~*~
Zadrżałam widząc jego wzrok na sobie, był taki chłodny przez mój niewyparzony język.
Mogłam siedzieć cicho, ale nie!
Musiałam się cholera odezwać!
Lustrował mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, a w moich paczadełkach zbierało się coraz więcej łez.
Nie chciałam okazać że jestem słaba, to nie było w moim stylu.
Jednak wszystko co było we mnie prysło na zewnątrz, niczym bańka mydlana ulotniły się ze mnie emocje tłumione w środku.
-Co ty sobie myślisz że ja nie mam uczuć, możesz tak stać i bawić się mną. Nie jestem zabawką! I jak każdy mogę mieć gorsze dni, a nawet noce! Mam dosyć tego że znów traktujesz mnie przedmiotowo. Po co mówisz że się zmienisz. Nie minął dzień, a znów pokazałeś prawdziwą twarz!- wrzeszczałam żeby w końcu pojął co robi.
Lecz do niego nic nie dotarło, stał jak słup i nawet nie patrzył już na mnie, a na czubki swoich stóp.
Podciągnęłam nosem przez słoną substancje którą wręcz się krztusiłam.
Zataczała mokre ślady na moich czerwonych policzkach.
Chwilę stałam koło niego z nadzieją że się odezwie, ale gdy tak się nie stało minęłam go i ruszyłam do swojego pokoju.
Nie zdążyłam dotknąć klamki, a czyjaś ręka walnęła o drzwi z impetem.
Strasznie się przestraszyłam,
odwracając w stronę chłopaka.
-Odejdź i daj mi wejść do środka!- byłam stanowcza, nie chciałam żeby na mnie patrzył.
-Nie, musimy porozmawiać, bo ja nie chciałem żebyś to tak odebrała.
-A jak to ja pierdole miałam odebrać!- krzyknęłam, tając się jak nienormalna.
-Przepraszam.- wziął mnie w swoje ramiona.
Poczułam ciepło przeszywające mnie od środka.
Płakałam waląc go pięściami wściekła, ale po chwili coś mnie tknęło i wpadłam znów bezwładnie w jego ciepłe otwarte ramiona, tym razem z własnej woli.
Powoli się uspokajałam napajając zapachem jego perfum.
Jego stabilny miętowy oddech drażnił skórę mojej szyi.
Moje tętno zaczęło wracać do normalnego stanu gdy nagle delikatnie odciągnął mnie od siebie, na wyciągnięcie rąk i spoglądał w moje oczy.
-Naprawdę nie chciałem..- wymruczał ledwo słyszalnie, a ja zaczęłam kaszleć.
-Przeziębiłaś się- uśmiechnął się leciutko przez grymas jaki do tej pory malował się na jego twarzy.
Neymarze da-silva Santosie Juniorze..
Czy mi się zdaje czy ty masz uczucia!?
Lampiłam się na niego dłuższą chwilkę gdy poczułam czyjąś dłoń na moim barku.
-Aaaa...!- wydarłam się widząc za sobą moją biologiczną matkę.
-To mi się śni, powiedz mi to.. błagam..- widziałam przerażenie ze strony chłopaka, biedny nie widział co ma zrobić, czego się tak przestraszyłam.
Miałam rozum i byłam świadoma że duchy nie istnieją, ale to było takie realistyczne!
Ja ją czułam na sobie!
-Ci...- próbował mnie uspokoić gładząc po włosach.
Jednak się przeliczył, ja nie pies od głaskania po głowie nie zacznę biegać ciesząc się życiem po domu! A zwłaszcza na czworaka..!
-Neymar to wraca do mnie.- przełknęłam gule w gardle dość głośno.
-Co wraca?- spytał zszokowany.
-Moi rodzice, ich śmierć, te zmory!- wskazałam na miejsce gdzie chwilę temu ujrzałam matkę!
-Ja-ja-ja.. nie chcę.- przegryzłam wargę stając na przeciwko niego.
-Wiem że nie chcesz i obiecuje że to nie wróci na dobre.- starł łzę z mojego rozgrzanego policzka.
