezwie, ale gdy tak się nie stało minęłam go i ruszyłam do swojego pokoju.
Nie zdążyłam dotknąć klamki, a czyjaś ręka walnęła o drzwi z impetem.
Strasznie się przestraszyłam,
odwracając w stronę chłopaka.
-Odejdź i daj mi wejść do środka!- byłam stanowcza, nie chciałam żeby na mnie patrzył.
-Nie, musimy porozmawiać, bo ja nie chciałem żebyś to tak odebrała.
-A jak to ja pierdole miałam odebrać!- krzyknęłam, tając się jak nienormalna.
-Przepraszam.- wziął mnie w swoje ramiona.
Poczułam ciepło przeszywające mnie od środka.
    Płakałam waląc go pięściami wściekła, ale po chwili coś mnie tknęło i wpadłam znów bezwładnie w jego ciepłe otwarte ramiona, tym razem z własnej woli.
Powoli się uspokajałam napajając zapachem jego perfum.
Jego stabilny miętowy oddech drażnił skórę mojej szyi.
Moje tętno zaczęło wracać do normalnego stanu gdy nagle delikatnie odciągnął mnie od siebie, na wyciągnięcie rąk i spoglądał w moje oczy.
-Naprawdę nie chciałem..- wymruczał ledwo słyszalnie, a ja zaczęłam kaszleć.
-Przeziębiłaś się- uśmiechnął się leciutko przez grymas jaki do tej pory malował się na jego twarzy.
Neymarze da-silva Santosie Juniorze..
Czy mi się zdaje czy ty masz uczucia!?
Lampiłam się na niego dłuższą chwilkę gdy poczułam czyjąś dłoń na moim barku.
-Aaaa...!- wydarłam się widząc za sobą moją biologiczną matkę.
-To mi się śni, powiedz mi to.. błagam..- widziałam przerażenie ze strony chłopaka, biedny nie widział co ma zrobić, czego się tak przestraszyłam.
Miałam rozum i byłam świadoma że duchy nie istnieją, ale to było takie realistyczne!
Ja ją czułam na sobie!
-Ci...- próbował mnie uspokoić gładząc po włosach.
Jednak się przeliczył, ja nie pies od głaskania po głowie nie zacznę biegać ciesząc się życiem po domu! A zwłaszcza na czworaka..!
-Neymar to wraca do mnie.- przełknęłam gule w gardle dość głośno.
-Co wraca?- spytał zszokowany.
-Moi rodzice, ich śmierć, te zmory!- wskazałam na miejsce gdzie chwilę temu ujrzałam matkę!
-Ja-ja-ja.. nie chcę.- przegryzłam wargę stając na przeciwko niego.
-Wiem że nie chcesz i obiecuje że to nie wróci na dobre.- starł łzę z mojego rozgrzanego  policzka.
-Choć.- chwycił mnie za rękę i przez wielkie balkonowe drzwi znalazłam się wraz z nim na świeżym powietrzu.
Oparłam się o jeszcze mokrą od deszczu balostradę i wdychałam buzią chłodne powietrze.
Objął mnie od tyłu swoimi wielkimi rękoma które następnie znalazły się na moim brzuchu, kołysząc to w lewo to w prawo.
Nic nie popsuło by tego magicznego momentu, oprócz głośnego grzmotu i błyskawicy przeszywającej niebo.
-Znów zbiera się na burzę- westchnął głośno i skierował mnie w stronę nieznanego mi jeszcze pomieszczenia.
Tsaa.. jego pokój, mogłam się domyślić!
W tamtej chwili mało mnie obchodził, ale jako pierwsze rzuciły mi się w oczy dyplomy, trofea, różne piłki jak i gwiazdy futbolu na plakatach.
Widać co było jego pasją.
  Usiadłam na dość wygodnym łóżku chwytając w ręce małą puchatą poduszkę.
-Trzymaj- rzucił w moją stronę ciemną bluzę przekładaną przez głowę.
-Po co mi to?- uniosłam najwyżej jak tylko mogłam brwi, z lekka zdziwiona.
-No wiesz ta kołdra raczej za ciepła nie jest, a z twoim katarem rozchorujesz się jeszcze bardziej.- podrapał się po karku.
-Ta kołdra ?- zmierzyłam wzrokiem jego pościel nie dowierzając.
-A widzisz tu inną? Chyba że chcesz spać sama u siebie z rodz..
-Dobra, okey, już zakładam tatusiu.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od dawna szczerze.
-Jestem od ciebie tylko dwa lata starszy.
-No i co z tego.- wystawiłam mu język.
-Heh..- pokręcił trochę głową i zniknął za drzwiami garderoby, łazienki?
Nie mam bladego pojęcia!
Ułożyłam się po lewej stronie materaca i obtulając kołdrą przymknęłam oczy.
Bluza bruneta dawała mi dużo ciepła, ale typowy zmarzluch ze mnie gdy łapie mnie jakaś grypa, a wszystko na to wskazywało.
-O nie!- usłyszałam czyjś wzrok.
-Ja śpię po tej stronie.- chciał mnie przesunąć bez większego rezultatu.