-Choć.- chwycił mnie za rękę i przez wielkie balkonowe drzwi znalazłam się wraz z nim na świeżym powietrzu.
Oparłam się o jeszcze mokrą od deszczu balostradę i wdychałam buzią chłodne powietrze.
Objął mnie od tyłu swoimi wielkimi rękoma które następnie znalazły się na moim brzuchu, kołysząc to w lewo to w prawo.
Nic nie popsuło by tego magicznego momentu, oprócz głośnego grzmotu i błyskawicy przeszywającej niebo.
-Znów zbiera się na burzę- westchnął głośno i skierował mnie w stronę nieznanego mi jeszcze pomieszczenia.
Tsaa.. jego pokój, mogłam się domyślić!
W tamtej chwili mało mnie obchodził, ale jako pierwsze rzuciły mi się w oczy dyplomy, trofea, różne piłki jak i gwiazdy futbolu na plakatach.
Widać co było jego pasją.
Usiadłam na dość wygodnym łóżku chwytając w ręce małą puchatą poduszkę.
-Trzymaj- rzucił w moją stronę ciemną bluzę przekładaną przez głowę.
-Po co mi to?- uniosłam najwyżej jak tylko mogłam brwi, z lekka zdziwiona.
-No wiesz ta kołdra raczej za ciepła nie jest, a z twoim katarem rozchorujesz się jeszcze bardziej.- podrapał się po karku.
-Ta kołdra ?- zmierzyłam wzrokiem jego pościel nie dowierzając.
-A widzisz tu inną? Chyba że chcesz spać sama u siebie z rodz..
-Dobra, okey, już zakładam tatusiu.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od dawna szczerze.
-Jestem od ciebie tylko dwa lata starszy.
-No i co z tego.- wystawiłam mu język.
-Heh..- pokręcił trochę głową i zniknął za drzwiami garderoby, łazienki?
Nie mam bladego pojęcia!
Ułożyłam się po lewej stronie materaca i obtulając kołdrą przymknęłam oczy.
Bluza bruneta dawała mi dużo ciepła, ale typowy zmarzluch ze mnie gdy łapie mnie jakaś grypa, a wszystko na to wskazywało.
-O nie!- usłyszałam czyjś wzrok.
-Ja śpię po tej stronie.- chciał mnie przesunąć bez większego rezultatu.
-Skończ marudzić, dziewczynom się ustępuje!
-A widzisz tu jakąś!- zaśmiał się, a ja trzepnęłam go przez głowę.
-Hahaha..ale śmieszne- ironizowałam oburzona.
-Zjeżdżaj!- pchnęłam go na drugi kraniec łóżka.
-Pff..- bąknął.
-Coś mówisz?- spytałam odwracając się w jego kierunku.
-Nic, nic śpij.- machnął ręką.
Mogłam siedzieć cicho, ale nie!
Musiałam się cholera odezwać!
Lustrował mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, a w moich paczadełkach zbierało się coraz więcej łez.
Nie chciałam okazać że jestem słaba, to nie było w moim stylu.
Jednak wszystko co było we mnie prysło na zewnątrz, niczym bańka mydlana ulotniły się ze mnie emocje tłumione w środku.
-Co ty sobie myślisz że ja nie mam uczuć, możesz tak stać i bawić się mną. Nie jestem zabawką! I jak każdy mogę mieć gorsze dni, a nawet noce! Mam dosyć tego że znów traktujesz mnie przedmiotowo. Po co mówisz że się zmienisz. Nie minął dzień, a znów pokazałeś prawdziwą twarz!- wrzeszczałam żeby w końcu pojął co robi.
Lecz do niego nic nie dotarło, stał jak słup i nawet nie patrzył już na mnie, a na czubki swoich stóp.
Podciągnęłam nosem przez słoną substancje którą wręcz się krztusiłam.
Zataczała mokre ślady na moich czerwonych policzkach.
Chwilę stałam koło niego z nadzieją że się odezwie, ale gdy tak się nie stało minęłam go i ruszyłam do swojego pokoju.
Nie zdążyłam dotknąć klamki, a czyjaś ręka walnęła o drzwi z impetem.
Strasznie się przestraszyłam,
odwracając w stronę chłopaka.
-Odejdź i daj mi wejść do środka!- byłam stanowcza, nie chciałam żeby na mnie patrzył.
-Nie, musimy porozmawiać, bo ja nie chciałem żebyś to tak odebrała.
-A jak to ja pierdole miałam odebrać!- krzyknęłam, tając się jak nienormalna.
-Przepraszam.- wziął mnie w swoje ramiona.
Poczułam ciepło przeszywające mnie od środka.
Płakałam waląc go pięściami wściekła, ale po chwili coś mnie tknęło i wpadłam znów bezwładnie w jego ciepłe otwarte ramiona, tym razem z własnej woli.
Powoli się uspokajałam napajając zapachem jego perfum.
Jego stabilny miętowy oddech drażnił skórę mojej szyi.
Moje tętno zaczęło wracać do normalnego stanu gdy nagle delikatnie odciągnął mnie od siebie, na wyciągnięcie rąk i spoglądał w moje oczy.
-Naprawdę nie chciałem..- wymruczał ledwo słyszalnie, a ja zaczęłam kaszleć.
-Przeziębiłaś się- uśmiechnął się leciutko przez grymas jaki do tej pory malował się na jego twarzy.
Neymarze da-silva Santosie Juniorze..
Czy mi się zdaje czy ty masz uczucia!?
Lampiłam się na niego dłuższą chwilkę gdy poczułam czyjąś dłoń na moim barku.
-Aaaa...!- wydarłam się widząc za sobą moją biologiczną matkę.
-To mi się śni, powiedz mi to.. błagam..- widziałam przerażenie ze strony chłopaka, biedny nie widział co ma zrobić, czego się tak przestraszyłam.
Miałam rozum i byłam świadoma że duchy nie istnieją, ale to było takie realistyczne!
Ja ją czułam na sobie!
-Ci...- próbował mnie uspokoić gładząc po włosach.
Jednak się przeliczył, ja nie pies od głaskania po głowie nie zacznę biegać ciesząc się życiem po domu! A zwłaszcza na czworaka..!
-Neymar to wraca do mnie.- przełknęłam gule w gardle dość głośno.
-Co wraca?- spytał zszokowany.
-Moi rodzice, ich śmierć, te zmory!- wskazałam na miejsce gdzie chwilę temu ujrzałam matkę!
-Ja-ja-ja.. nie chcę.- przegryzłam wargę stając na przeciwko niego.
-Wiem że nie chcesz i obiecuje że to nie wróci na dobre.- starł łzę z mojego rozgrzanego policzka.
-Choć.- chwycił mnie za rękę i przez wielkie balkonowe drzwi znalazłam się wraz z nim na świeżym powietrzu.
Oparłam się o jeszcze mokrą od deszczu balostradę i wdychałam buzią chłodne powietrze.
Objął mnie od tyłu swoimi wielkimi rękoma które następnie znalazły się na moim brzuchu, kołysząc to w lewo to w prawo.
Nic nie popsuło by tego magicznego momentu, oprócz głośnego grzmotu i błyskawicy przeszywającej niebo.
-Znów zbiera się na burzę- westchnął głośno i skierował mnie w stronę nieznanego mi jeszcze pomieszczenia.
Tsaa.. jego pokój, mogłam się domyślić!
W tamtej chwili mało mnie obchodził, ale jako pierwsze rzuciły mi się w oczy dyplomy, trofea, różne piłki jak i gwiazdy futbolu na plakatach.
Widać co było jego pasją.
Usiadłam na dość wygodnym łóżku chwytając w ręce małą puchatą poduszkę.
-Trzymaj- rzucił w moją stronę ciemną bluzę przekładaną przez głowę.
-Po co mi to?- uniosłam najwyżej jak tylko mogłam brwi, z lekka zdziwiona.
-No wiesz ta kołdra raczej za ciepła nie jest, a z twoim katarem rozchorujesz się jeszcze bardziej.- podrapał się po karku.