-Skończ marudzić, dziewczynom się ustępuje!
-A widzisz tu jakąś!- zaśmiał się, a ja trzepnęłam go przez głowę.
-Hahaha..ale śmieszne- ironizowałam oburzona.
-Zjeżdżaj!- pchnęłam go na drugi kraniec łóżka.
-Pff..- bąknął.
-Coś mówisz?- spytałam odwracając się w jego kierunku.
-Nic, nic śpij.- machnął ręką.
~*~
Przebudziłam się bardzo spokojna, nie wiem co było tym spowodowane.
Pierwszy raz poczułam że nie mam czego się obawiać, że nic mi nie grozi.
Pewnie jak zwykle do nocy, ale to przynajmniej coś.
Czułam czyjąś dłoń na moim biodrze, lekko zadrżałam z tego powodu, ale po porządnym otwarciu oczu zobaczyłam Neya.
Tak, dzięki niemu wczoraj nic złego się nie stało, mogłam ze spokojem położyć się i zasnąć.
Ściągając delikatnie żeby go nie obudzić rękę z mojej talli, podniosłam się do pionu i przetarłam piąstkami oczy.
Jeszcze się przeciągając podeszłam do okna i lekko je uchyliłam.
Oparłam się plecami o parapet i dłońmi okryłam szczelnie swoje ciało, na którym znajdowała się bluza bruneta.
Nie miałam zamiaru już myśleć o tym co się wczoraj stało, praktycznie to nawet mało pamiętam.
Przyglądałam się pokojowi do którego wpadało w tym momencie słońce.
Był bardzo czysty i zadbany jak na sypialnie chłopaka.
Na bank ktoś mu tu sprząta, ja tu mieszkam trzy dni, a mam dwa razy większy bajzel.
    Po dłuższym namyśle stwierdziłam że idę na dół zjeść śniadanie.
Gdy jednak postawiłam nogę w kuchni żałowałam swojego pomysłu.
Rodzice Raf i Neymara siedzieli przy stole i zajadali się kanapkami pijąc do tego mocną czarną kawę.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do nich szeroko i weszłam w głąb pomieszczenia.
-Dzień dobry Alice.- odpowiedzieli równo.
-Jak się spało?- spytał starszy pan biorąc do ręki poranną gazetę.
Stanęłam jak słup z butelką wody jaką trzymałam w rękach.
Zacisnęłam odruchowo na niej palce i wzięłam głęboki oddech.
-Bardzo dobrze.- zgryzłam policzek od środka bojąc się że z rana byli u mnie w pokoju i mnie tam nie zastali.
-To się cieszę, bo tak ciężko było mi skręcać to łóżko.- zaśmiał się, a jai poszłam w jego ślady.
-Pomimo wszystko bardzo wygodne.- usiadłam obok nich robiąc największą głupotę na świecie.
-Czy to nie jest bluza Neymara?- skarciła mnie wzrokiem jego mama.
Na te słowa prawie zadławiłam się jedzeniem jakie właśnie pałaszowałam.
-Yyy.. nie to bluza mojego brata, dał mi ją jak wyjeżdżałam tu do was.- próbowałam jakoś wybrnąć, ale ona musiała kosztować majątek, a dziwne żeby dziecko z domu dziecka miało na taką rzecz pieniądze.
-Mhm..- widać że ledwo ledwo, lecz mi uwierzyła.
Uff.. cały strach ze mnie zszedł.
-Chciałabym dziś ok.15 jechać zapisać się do szkoły.- przerwałam krępującą cisze.
-My będziemy w pracy- westchnęli obaj.
-Ale może Ney cie zawiezie jak będzie jechał do Oscara.- uśmiechnęła się lekko kobieta, a ja odwzajemniłam gest.
Choć nie wiedziałam kilku rzeczy:
-Kim jest Oscar?
-Po co do niego mój nowy braciszek ma zamiar jechać?
-I czy po drodze nas dwóch w samochodzie nie zabije?!
Gdyż nie mogę sobie wyobrazić jak on prowadzi samochód!
      Patrzyłam jak obydwoje mijają mnie życząc miłego dnia i wychodzą do pracy.
Jak tylko trzasnęły za nimi drzwi pozbierałam naczynia i ruszyłam z nimi do zlewu.
Powoli włączając radio zaczęłam śpiewać lecącą w nim piosenkę i zmywać szklanki, kubki, talerze i sztućce.
- Zostań bo ta noc, to ona płaczę deszczem..
Zostań bo jak nikt przynosisz mi powietrze..- ktoś zaczął śpiewać razem ze mną.
Postanowiłam się nie odwracać i poczekać na dalsze ruchy osoby która znajdowała się ze mną w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?- zachrypniętym głosem spytał mężczyzna za mną.
-Bosko-  przegryzłam wargę obracając w stronę mojego rozmówcy.
-To czemu tak szybko wstałaś?
-Bo byłam głodna, ale najadłam się nadto wymyślając dobre kłamstwo na to że jestem w twoich ubraniach.- zawiesiłam ręce na jego szyi.