-Ta kołdra ?- zmierzyłam wzrokiem jego pościel nie dowierzając.
-A widzisz tu inną? Chyba że chcesz spać sama u siebie z rodz..
-Dobra, okey, już zakładam tatusiu.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od dawna szczerze.
-Jestem od ciebie tylko dwa lata starszy.
-No i co z tego.- wystawiłam mu język.
-Heh..- pokręcił trochę głową i zniknął za drzwiami garderoby, łazienki?
Nie mam bladego pojęcia!
Ułożyłam się po lewej stronie materaca i obtulając kołdrą przymknęłam oczy.
Bluza bruneta dawała mi dużo ciepła, ale typowy zmarzluch ze mnie gdy łapie mnie jakaś grypa, a wszystko na to wskazywało.
-O nie!- usłyszałam czyjś wzrok.
-Ja śpię po tej stronie.- chciał mnie przesunąć bez większego rezultatu.
-Skończ marudzić, dziewczynom się ustępuje!
-A widzisz tu jakąś!- zaśmiał się, a ja trzepnęłam go przez głowę.
-Hahaha..ale śmieszne- ironizowałam oburzona.
-Zjeżdżaj!- pchnęłam go na drugi kraniec łóżka.
-Pff..- bąknął.
-Coś mówisz?- spytałam odwracając się w jego kierunku.
-Nic, nic śpij.- machnął ręką.
~*~
Przebudziłam się bardzo spokojna, nie wiem co było tym spowodowane.
Pierwszy raz poczułam że nie mam czego się obawiać, że nic mi nie grozi.
Pewnie jak zwykle do nocy, ale to przynajmniej coś.
Czułam czyjąś dłoń na moim biodrze, lekko zadrżałam z tego powodu, ale po porządnym otwarciu oczu zobaczyłam Neya.
Tak, dzięki niemu wczoraj nic złego się nie stało, mogłam ze spokojem położyć się i zasnąć.
Ściągając delikatnie żeby go nie obudzić rękę z mojej talli, podniosłam się do pionu i przetarłam piąstkami oczy.
Jeszcze się przeciągając podeszłam do okna i lekko je uchyliłam.
Oparłam się plecami o parapet i dłońmi okryłam szczelnie swoje ciało, na którym znajdowała się bluza bruneta.
Nie miałam zamiaru już myśleć o tym co się wczoraj stało, praktycznie to nawet mało pamiętam.
Przyglądałam się pokojowi do którego wpadało w tym momencie słońce.
Był bardzo czysty i zadbany jak na sypialnie chłopaka.
Na bank ktoś mu tu sprząta, ja tu mieszkam trzy dni, a mam dwa razy większy bajzel.
Po dłuższym namyśle stwierdziłam że idę na dół zjeść śniadanie.
Gdy jednak postawiłam nogę w kuchni żałowałam swojego pomysłu.
Rodzice Raf i Neymara siedzieli przy stole i zajadali się kanapkami pijąc do tego mocną czarną kawę.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do nich szeroko i weszłam w głąb pomieszczenia.
-Dzień dobry Alice.- odpowiedzieli równo.
-Jak się spało?- spytał starszy pan biorąc do ręki poranną gazetę.
Stanęłam jak słup z butelką wody jaką trzymałam w rękach.
Zacisnęłam odruchowo na niej palce i wzięłam głęboki oddech.
-Bardzo dobrze.- zgryzłam policzek od środka bojąc się że z rana byli u mnie w pokoju i mnie tam nie zastali.
-To się cieszę, bo tak ciężko było mi skręcać to łóżko.- zaśmiał się, a jai poszłam w jego ślady.
-Pomimo wszystko bardzo wygodne.- usiadłam obok nich robiąc największą głupotę na świecie.
-Czy to nie jest bluza Neymara?- skarciła mnie wzrokiem jego mama.
Na te słowa prawie zadławiłam się jedzeniem jakie właśnie pałaszowałam.
-Yyy.. nie to bluza mojego brata, dał mi ją jak wyjeżdżałam tu do was.- próbowałam jakoś wybrnąć, ale ona musiała kosztować majątek, a dziwne żeby dziecko z domu dziecka miało na taką rzecz pieniądze.