-Co?! Rodzice wrócili już do domu?
-Tak już są w pracy nawet! Gratuluje spostrzegawczości.- zachichotałam, a ten delikatnie usadowił na blacie.
-No wiem, czasem nie za dobrze łapie jaka jest godzina.
-Ta.. a zwłaszcza jak wstajesz- zaczęłam brechać jak nienormalna, po czym chwytając trochę piany z szmatki wytarłam nią policzki chłopaka.
-Hahaha.. wreszcie jesteś czysty- zaśmiałam się ukazując szereg białych ząbków.
-Ah.. tak- nabrał wody na ręce z kranu i wysmarował całą moją twarz nią.
-Ej..- założyłam ręce na piersi, wydymając usta w geście wielkiego grymasu.
-No co?- przybliżył się tak że stykaliśmy się czubkami nosów.
-Mam Focha- warknęłam, lecz Ney z uśmiechem na buzi zgarnął niesforny kosmyk moich włosów z twarzy i pocałował w policzek.
-Z pustyni przywozić deszcz co zgasi pragnienie w was!- wyszczerzyłam się skacowana Raffaella.
Oderwaliśmy się od siebie w szybkim tempie.
Myślałam czy czasem nie zagalopowaliśmy się z tymi czułościami!
Jednak będąc koło niego czułam się bardzo dobrze, jak przy Adamie, a nawet..
Nie! Adam najważniejszy, najlepszy!





~*~
Hey *.*
Wreszcie zdobyłam się na odwagę i napisałam 3 :) 
Po prostu musiałam jeszcze dziś i to mam nadzieje docenicie.
Krótszy niż ostatnio, ale ma to co chciałam przekazać RADOŚĆ, SMUTEK, BÓL, ŚMIECH i ISKIERKI ;*
Pierwszy raz pisząc czułam że nie zmieniam fabuły i gram coraz lepiej w tą grę między Neymar'em a Alice.
Dokąd to dojdzie ? 
Tu już nie mam pojęcia! :D 
8 komentarzy= Nowy porządny rozdziałek.
Ściskam *.*.*.*.*.*
Papa..











niedziela, 14 września 2014

Rozdział 2 "ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś sama.."



~*~
Puk, puk, puk..
Jeżeli zaraz się to nie skończy dostanę szału! 
W moim pokoju jak i całym domu panowała cisza, tak cholernie nie do przyjęcia przez moją osobę, że na krawędzi łóżka paznokciami wybijałam jakiś miły dla ucha rytm.
Ale na dłuższą metę zaczynało mnie to nudzić.
Strasznie mnie korciło żeby zejść na dół, ale po porannym przywitaniu Neya chyba spasuje!
Był dla mnie zimny, oschły i strasznie upierdliwy gdy już o coś spytał.
Przypominając sobie scenę z rana, na moich policzkach mokre ślady zaczęły zaznaczać łzy.
Nikt, nigdy w życiu nie był tak chamski i nie zapytał mnie o rodziców.
A on ten pieprzony egoista zrobił to przy jego rodzinie.
Paliłam się wtedy ze wstydu jak żywa pochodnia!
Do oczu zaczęła napływać słona substancja i szybkim krokiem uciekłam wtedy na górę.
Co dalej?!
Nic, po prostu głodna, wściekła i strasznie zraniona siedzę tu piątą godzinę.
Nie wiem już sama w ogóle czemu tu siedzę, dlaczego stąd nie ucieknę?
Miałam mętlik w głowie, moje ręce drżały jak nigdy dotąd.
Bałam się wstać z łóżka, a co dopiero wyjść z tego pokoju.
Czułam się jak w więzieniu, ale siedzę w nim z własnej boli.
Pomimo wszystko jednak zwlekłam się z siedzenia  i powolnym krokiem ruszyłam do lustra.
Tak, straszna wygoda, lustro w pokoju przez które muszą oglądać siebie w tak tragicznym stanie jak dziś.
Każdy kosmyk włosów powykręcany w inną stronę, a dłuższe końcówki ledwo trzymające się w niedbałym koku z tyłu głowy.
Oczy opuchnięte od płaczu, podkrążone i do tej pory lekko załzawione.
Normalnie istna katastrofa!
Ledwo trzymałam się na nogach, które zdobiły tylko krótkie spodenki od mojej piżamy w kolorze granatowym.
Do tego bluzka Batmana, a raczej jego znaku rozpoznawczego i mogłam schodzić do kuchni!
Tsaa.. już widzę wszystkich miny!
Pomyślą chyba że Bóg już mnie nie lubi i zabiorą do kościoła, albo lepiej jakiegoś typa co wyrzuca z ciała człowieka demony!
Teraz pewnie wyglądałam jakby jakiś mnie opętał..
Wychodziłam z pomieszczenia robiąc małe kroczki w stronę schodów.
Potwornie nie chciałam się pojawić w towarzystwie Neya, ale głodzić się też nie pragnęłam.