-Mhm..- widać że ledwo ledwo, lecz mi uwierzyła.
Uff.. cały strach ze mnie zszedł.
-Chciałabym dziś ok.15 jechać zapisać się do szkoły.- przerwałam krępującą cisze.
-My będziemy w pracy- westchnęli obaj.
-Ale może Ney cie zawiezie jak będzie jechał do Oscara.- uśmiechnęła się lekko kobieta, a ja odwzajemniłam gest.
Choć nie wiedziałam kilku rzeczy:
-Kim jest Oscar?
-Po co do niego mój nowy braciszek ma zamiar jechać?
-I czy po drodze nas dwóch w samochodzie nie zabije?!
Gdyż nie mogę sobie wyobrazić jak on prowadzi samochód!
Patrzyłam jak obydwoje mijają mnie życząc miłego dnia i wychodzą do pracy.
Jak tylko trzasnęły za nimi drzwi pozbierałam naczynia i ruszyłam z nimi do zlewu.
Powoli włączając radio zaczęłam śpiewać lecącą w nim piosenkę i zmywać szklanki, kubki, talerze i sztućce.
- Zostań bo ta noc, to ona płaczę deszczem..
Zostań bo jak nikt przynosisz mi powietrze..- ktoś zaczął śpiewać razem ze mną.
Postanowiłam się nie odwracać i poczekać na dalsze ruchy osoby która znajdowała się ze mną w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?- zachrypniętym głosem spytał mężczyzna za mną.
-Bosko- przegryzłam wargę obracając w stronę mojego rozmówcy.
-To czemu tak szybko wstałaś?
-Bo byłam głodna, ale najadłam się nadto wymyślając dobre kłamstwo na to że jestem w twoich ubraniach.- zawiesiłam ręce na jego szyi.
-Co?! Rodzice wrócili już do domu?
-Tak już są w pracy nawet! Gratuluje spostrzegawczości.- zachichotałam, a ten delikatnie usadowił na blacie.
-No wiem, czasem nie za dobrze łapie jaka jest godzina.
-Ta.. a zwłaszcza jak wstajesz- zaczęłam brechać jak nienormalna, po czym chwytając trochę piany z szmatki wytarłam nią policzki chłopaka.
-Hahaha.. wreszcie jesteś czysty- zaśmiałam się ukazując szereg białych ząbków.
-Ah.. tak- nabrał wody na ręce z kranu i wysmarował całą moją twarz nią.
-Ej..- założyłam ręce na piersi, wydymając usta w geście wielkiego grymasu.
-No co?- przybliżył się tak że stykaliśmy się czubkami nosów.
-Mam Focha- warknęłam, lecz Ney z uśmiechem na buzi zgarnął niesforny kosmyk moich włosów z twarzy i pocałował w policzek.
-Z pustyni przywozić deszcz co zgasi pragnienie w was!- wyszczerzyłam się skacowana Raffaella.
Oderwaliśmy się od siebie w szybkim tempie.
Myślałam czy czasem nie zagalopowaliśmy się z tymi czułościami!
Jednak będąc koło niego czułam się bardzo dobrze, jak przy Adamie, a nawet..
Nie! Adam najważniejszy, najlepszy!
Pierwszy raz poczułam że nie mam czego się obawiać, że nic mi nie grozi.
Pewnie jak zwykle do nocy, ale to przynajmniej coś.
Czułam czyjąś dłoń na moim biodrze, lekko zadrżałam z tego powodu, ale po porządnym otwarciu oczu zobaczyłam Neya.
Tak, dzięki niemu wczoraj nic złego się nie stało, mogłam ze spokojem położyć się i zasnąć.
Ściągając delikatnie żeby go nie obudzić rękę z mojej talli, podniosłam się do pionu i przetarłam piąstkami oczy.
Jeszcze się przeciągając podeszłam do okna i lekko je uchyliłam.
Oparłam się plecami o parapet i dłońmi okryłam szczelnie swoje ciało, na którym znajdowała się bluza bruneta.
Nie miałam zamiaru już myśleć o tym co się wczoraj stało, praktycznie to nawet mało pamiętam.
Przyglądałam się pokojowi do którego wpadało w tym momencie słońce.
Był bardzo czysty i zadbany jak na sypialnie chłopaka.
Na bank ktoś mu tu sprząta, ja tu mieszkam trzy dni, a mam dwa razy większy bajzel.
Po dłuższym namyśle stwierdziłam że idę na dół zjeść śniadanie.
Gdy jednak postawiłam nogę w kuchni żałowałam swojego pomysłu.
Rodzice Raf i Neymara siedzieli przy stole i zajadali się kanapkami pijąc do tego mocną czarną kawę.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do nich szeroko i weszłam w głąb pomieszczenia.
-Dzień dobry Alice.- odpowiedzieli równo.
-Jak się spało?- spytał starszy pan biorąc do ręki poranną gazetę.
Stanęłam jak słup z butelką wody jaką trzymałam w rękach.
Zacisnęłam odruchowo na niej palce i wzięłam głęboki oddech.
-Bardzo dobrze.- zgryzłam policzek od środka bojąc się że z rana byli u mnie w pokoju i mnie tam nie zastali.
-To się cieszę, bo tak ciężko było mi skręcać to łóżko.- zaśmiał się, a jai poszłam w jego ślady.
-Pomimo wszystko bardzo wygodne.- usiadłam obok nich robiąc największą głupotę na świecie.
-Czy to nie jest bluza Neymara?- skarciła mnie wzrokiem jego mama.
Na te słowa prawie zadławiłam się jedzeniem jakie właśnie pałaszowałam.
-Yyy.. nie to bluza mojego brata, dał mi ją jak wyjeżdżałam tu do was.- próbowałam jakoś wybrnąć, ale ona musiała kosztować majątek, a dziwne żeby dziecko z domu dziecka miało na taką rzecz pieniądze.
-Mhm..- widać że ledwo ledwo, lecz mi uwierzyła.
Uff.. cały strach ze mnie zszedł.
-Chciałabym dziś ok.15 jechać zapisać się do szkoły.- przerwałam krępującą cisze.
-My będziemy w pracy- westchnęli obaj.
-Ale może Ney cie zawiezie jak będzie jechał do Oscara.- uśmiechnęła się lekko kobieta, a ja odwzajemniłam gest.
Choć nie wiedziałam kilku rzeczy:
-Kim jest Oscar?
-Po co do niego mój nowy braciszek ma zamiar jechać?
-I czy po drodze nas dwóch w samochodzie nie zabije?!
Gdyż nie mogę sobie wyobrazić jak on prowadzi samochód!
Patrzyłam jak obydwoje mijają mnie życząc miłego dnia i wychodzą do pracy.
Jak tylko trzasnęły za nimi drzwi pozbierałam naczynia i ruszyłam z nimi do zlewu.
Powoli włączając radio zaczęłam śpiewać lecącą w nim piosenkę i zmywać szklanki, kubki, talerze i sztućce.
- Zostań bo ta noc, to ona płaczę deszczem..
Zostań bo jak nikt przynosisz mi powietrze..- ktoś zaczął śpiewać razem ze mną.
Postanowiłam się nie odwracać i poczekać na dalsze ruchy osoby która znajdowała się ze mną w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?- zachrypniętym głosem spytał mężczyzna za mną.
-Bosko- przegryzłam wargę obracając w stronę mojego rozmówcy.
-To czemu tak szybko wstałaś?
-Bo byłam głodna, ale najadłam się nadto wymyślając dobre kłamstwo na to że jestem w twoich ubraniach.- zawiesiłam ręce na jego szyi.
-Co?! Rodzice wrócili już do domu?
-Tak już są w pracy nawet! Gratuluje spostrzegawczości.- zachichotałam, a ten delikatnie usadowił na blacie.
-No wiem, czasem nie za dobrze łapie jaka jest godzina.
-Ta.. a zwłaszcza jak wstajesz- zaczęłam brechać jak nienormalna, po czym chwytając trochę piany z szmatki wytarłam nią policzki chłopaka.