~*~
Stałam od pięciu minut przy kuchence zajadając się jogurtem, gdy ktoś z trzaskiem drzwi wparował do domu.
Mierzyłam wzrokiem chłopaka który łapczywie pił przy lodówce zimną wodę.
Był wyraznie zdenerwowany z jakiegoś powodu.
Przyglądałam się mu coraz bardziej zaciekawiona co go tak zdenerwowało, aż chyba sam to zauważył.
Zerknął na mnie i krzywo uśmiechnął..
Chwila..chwila! 
Nie wierzę, Neymar da-Silva Santos Junior umie się cieszyć! 
Kurwa gdzie go tego nauczyli, w dodatku w niespełna pół dnia!
Szacunek dla tych ludzi.
Zerkałam na niego ukradkiem gdy wyrzucałam pudełko do śmieci po czym wstawiałam wodę na Kawę.
Usiadłam na blacie i zaczęłam bawić w kubku czarną mieszanką.
Nie mogłam oderwać od tego wzroku, bo od razu zawiesiłabym go na Brazylijczyku.
Nawet nie ściągnął butów, tylko stał tak bawiąc się butelką po drugiej stronie.
W pewny momencie chciałam podejść do niego i sprawdzić czy nie ma gorączki.
Stoi niedaleko mnie i jeszcze nie obrzuca obelgami.
Cud.. zmądrzał..?
Teraz to dopiero moje myśli w głowie były porąbane.
Gdy woda się przegotowała chciała zejść i zalać nią naczynie w moich rękach.
Lecz powstrzymały mnie czyjeś ręce położone po dwóch stronach moich nóg,  a przede mną stał wysoki brunet.
Zszokowana nie wiedziałam jak powinnam się zachować, wpatrywałam się w jego czekoladowe tęczówki jak zaczarowana.
-Ja chciałem.- spojrzał w moje oczy i się zaciął.
-Płakałaś?- spytał załamany.
-Tak, ale co cie to obchodzi?!- obudził się we mnie instynkt samoobrony.
-Przeze mnie?- zwiesił głowę w dół.
-A przez kogo!- krzyknęłam na niego, w domu jednak chyba byliśmy sami, więc na niczyją pomoc nie mogłam liczyć.
Tak było całe życie, przyzwyczaiłam się!
Działaj sama, a wyjdziesz na tym najlepiej!
-Przepraszam, nie powinienem tak się zachować. Jestem skończonym dupkiem.- powiedział coś co już kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Że..co..?
-Dobrze słyszałaś nie wiem czemu taki dla ciebie byłem, nigdy tak nie potraktowałem nikogo, a zwłaszcza dziewczyny. Domyślam się jak musiałaś się czuć, gdy spytałem rano o rodziców.
Jestem idiotą!- zakuło mnie w sercu, znów wymówił to słowo.
Przynajmniej zrozumiał jak się czułam przez te dni.
Nie było ich dużo bo nawet nie dwa, ale sam fakt jeszcze jeden, a nigdy w życiu już by mnie nie zobaczyli.
-Nic nie powiesz?- musiałam długo rozmyślać, że spytał o to.
-Ja nie wiem co mam powiedzieć, przyjmuje przeprosiny, ale wiedz jak strasznie mnie zraniłeś.- westchnęłam ciężko, a on ściągnął delikatnie biorąc na ręce z blatu.
-Dziękuje.- wyszeptał mi na ucho stawiając na podłodze.
Przez naszą rozmowę musiałam drugi raz robić sobie napój i z nim powędrowałam na górę.
Tak chwyciłam pierwsze lepsze słuchawki i odpłynęłam.
~*~
Przebudziłam się koło 19,
Usiadłam na skraju łóżka i przeciągnęłam niczym rasowa kotka.
Obejrzałam dookoła i zwaliłam na podłogę koc którym byłam okryta.
Weszłam do swojej osobistej łazienki, odkręcając kurek z gorącą wodą.
Obmyłam sobie twarz żeby ją ożywić i zrzucając z siebie piżamę ruszyłam w stronę wanny.
Napuściłam do niej sporą ilość wody, po czym zanurzyłam.
Moje ciało przeszedł bardzo przyjemny dreszcz.
Delikatnie gładziłam skórę moich nóg gdy usłyszałam czyjś krzyk w salonie.
Szczerze, serce podeszło mi do gardła, przełknęłam głośno ślinę wyskakując przy tym z wody.
Założyłam na siebie to w czym byłam wcześniej i zleciałam szybko po schodach do salonu.
-Co się stało?- Rafaella stała przy sofie płacząc.
-Moja sukienka.- zaczęła się tajać, a Neymar nie dowierzając przekręcił oczami i wyszedł.
-Ale co z nią jest nie tak?
-Ktoś poplamił mi ją wiśniowym sokiem.- wskazała na jej przód.
-Jał..- wymamrotałam pod nosem.
-Co ja mam zrobię miałam w niej dziś iść na imprezę- przegryzłam wargę myśląc co na to poradzić.
-Wiesz co ja mam chyba pomysł- pobiegłam na górę.
  -Trzymaj.- wróciłam dając jej bardzo podobną sukienkę.
-Skąd ją masz?
-Dostałam od brata na 17 urodziny.- pominęłam to że zarabiał na nią dobre pół roku.
-Będzie świetnie pasowała do twoich butów.- spojrzałam na szpilki w rogu pokoju.
-Tak sądzisz? Twój brat ma gust i ja teraz boską siostrzyczkę.- przytuliła mnie, a ja o mało nie prychnęłam śmiechem widząc minę Neya opierającego się o framugę drzwi.
Było widać że miał coś z tym wspólnego, lecz nie miałam zamiaru słyszeć ich bezsensownej kłótni.
Kręcąc niedowierzająco głową minęłam go wędrując w stronę schodów.
Nie miałam na nic ochoty tylko bym spała, piła i jadła! Tak.. to moje plany na ten tydzień.
Zmarszczyłam czoło widząc że okno w moim pokoju jest otwarte.
Byłam świadoma że je zamykałam, musiałam się pomylić..
Usiadłam na krześle przy biurku i oddychałam świeżym zimnym powietrzem.
Drażniło moją skórę bardzo mocno przez kąpiel jaką niedawno brałam.
Jak na Hiszpanie pogoda tragiczna, ciemne chmury, silny wiatr i małe kropelki deszczu spadające z nieba.
- Mała..- usłyszałam czyjś szept za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam bruneta.
-Rodzice będę wczesnym rankiem bo zostają na noc u mojej cioci.- ostatnie słowa wymamrotał ledwo dla mnie zrozumiale. Pohamowywał się, bardzo dobrze, oby tak dalej da- Silva.
-Raf na imprezie pewnie też zostanie długo.. To może obejrzymy jakiś film.- podrapał się po karku, widać że był lekko skrępowany.
-Mmm..- przygryzłam wargę nie pewnie.
-Z wielką chęcią, ale jestem zmęczona.
-Serio? Spałaś dobre kilka godzin w dzień?
-Skąd wiesz?
-Wszedłem do ciebie do pokoju żeby spytać się czy zamawiamy pizze na kolacje, a ty leżałaś odkryta przy oknie.
-Aa.. to dla tego obudziłam się z kocem na sobie.- walnęłam się w czoło po czym skierowałam swoje paczadełka na jego.
-Długo w nocy nie mogłam zasnąć i to dlatego. Może obejrzymy jutro?
-Okey w razie co jestem  na dole.- ukazał szereg swoich śnieżnobiałych ząbków.
-Dobranoc.- krzyknął na odchodne i wyszedł z pomieszczenia.
Nawet nie słyszałam jak do niego wszedł?!
Narzuciłam małe słuchawki na uszy i odpływałam z muzyką..
~*~
-Aaaaaaa...- wrzeszczałam zrywając się ze snu i gwałtownie siadając na łóżku.
Nogi podwinęłam pod brodę i przytuliłam nieszczelnie rękami.
Łzy ciekły z moich oczu jak woda z hydrantu. Nie no boskie porównanie! 
Cenimy takie Alice!
W głębi siebie słyszałam głosy rodziców, a przed oczami znajdował się obraz z ich pogrzebu, zamiast mojego nowego pokoju.
Zamknęłam je żeby przestać to widzieć i tak się stało.
Niestety wtedy zobaczyłam brata, zostawiłam go samego w domu dziecka.
Czego się dziwić że widzę go po nocach?!
Spojrzałam nerwowo na zegarek.. 1:12.
Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
Ciemno jak w dupie.. czyli Neymar już śpi.
Po cichu żeby go nie obudzić ruszyłam w kierunku kuchni.
Nie mam pojęcia po jakiego czorta usiadłam na barowym krześle koło wysepki i przymknęłam ciężki powieki.
Na stole leżało pudełko od jedzenia, otwarłam je i zobaczyłam dwa kawałki ciasta z pomidorem, serem, pieczarkami i mięsem.
Masakra jakie kalorie.. 
Jednak głodnemu wszystko wolno.
Chwyciłam go i już chciałam zacząć jeść, gdy usłyszałam jakieś głosy.
Obróciłam się za sobą a telewizor grał w najlepsze. 
Poszłam go wyłączyć z zaszklonymi od łez oczami gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach.
-Co tu robisz- wymruczał zmysłowo do mojego ucha mulat.
-Yyy.. wyłączam po tobie.- guzikiem od pilota zgasiłam wszystko że jedyne światło dawały nam halogeny z nad kuchenki.
Staliśmy pośrodku salonu za dobrze się nie widząc.
Na swojej tali wciąż czułam ciepły dotyk chłopaka.
Byłam taka niska i krucha w porównaniu do niego..
-Miałem zamiar jeszcze oglądać, ale spoko.- czułam że na jego twarz wkrada się lekki grymas.
-Przepraszam, ale jak coś to mogłeś tu siedzieć, a nie łazić.- bąknęłam oburzona.
-No wiesz musiałem na chwile wyjść.
-Jak pada!? - wskazałam palcem na okno za którym panowała już nie zła burza.
-Musiałem pogadać przez telefon.