-Hahaha.. wreszcie jesteś czysty- zaśmiałam się ukazując szereg białych ząbków.
-Ah.. tak- nabrał wody na ręce z kranu i wysmarował całą moją twarz nią.
-Ej..- założyłam ręce na piersi, wydymając usta w geście wielkiego grymasu.
-No co?- przybliżył się tak że stykaliśmy się czubkami nosów.
-Mam Focha- warknęłam, lecz Ney z uśmiechem na buzi zgarnął niesforny kosmyk moich włosów z twarzy i pocałował w policzek.
-Z pustyni przywozić deszcz co zgasi pragnienie w was!- wyszczerzyłam się skacowana Raffaella.
Oderwaliśmy się od siebie w szybkim tempie.
Myślałam czy czasem nie zagalopowaliśmy się z tymi czułościami!
Jednak będąc koło niego czułam się bardzo dobrze, jak przy Adamie, a nawet..
Nie! Adam najważniejszy, najlepszy!
~*~
Hey *.*
Wreszcie zdobyłam się na odwagę i napisałam 3 :)
Po prostu musiałam jeszcze dziś i to mam nadzieje docenicie.
Krótszy niż ostatnio, ale ma to co chciałam przekazać RADOŚĆ, SMUTEK, BÓL, ŚMIECH i ISKIERKI ;*
Pierwszy raz pisząc czułam że nie zmieniam fabuły i gram coraz lepiej w tą grę między Neymar'em a Alice.
Dokąd to dojdzie ?
Tu już nie mam pojęcia! :D
8 komentarzy= Nowy porządny rozdziałek.
Ściskam *.*.*.*.*.*
Papa..
.jpeg)
.jpeg)
Jest cudny ;)
OdpowiedzUsuńDoczekałam się =D
Zazdroszczę ci pomysłów i talentu
Normalna ^.^
Jejku jaki ten rozdział jest słodki!!!
OdpowiedzUsuńWreszscie Neymar pokazuje swoje uczucia i tak w ogóle adnandianbsid no nie wiem co powiedzieć!
Szkoda,że rodzice przyjechali,a na końcu Rafaella im przeszkodziła!
Ale i tak Neymar jest lepszy od Adama i cicho mi tu!
Pisz szybko Nexta!
Pozdrawiam cieplutko!:*
O jaa *_* Ale ci wyszło xd ❤✌ Podoba mi sie strasznie ;* te wszystkie emocje i w ogóle, cudo (*:. Czekam na nexta tu i jakże na Alexis and Nela <3 Mua ;*
OdpowiedzUsuńNo ja cię zamorduje! Co tak krótko! <3
OdpowiedzUsuńOdcinek wspaniały i nie mogę się doczekać następnego, mam nadzieję że szybko się pojawi :)
Buziaki :* <3
Super! Chce nnat!
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: daj-mi-szanse.blogspot.com
Czekam na nast
OdpowiedzUsuńAle czekam na nast
OdpowiedzUsuńod dziś czytam C; boski <3
OdpowiedzUsuńPisz szybko kolejny ! *.*
OdpowiedzUsuńJest cudowny ! *.* ♥♥♥
OdpowiedzUsuńTak. Mialas racje. W ogole nie odczulam, ze jest to blog o Barcelonie...
OdpowiedzUsuńI wiesz co ci jeszcze powiem? Ciesze sie, ze zaczelam go czytac.
Nawey nie wiesz jak mi sie podoba twoj styl pisania. Jest boski, a nawet malo powiedziane.
Wiesz co sobie postanowilam kiedys tam? Ze nie bede juz czytac zadnych blogow, bo czytam mnistwo i wszystko mi sie myli. Ale najzwyczajniej w swiecie nie potrafie. Takich blogow jak twoj nie da sir ominac i nie przeczytac! ;)
Rozdzial bardzo mi sie podoba i oczekuje nowego.
Neymar i Alicja bardzk do siebie pasuja. Sa tacy slodcy... Aww.. ^_^
Kisski, loffki, caluski.. ;** <33