-Nie mogłeś w domu?- czułam że nie powie mi po co wywiało go na dwór. 
No, ale jego sprawa.
Był mokry gdy przejechałam ręką po jego cieplutkiej bluzie.
-Znów płakałaś?- uniósł moją brodę w górę żebym w tym półmroku odszukała jego brązowe oczka.
Nie powiem szybko je znalazłam i zatonęłam w nich nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.
-Wca-le-że-nie.- jąkałam się po połowie słowa nie mogąc go dokończyć.
-Kogo ty chcesz oszukać.- skarcił mnie,a ja zdziwiłam że znów usłyszałam ten dziwny ton, chłodny, zimowy, mrożący krew w moich żyłach.
Nienawidziłam go u żadnego faceta.
-Ciebie.- wycedziłam, przełykając głośno ślinę.
Idiotka, tak pokłóć się z nim, właśnie tego teraz potrzebujesz?! 
Krople słonej jak sól wody kapały na podłogę zjeżdżając po moich policzkach.
Całe zalały się krwistą czerwienią, a ciało przesyła gęsia skórka.
~*~
"ch*j nie amant, ale masz pewność mała, że nie uśniesz dziś  sama.."





~*~
Hey :D Następny rozdział za 6 komentarzy :*
I oczywiście za tydzień.
Na razie muszę nadrobić na reszcie braki więc trochę niestety poczekacie :/
Ale cóż nie ma tak dobrze.
Chciałam was poinformować że macie nie zrażać się do tego bloga.
Jeszcze chwila i pojawi się taka akcja że hohoho.. 
Nie oderwiecie się, ale nie mogę od tak do niej przejść nie idzie wgl :/
No nic motywujcie mnie komentarzami i wyrażajcie swoje opnie.
Pisane wszystko od serducha <3 








piątek, 5 września 2014

Rozdział 1 "Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić "



~*~
Stałam przed drzwiami mojej szansy.
W głowie wciąż mając słowa brata 'Żegnaj Alu'.
Tak, to moje złudne echo, zaczyna rozpaczać.
Trzęsę się nie mogąc opanować, jak chora psychicznie osoba!
Moje myśli są zdecydowanie za blisko oczu, każą mi patrzeć nie przed siebie, ale w głąb siebie.
Przypominają mi jak chwile temu stałam wtulona w moją 'życiową podporę', on napajał się zapachem mojego brzoskwiniowego szamponu do włosów, a ja jego boskimi perfumami.
Był najlepszą osobą jaką z nam i jedyną, z rodziny, jak i ogólnie.
Zawsze odkąd zmarli rodzice byłam sama, byliśmy sami oboje,
I do tej pory się zastanawiam czy można być samym we dwoje?
To dla mnie nierealne, ale tak jest, nie miałam przyjaciółek, lecz był Adam.
Nie miałam odwagi do nikogo się odezwać, a z nim rozmawiałam godzinami.
Był jak taka siostra bliźniaczka, a nie brat bliźniak.
Właśnie on z samego rana wytłumaczył mi że mam wielkie szczęście, że pomimo wieku ktoś mnie chcę, że mogę być szczęśliwa.
Bylebym tylko tego nie spieprzyła, moje możliwości są różne.
Powoli dostawałam zimnych potów, dreszcze miałam na całym ciele, oddychałam szybko i nie równomiernie, jakby za chwile mieli zabrać mi tlen.
Obracałam się dookoła czy nikt nie idzie, pora obiadu..
Wszyscy jedzą, a mi jak cholera burczy w brzuchu, na dodatek jeszcze cały mnie boli od nerwów.
Obawiam się, że mnie nie zaakceptują, wystawią sobie o mnie zdanie za szybko, a ja muszę przyzwyczaić się do ludzi.
Heh.. mam zupełnie inne obawy niż wczoraj, ale tak samo silne, jak nie bardziej.
Gapiłam się na klamkę z dobre 15 minut, pierwszy raz nie wiedziałam jak jej się używa.
Obawiałam się jej tak, jakby miała mnie poparzyć, nie dotykałam jej, a mimo to czułam że się parze.
Ze wstydu, z braku odwagi, płonę niczym żywa pochodnia.
Moje policzki pewnie teraz wyglądają jak wyciągnięte z pieca, to okropne, ale mam stracha.
Pierwszy raz w życiu złapałam takie coś, były podobne przypadki, lecz nigdy nie było takiego.
Moje ciało widać że tego nie chciało, ale dusza i serce dzięki jednej osobie pragnęło tego.
Mianowicie, robiłam to dla niego, dla brata.
Może w głębi dla siebie, ale nie wierzę w to!
Nie oglądałam się nigdy na ludzi, wiedziałam czego chcę i dążyłam do tego.
Niestety teraz stało się odwrotnie.
~*~
Rozglądałam się po pokoju.
Był kolorowy, zadbany, czysty, zupełnie nie ja!
Ja to szarość, nieład i bajzel.
Jednak nie znali mnie, pewnie myśleli że będę miała dwie wysokie kiteczki, skarpetki za kolona i białą zadbaną sukienkę.
Jeśli tak sądzili z lekka się zdziwili, lubiłam dresy, za duże bluzki i niedbałe koki.
Nie byłam wymarzoną córeczką, ale taką jaka jestem albo mnie kochasz, albo spieprzaj na drzewo!
-Choć na dół przedstawię ci resztę rodziny- poczułam czyjąś dłoń na moim karku.
Pani domu przyjechała po mnie i teraz ma przedstawić całą resztę.
Wydawała się miła, uprzejma, bardzo schludna i miała hopla na punkcie porządku.
-Mhm- przełknęłam głośno ślinę i zeszłam na dół po schodach.
Ciekawiło mnie czy ma dzieci? A może tylko męża i to ta zatytułowana "rodzina"?
Moje kroki były powolne i małe, ale w końcu dotarłam na miejsce.
Pierwsza osoba jaka rzuciła mi się w oczy, był to wysoki brunet w słuchawkach wchodzący w tej chwili do domu.
Miał dobrze zbudowane ciało, piękne idealnie ułożone włosy, brązowe jak czekolada oczka, oraz smutny wyraz twarzy, a raczej oburzony!
Chyba nie podobała mu się moja osoba w jego domu, zmierzył mnie od stóp do głów obojętnym spojrzeniem i ruszył w stronę salonu.
Stałam w nim ja, jego mama, jakaś młoda dziewczyna i straszy pan.
W telewizji leciała jakaś durna telenowela, on jak gdyby nigdy nic nie ściągając przedmiotu z uszu rozwalił się na kanapie.
Pan świata! 
Podeszłam poirytowana do niego i głośno chrząknęłam żeby usłyszał.
Powoli unosił wzrok do góry.
-A tobie pomóc w czymś!- wycedził, po czym zacisnęłam mocno szczękę.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, też się nie cieszę że widzę cie i mam mieszkać z tobą pod jednym dachem, ale do jasnej cholery należy mi się odrobina szacunku. Pod żadnym względem nie jestem gorsza od ciebie!- nie mogłam patrzeć na niego, bo serce krajało mi się na milion małych kawałeczków.
Miał wręcz okropną wadę MNIE TU NIE BYŁO JA CIE NIE ZNAM. WEZ WYJDZ ! 
Maluteńka wada na jego nieskazitelnej osobie, myślał o mnie jak o wyrzutku, marginesie społeczeństwa, po prostu śmieciu.
A ja nie dam się tak traktować! 
Niech sobie zapamięta, najlepiej na czole napisze wielkimi literami 'Alice Douson się nie obraża!'
-Słucham?- wybuchł nieopanowanym śmiechem. 
Przez co bardziej  wyprowadził mnie z równowagi.
-No dobrze słyszysz, bardzo dobrze, i mam nadzieje że tak zostanie bo nie lubię się powtarzać!
-A to nawet dobre.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Neymar..- mruknęła średniego wzrostu brunetka.
-Oo.. to tak nazywa się wielki pan świata!- wydarłam się i skierowałam wzrok na resztę osób w salonie.
-Dziękuje bardzo za wszystko, ale chyba poznamy się innym razem, a teraz wrócę do swojego pokoju.- zacmokałam ustami z powodu suchości w gardle.
Odwróciłam się na pięcie i popędziłam szybkim krokiem w wyznaczonym kierunku.
Nie słyszałam żadnych słów za sobą, szłam jak w transie, nie było nikogo, niczego, tylko ja!
Gdy dotarłam na miejsce bezwładnie opadłam na łóżko, rozpłakałam się głowę chowając w puszystą poduszkę.
Patrząc na jego matkę, jak po mnie przyszła, czułam że będzie dobrze, że złapie z nią kontakt, ale nie spodziewałam się tego.
-Ej.. on już taki jest- ktoś zaczął głaskać mnie po głowię.
Szybko zrywając się z pościeli  wtuliłam się w ramiona mojego wybawiciela.
Właściwie wybawicielki, bez niej bezradna ryczałabym w kołdrę.
-Mała, ci.. będzie dobrze- objęła mnie mocniej, a ja aż krztusiłam łzami.
Uspokoił mnie jednak jej ton, to jak mnie traktowała.
-Raffaella- dała mi na tacy najserdeczniejszy uśmiech świata.
-Alicja dla znajomych Ala- odwzajemniłam go ocierając pojedyncze łezki.
-Jeja zawsze chciałam mieć siostrę o tym imieniu, kocham moich rodziców- pisnęła przyciągając mnie do siebie.
Zakuło mnie w sercu, pierwsze słowa tak miłe usłyszałam z czyiś ust.
Ta część rodziny chyba mnie trawi. 
Westchnęłam z ulgą..
~*~
Wstałam rano słysząc pukanie czyiś butów i unoszący się w powietrzu zapach świeżych naleśników.
Zsunęłam się na kraniec łóżka i w dość tragicznym stanie przeciągnęłam się niczym rasowa kotka.
-Dzień dobry- usłyszałam czyjś głos przy drzwiach.
-Dzień dooo..bry- ziewałam co chwila.
-Neymar- podał mi dłoń tata Raf jak i Neymara.
Ta dość dziwnie tata i syn, to samo imię? 
Ale jak kto lubi.
-Ala- miałam zamiar być miła i nie obrażać się na nich, o kapryśnego synusia.
Szczerze, w podświadomości mówiłam sobie "nie spotkasz go dzisiaj, nie ma opcji, ten dom jest duży." 
Łudzić się w końcu można!
Wchodząc do kuchni ujrzałam już całą rodzinę przy stole.
To był dla mnie dość dziwny widok, bo nigdy nie miałam prawdziwej rodziny, a żeby siedziała razem przy stole to tym bardziej.
Pewnie uśmiechnęłabym się szeroko do nich, ale była tam czarna owca, pępek świata Ney.
Po jaką cholerę teraz chce mi uprzykrzyć życie, trzeba było myśleć jak mnie w tym domu jeszcze nie było!
Stanęłam w drzwiach opierając się o ich framugę i głośno westchnęłam.
Samotność ma to do siebie, że najpierw boli, a potem człowiek zaczyna ją cenić.
Teraz mogę powiedzieć najszczerzej jak tylko mogę że kochałam ją, brakuje jej mi, bardzo..


"Nie lubię tych wieczorów, gdy skulam się pod kołdrą na łóżku, przytulam do poduszki i usiłuję opanować myśli, które rozpierdalają mi głowę."







poniedziałek, 1 września 2014

Prolog




~*~
 Bidul..
Wielu się pyta co ja tu robię! A co ja mam tu do cholery robić?! 
Siedzę tu już 12 lat i czekam.
Czekam, aż ten psychopata co piszę mój życiorys, przestanie się wygłupiać i zmieni kartkę.
Da mi żyć na nowo, stworzyć swój nowy świat.
Wręczy  mi bordową kredkę i stwierdzi 
'Teraz twoja kolej, sama napisz sobie resztę życia!'.
Niestety nie potrafi, zaczął wszystko gdy rzucałam w wielki dół czerwoną róże i nie ma zamiaru szybko skończyć.
Tchórz, co on sobie w ogóle wyobraża że kiedyś sama mu nie wyrwę tej kredki, nie na bazgrolę czegoś lepszego niż on?!
No tak, przecież jedna zła kreska i straciłby tyle lat roboty!
Mam siedemnaście lat, a przeżyłam więcej co nie jeden 80-latek.
Myślałam że w końcu zapomnę, przestanę o tym myśleć, jednak to nie jest takie proste.
Co noc śni mi się matka, a gdy tylko przechodzę koło warsztatu ojca, płacze.
Jak to małe dziecko, gdy zakopywali mi rodziców! 
Identycznie..
Czy coś się ma zmienić?
Tak, kiedyś chciałam być adoptowana, chciałam znów być kochana.
Uciec z tych ścian przepełnionych żalem i bólem.
Lecz teraz nie mam takiego zamiaru, po co komuś dziewczyna z problemami od piątego roku życia?
No, po co? 
Pobawią się mną przez rok i porzucą?! Niedoczekanie..
Nie chcę tej rodziny co starała się o mnie przez rok, nie widziałam ich i nie mam zamiaru oglądać dwadzieścia- cztery godziny na dobę! 
Mam brata i bez niego nie potrafię żyć, a oni mnie z nim rozdzielą.
Rozdzielą mnie z moim smerfem ważniakiem.
Pff.. już to widzę, oddadzą mnie bardzoo szybko.
Przez tyle lat byłam tu bita, gwałcona, nikogo tu wtedy nie było! 
Teraz nagle są wszyscy, każdy mnie chcę, wręcz pragnie!
Nie wytrzymuje, każdy dzień przyprawia mnie o kolejne doświadczenia z jakimi jeszcze nie miałam styczności, jutrzejszego boje się najbardziej..


„Prawie krwawię Boże,
w tej sprawie nie pomoże mi nic
nawet bit ze słuchawek,
postawię litr – będziemy pić
ja i mój diabeł, aż się udławię
bo nasz anioł miał wypadek."




~*~
Hey ;* 
Tak, teraz wiem co myślicie, znów tworzy bloga, a za chwilę go zawiesi, wycofa się? 
O nie, od teraz każdy blog jaki zacznę będzie skończony ;D
A ten zakończę koło Gwiazdki, Nowego Roku i moich urodzin.
Tak.. zakończyć taki blog w swoje urodziny, byłoby cudnie, ale uwierzcie.
Wiem co będzie się tu działo, lecz nie mam pojęcia ile będzie rozdziałów.
Wiem może nawet jak zakończę tego bloga, ale nw kiedy będzie nowy rozdział =D
Wszystko zależy od was, ja mogę na czwartek, piątek wrzucić wam 1. ;*
Potrzebne jedynie komentarze. Umawiamy się tak 10komentarzy- pierwszy rozdział.
A potem nie będą już się one liczyły ;*
No to Nars <3
Do następnego :)